Wielkie fabryki, zakłady wytwórcze, wysoko wydajne gospodarstwa rolne… miłośnik dzikiej przyrody, umiaru i zdrowego życia może zaszufladkować je wszystkie jako obiekty niekorzystne dla środowiska i je obciążające. I pewnie w większości przypadków dotychczas tak właśnie było, jednak świat się zmienia; technologie idą do przodu, wiedza i wrażliwość także. Zresztą są to wszystko podmioty zasilające naszą gospodarkę, nie umniejszajmy im!

Po spokojniejszej refleksji i pełniejszym rozpoznaniu może okazać się przecież, że są producenci, którzy mają korzystny wpływ na naszą przyrodę albo potrafią w symbiozie z nią współistnieć. Takimi produkcyjnymi gospodarstwami są… szkółki drzew, krzewów, bylin i flory wszelkiej. Mam na to wiele argumentów, popartych wieloletnią praktyką szkółkarską. W swojej dość długiej praktyce zawodowej poznałem wielu producentów – szkółkarzy. Nie było i nie jest dziwne, że rozmowa z nimi prawie zawsze schodziła na tematy ogrodów, lasów i ogólnie rozumianej przyrody. U każdego z rozmówców wyczuwałem (ale też słyszałem) wrażliwość na dobrostan i przyszłość ogrodów, a także zrozumienie dla potrzeb dzikiej przyrody i zwierząt, które tam się osiedlają.

Korzystny wpływ na faunę

Szkółki produkcyjne mają korzystny wpływ na faunę ptasią i entomofaunę. Dobrostan ten tworzymy jako szkółkarze zarówno pośrednio, jak i bezpośrednio na powierzchniach, gdzie produkowane są rośliny. Sam produkt opuszczający każdą szkółkę i trafiający do użytkowników – ogrodników jest jak najbardziej dla tych zwierząt przydatny. Choć może zabrzmi to jak banał, warto czasami przypomnieć, że właśnie rośliny wzrastające w szkółkach stanowią fundament, budując zaczyn nowych biotopów. To właśnie szkółki pośrednio tworzą to dobro, choć z przekazanymi klientom roślinami już się pożegnały.

Przyjrzyjmy się natomiast samym gospodarstwom: to wielkie fabryki roślin lub małe firmy rodzinne zapatrzone w swe produkty i czule nad nimi pracujące, by jakość i pewność taksonu spasować z potrzebami siedlisk i lokalnymi uwarunkowaniami klimatu. Rośliny bardzo często już na etapie produkcji kwitną, zapewniają schronienie i przyciągają swą różnorodnością uwagę entomofauny; szczególnie byliny, ale nie tylko. Firmy specjalizujące się w produkcji bylin mają na swych kwaterach po kilkaset taksonów, które przyciągają swym kwitnieniem: nas pięknem, a owady pokarmem. Praktyczne przez cały okres wegetacyjny, od końca lutego aż do października, owady zapylające korzystają z nich, bo nie rozróżniają produkcji szkółkarskiej od krzewów występujących na naturalnych siedliskach. Jest pyłek i miodniki – trzeba korzystać.

Co smakuje zapylaczom?

Z moich obserwacji w szkółce drzew i krzewów wynika, że największym zainteresowaniem cieszą się: ognik szkarłatny (Pyracantnha coccinea) we wszystkich odmianach, zadrzewnia płaskoogonkowa ‘Butterfly’ (Diervilla sessilifolia), jarząb pospolity (Sorbus aucuparia), wawrzynek wilczełyko (Daphne mezereum – który jest pierwszą „stołówką” po zimie jako pierwszy kwitnący, także w formie alba, o białych kwiatach) i wiele innych.

Wierzby stanowią rezerwuar pyłku na przedwiośniu. Dla nas zdobne i wzniosłe pięknem kotków, symbolicznie kończące szarą porę roku, a dla owadów sycące – z perspektywy zapylaczy celem nie jest estetyczny zachwyt, lecz odbudowa sił i uzupełnienie kalorii. Wielkość roślin nie ma znaczenia; ważne, by kwitły już młode egzemplarze na etapie sadzonek szkółkarskich, spełniając swoje zadanie rezerwuarowe. Nie ma dla nich znaczenia, czy to jest gatunek rodzimy lub obcy – ważne, że jest łatwy dostęp do kwiatów, z nektarem czy pyłkiem. Chętnie korzystają zatem zarówno z wierzby iwy (Salix caprea), jak i wierzby Hookera (Salix hookeriana). Oczywiście wynika to z oportunizmu, bo świat zwierząt nie kieruje się wyższymi celami. Liczą się: najeść na zapas, przetrwać, samemu nie zostać zjedzonym, skojarzyć się z silnym partnerem i przedłużyć gatunek. Kropka.

