W naszych ogrodach zaczęły się pojawiać rośliny, których uprawa w gruncie była dotychczas uważana za niemożliwą, a wiele z nich to tak naprawdę te, które spotykamy w trakcie wakacji na południu Europy – gdzie klimat jest o wiele korzystniejszy. Jak przystosowały się do polskich warunków klimatycznych i jak zareagują na ewentualne nawroty ostrej zimy?

Południe Europy w Polsce

W ogrodach od kilku dobrych lat dochodzi do wymiany żywotników (Thuja) na laurowiśnię wschodnią (Prunus laurocerasus). Gatunek ten zawładnął zarówno ogrodami przydomowymi, jak i terenami publicznymi – gatunek ten uprawiany jest już praktycznie w całej Polsce. Starsi architekci krajobrazu pamiętają, że był to zawsze gatunek, który traktowano jako ciekawostkę, coś interesującego, ale raczej do sadzenia w naprawdę korzystnych warunkach mikroklimatycznych. Dzisiaj laurowiśnia stała się poniekąd symbolem bogacącego się społeczeństwa, gdzie przy prawie każdym nowo wybudowanym segmencie okala w formie żywopłotu równo przystrzyżony trawnik – jest więc sadzona w naprawdę pokaźnych ilościach. Ten zimozielony krzew rzeczywiście nadaje południowo europejskiego klimatu, dlatego też niektórzy pozwalają sobie na trochę więcej.

Jednym z popularniejszych krzewów owocowych w ostatnim czasie stał się figowiec właściwy (Ficus carica), który całkiem dobrze radzi sobie w naszym klimacie – pod warunkiem, że posadzimy właściwy, bardziej odporny na niskie temperatury kultywar. W różnych częściach Polski można trafić na okazy o wysokości kilku metrów. Należy przez to rozumieć drzewa z prawdziwego zdarzenia, które nie odbiegają od tych z Południa Europy. Figowiec smakuje najlepiej, gdy jemy go otoczeni kwitnącymi roślinami. Stąd też w uprawie coraz częściej spotyka się zimozieloną magnolię wielkokwiatową (Magnolia grandiflora) i wyjątkowo urodziwą albicję jedwabistą (Albizia julibrissin). Dotychczas była bardzo rzadka, a dzisiaj dostępnych jest wiele ciekawych kultywarów. Wspomniana magnolia jest wyjątkowo dekoracyjna przez swoje duże, skórzaste liście z brązowym spodem oraz duże kremowe kwiaty. Albicja jest poniekąd jej przeciwieństwem – liście są złożone z drobnych listków, a kwiaty są intensywnie różowe i przypominają małe pędzelki.

Wspominając o liściach, wypada wskazać głogownik (Photinia), który wyjątkowo upodobali sobie właściciele małych ogródków, balkonów i tarasów; jego liście są skórzaste, połyskujące, często z zaczerwienionymi młodymi przyrostami. Gatunek ten cieszy się ostatnio sporym zainteresowaniem i wyraźnie konkuruje z laurowiśnią, jest również sadzony podobnie, w formie żywopłotów. Wyjątkowo tropikalne liście ma fatsja japońska (Fatsja japonica), a kompletnie wyróżniającym się drzewem jest trochodendron araliowaty (Trochodendron aralioides), który radzi sobie w naszym klimacie wyjątkowo dobrze, mimo że jego wygląd kompletnie by na to nie wskazywał. Na marginesie, czy ktoś pamięta jeszcze o aukubie japońskiej (Aucuba japonica) o żółto nakrapianych liściach (‘Variegata’ czy też ‘Crotonifolia’)? Przez pewien czas była to roślina, której nikt nie potraktowałby poważnie w naszym ogrodzie, dziś już mało kogo dziwi. Ktoś mógłby krzyknąć, że brakuje w tym wszystkim jeszcze palmy! Czy na pewno? Palmy też są u nas uprawiane i bynajmniej nie mówię o tej znajdującej się przy rondzie gen. de Gaulle’a w Warszawie. Chodzi o szorstkowiec Fortunego (Trachycarpus fortunei), który – według niektórych źródeł – znosi mrozy do -20 stopni Celsjusza. Palma ta spotykana jest w uprawie gruntowej zwłaszcza w północno-zachodniej Polsce, chociaż radzi sobie w zdecydowanej większości kraju. Co ciekawe, gatunek w niektórych częściach Europy jest traktowany jako inwazyjny, chociażby w Szwajcarii. Jak będzie w Polsce? Trudno powiedzieć, bo zmiennych, które na to wpływają, jest naprawdę wiele.

