Drzewa kuliste, kolumnowe. Korony kompaktowe, nieprodukujące owoców. Liście pstre, żółtawe, czerwone. To pewniaki przy projektowaniu zieleni w miastach. Gwarantują zgodność z projektem, porządek. Drzewa nie będą się rozrastały w sposób niekontrolowany. Same plusy! Czy aby na pewno? Okazuje się, że nierzadko jest to pójście na skróty, a im forma rośliny bliższa dzikiej, tym lepiej dla miejskiej przyrody. Choć zajmują się podobnymi obiektami, ogrodnicy i botanicy niekoniecznie mówią w tym samym języku. Dotyczy to przede wszystkim nazewnictwa – bardzo ścisłe reguły nomenklatury botanicznej bywają zupełnie ignorowane w świecie handlu roślinami. Pomijając już sytuacje skrajne, jak sprzedaż roślin po prostu z błędnymi etykietami, co zdarza się nierzadko, szczególnie w supermarketach, to nazwy handlowe mają za zadanie po prostu przekonanie klienta do zakupu. 

Kultywar to nie odmiana

Nazwy handlowe nie są nazwami gatunkowymi. Przyjrzyjmy się choćby takiej nazwie jak: Epimedium ‘Pink Champagne’. Składa się z nazwy rodzajowej – epimedium (jest taka sama po polsku i łacinie) – i zamkniętej w cudzysłów anglojęzycznej nazwy określającej „różowy szampan”. Ogrodnik nazwie to odmianą ‘Pink Champagne’.  W botanice termin odmiana określa jednak coś innego, jest jednostką niższą niż gatunek. Tutaj próżno szukać informacji, z jakim gatunkiem Epimedium mamy do...

Wykup dostęp do płatnych treści Portalu Komunalnego!

Chcesz mieć dostęp do materiałów Portalu Komunalnego Plus?