Prawdziwa oaza

Prawie każda szkółka ma ogród, a czasem wręcz kolekcje lub co najmniej mateczniki na specjalnych, wydzielonych do tego kwaterach. Nie tak rzadko ambitni i doświadczeni producenci roślin tworzą kolekcje porównawcze, by nie ulec modzie i dostrzec rzeczywiste różnice, wydzielając wartościowe taksony. Później dzielą się zebraną wiedzą.

Właśnie w tych ogrodach tworzą się prawdziwe ekosystemy, bardzo często stając się zieloną enklawą wśród monotonii pól uprawnych czy nawet siedliskowo słabych borów, ubogich w runo leśne i bez podszytów. Takie kolekcje obserwacyjne nie podlegają cięciom formującym, by poznać wszystkie cechy odmiany. Szkółki produkcyjne położone wśród osiedli mieszkaniowych, na terenach zurbanizowanych lub otoczonych przemysłem stanowią prawdziwą oazę dla ptaków i owadów, nie tylko zapylających.

Sikorki i raniuszki

Jako uważny obserwator przyrody wiem że jedne organizmy przyciągają uwagę drugich: głównie konsumpcyjną. Zadziwiające, że w ogrodach przy szkółce można późną jesienią spotkać nieliczne stada raniuszków, które penetrują trzmielinę w naszym ogrodzie, gdzie latem widziano mszyce. Po takich odwiedzinach w kolejnym roku mszyc jest już jakby mniej, a zwalczanie szkodnika o wiele łatwiejsze.

Oczywiście, że oko raduje się widokiem pięknych białych mini sikorek, ale to tylko korzyść pośrednia; bonus dla naszej potrzeby obserwacji natury, radości z takich odwiedzin. Jednak raniuszki poszukują pokarmu, a znajdują go w ogrodzie przy szkółce, ograniczając populacje szkodników. Ptaki, oprócz pokarmu, potrzebują miejsc do założenia gniazd, spokojnego przetrwania okresu lęgowego, wykarmienia młodzieży i – jeśli to możliwe, a rok sprzyja – wyprowadzenia kolejnego lęgu. Przydają się do tego starsze rośliny szkółkarskie, zarówno liściaste o gęstych koronach, jak i wiele iglastych.

W takich miejscach chętnie zakładają swe gniazda: kosy, makolągwy, drozdy, gołębie grzywacze i synogarlice tureckie (na wyższych drzewach) i wiele innych gatunków, wybierających na swe gniazda gęste korony drzew i krzewów. Prawdziwie „odkrycia” czynimy w listopadzie, gdy liście opadną. Nagle szkółkarz dowiaduje się o nieznanej wartości swych roślin – pojawiają się opuszczone gniazda, w najbardziej nieoczekiwanych miejscach, często na produkcyjnych egzemplarzach, tam gdzie codziennie przechodziliśmy. Po opadnięciu liści widać więcej, można zatem „inwentaryzować” ekologiczne znaczenie szkółki.

Praca wyobraźnią

Nie da się ukryć, że przy wyborze naszych roślin klienci kierują się przede wszystkim ich dekoracyjnością; większość z nich chce pięknie mieszkać i radować duszę, znaleźć w ogrodzie odskocznię od codzienności. To całkiem naturalne potrzeby, choć można by je wręcz określić wyższymi.

Z każdym rokiem wzrasta jednak świadomość środowiskowa: łączenie swojego ogrodu z otoczeniem, dostrzeganie, że ma on wpływ na to, kto u nas mieszka, jak tu się czuje i dlaczego co roku się tu pojawia. Nie liczy się już tylko, że kwiatek urokliwy, ale dostrzega się też potrzeby pokarmowe owadów zapylających, głównie kojarzonych z pomocną nam pszczołą miodną.