Sadzić czy nie sadzić?

Ta zima zweryfikowała wiele pomysłów na nasadzenia, w tym przede wszystkim wszechobecną laurowiśnię, której liście zmieniły ciemną zieleń na intensywny brąz. To, jak silnie została uszkodzona roślina, zależy między innymi od kultywaru – te charakteryzują się sporą zmiennością, jeżeli chodzi o tolerancję na niskie temperatury. Należy jednak pamiętać, że rośliny nie są uszkadzane wskutek wyłącznie niskich temperatur.

Okres, w którym grunt jest zamarznięty, jest tak naprawdę okresem suszy, a dokładnie suszy fizjologicznej, która najsilniej dotyka rośliny zimozielone. Przy intensywnie operującym słońcu roślina stara się transpirować, ale żeby to nastąpiło, musi w pierwszej kolejności mieć czym transpirować, a więc potrzebuje wody. Niestety przy zamarzniętym gruncie możliwość jej pobierania spada praktycznie do zera, a co za tym idzie, roślina najzwyczajniej wysycha. Bardzo niskie temperatury, a zwłaszcza te długo utrzymujące się, mogą więc osłabić lub nawet uśmiercić roślinę – uszkadzając ją na skutek mrozu lub wysuszając ją.

Czy jest więc sens sadzić rośliny z cieplejszego klimatu? Oczywiście, że tak. Zważając na to, jak w ostatnich latach wyglądały nasze zimy, można przyjąć, że ryzyko uszkodzeń jest niskie. W okresie pomiędzy silnymi mrozami może minąć nawet dekada, a czas ten jest wystarczający, żeby rośliny podrosły. Dlaczego to tak ważne? Rośliny młode są bardziej podatne na niskie temperatury, a więc im są starsze, tym bezpieczniej mogą się czuć; poza tym te cenniejsze zawsze można zabezpieczyć, jeżeli nie będziemy czuli się pewnie, zostawiając je na mrozie.

W wielu miejscach już dziś można spotkać naprawdę pokaźne araukarie chilijskie (Araucaria araucana), magnolie wielkokwiatowe, albicje jedwabiste, figowce właściwe; rosną też cedry (Cedrus), a lada moment pojawią się zapewne cyprysy wieczniezielone (Cupressus sempervirens) – chociaż dla tego gatunku potrzeba jeszcze trochę czasu. Wiele gatunków z południa Europy jest proponowanych do testowania w warunkach klimatycznych Polski… dlaczego więc nie powinniśmy spróbować?

Historia się powtarza

Mówi się, że historia zatacza koło. W przypadku introdukcji wielu gatunków jest to poniekąd prawda. Wiele z pospolitych dzisiaj drzew uważanych było za zbyt słabo radzące sobie z niskimi temperaturami, a co za tym idzie, niekoniecznie były one wskazywane do uprawy na dużą skalę.

Dowodem ostrożności jest chociażby ambrowiec amerykański (Liquidambar styraciflua), rosnący pod ścianą Auli Kryształowej na kampusie SGGW w Warszawie, który miał tam mieć zaciszne miejsce do wzrostu. Dzisiaj ambrowce są szeroko uprawiane w wielu niesamowitych kultywarach.

Za podatny na przymrozki uważane były także platan klonolistny (Platanus × hispanica) czy też jesion mannowy (Fraxinus ornus). Gatunki te, ale też wiele innych, są aktualnie sadzone i świetnie radzą sobie w naszym klimacie. Wiele wskazuje, że trwa właśnie kolejny przełomowy moment, jeżeli chodzi o uprawę gatunków z cieplejszego klimatu, które w wielu przypadkach naprawdę sobie radzą. Czas pokaże, czy tak będzie nadal…

Mateusz Korbik

dendrolog

Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie

 

Dekoracyjne liście Magnolia grandiflora