Tymczasem świat owadów zapylających jest ogromny, a konsumentów nektaru i pyłku wielu. Ogrodnicy zawodowi wiedzą, jak dobrać skład gatunkowy, by zapewnić wydłużony czas kwitnienia roślin. Tu szkółkarz może mieć autentyczny wpływ na poprawę warunków bytowych tych zwierząt, sterować nimi.

Trzeba jednak pamiętać, że działania te mają sens tylko długoterminowy, planowany na lata. Praca producenta roślin (a drzew i krzewów w szczególności) wymaga czasem dalekowzrocznej wizji tworzenia roślin, które faunie się przysłużą. Dziś planujemy, co za pięć lat dostarczymy. To prawdziwa praca wyobraźnią!

Życie w stawach

Większość szkółek posiada sztuczne zbiorniki wodne i jeżeli są to stawy powstałe jako wykop, mogą stać się biotopem wielu gatunków ptaków wodno-błotnych. Kaczki krzyżówki to powszechnie występujące ptaki, ale może przydarzyć się, że taki zbiornik zaakceptują jako łowisko zimorodki lub potraktują jako swój kokoszki wodne i wodniki.

Zimorodek regularnie, jakby chciał podpisać listę obecności, pojawia się u mnie przy stawie w listopadzie, stanowiąc prawdziwą atrakcję dzięki swej niezwykłej kolorystyce. A przy okazji zawsze coś dla siebie wypatrzy i upoluje… Mamy też wielką frajdę z obserwacji kurek wodnych; ich zwyczajów, odgłosów, które śpiewem trudno nazwać, a już prawdziwym świętem jest wyprowadzenie lęgu całej gromady młodych kokoszek, pływających samodzielnie w poszukiwaniach pokarmu, choć drapieżny błotniak potrafi zobaczyć w nich nadarzającą się okazję.

Widać na tych przykładach, że szkółkarz to nie tylko producent, ale również sprzymierzeniec powiększania populacji ptaków. Staw jako obiekt techniczny, mający spełniać funkcję rezerwuaru wody, staje się domem nawet dla dość rzadkich gatunków, buduje nowe łańcuchy połączeń troficznych.

Współpraca, dialog i wymiana doświadczeń

Ochrona roślin wymaga dużej wiedzy, doświadczenia, ale też wyczucia, czy zabieg zwalczania szkodników jest niezbędny. Zmniejszający się z każdym rokiem katalog dopuszczonych środków ochrony roślin powoduje oczywiście konieczność poszukiwania tych gatunków i odmian, które są najmniej wrażliwe i podatne na choroby oraz szkodniki. Producent wie najczęściej jako pierwszy, które można do takich zaliczyć. Bardzo chętnie będzie je produkował, wspierając tym samym przekształconą przyrodę ogrodniczych ekosystemów, nie obciążając środowiska, ograniczając do minimum interwencyjne zwalczanie szkodników.

Świadomość ta jednak musi docierać do odbiorców, bo to oni swymi wyborami decydują, jakie będziemy oferować rośliny. Jednym z większych nieporozumień (w rozpędzie emocjonalnym), z jakim się spotkałem, jest twierdzenie, że szkółkarze nie chcą produkować rodzimych gatunków. Producent roślin może wpływać pośrednio na skład naszych ogrodów, zieleńców i parków, poprawiać warunki bytowe dla owadów i ptaków. Jednak decyzja o tym, co jest sadzone, należy do końcowego konsumenta, ogrodnika i projektanta. Niech zatem współpraca, dialog i wymiana doświadczeń staną się furtką dla lepszej przyszłości naszych ogrodów i skrzydlatych braci mniejszych.

Andrzej Kujawa

Związek Szkółkarzy Polskich

Jarzęby to zimowy rezerwuar pokarmowy dla ptaków

Odkrycie na szkółce po zrzuceniu liści – gniazdo na parocji oraz ponad 36 tys. bylin

Wawrzynek wilczełyko jest ratunkiem dla trzmieli na przednówku

Wierzba Hookera – równie atrakcyjna dla pszczół

Zadrzewnia płaskoogonkawa ‘Butterfly’ tworzy najchętniej odwiedzane przez motyle kwiaty