Zdaniem wielu ekspertów, „mały trójpak energetyczny” to jedynie formalne wdrożenie przepisów europejskich. Co gorsza, „konserwuje” on nieefektywne wsparcie wielkiej – tylko pod względem rozmiarów – energetyki i nie przynosi realnych zmian, niezbędnych do rozwoju energetyki prosumenckiej. Inne jego „zasługi” to blokowanie rynku odnawialnych źródeł energii i opóźnienie dostosowania przepisów dotyczących OZE do wymogów UE, a tym samym narażenie Polski na dotkliwe kary. Dlatego wiele odpowiedzialnych środowisk – do których pozwolę sobie zaliczyć również redakcję „Czystej Energii” – wyraża swoje poważne zaniepokojenie i apeluje o jak najszybsze uchwalenie projektu ustawy o OZE w jej aktualnym brzmieniu, stwarzającym możliwość rozwoju małych instalacji.
Ten alarmistyczny ton nie jest wynikiem mojego „nagłego”, zimowego pesymizmu. Po prostu już od dawna nasilają się zjawiska, które budzą obawy lub wręcz protesty osób i organizacji zaangażowanych w rozwijanie czy choćby promowanie energetyki odnawialnej. Dotyczy to zwłaszcza przedsiębiorców i inwestorów, dla których nie są to tylko „stracone złudzenia”, ale często naprawdę duże pieniądze. Ten problem powinien jednak obchodzić wszystkich, bo, jak twierdzi Grzegorz Wiśniewski,prezes Związku Pracodawców Forum Energetyki Odnawialnej, konsekwencje braku ustawy o OZE odczują też konsumenci, gdyż oddala się perspektywa spadku kosztów energii. Zdaniem ZP FEO, rząd powinien równieżintensywnie pracować nad przygotowaniem rozporządzeń wykonawczych do projektu ustawy o OZE, m.in. określających zasady funkcjonowania prosumenta w systemie energetycznym. Ale o tempie prac rządu pisać już nie trzeba i nie warto.
Środowisko OZE wyraźnie podzieliło się na pesymistów i optymistów. Ci pierwsi, niestety coraz liczniejsi, uważają, że na „małym trójpaku” się skończy i ustawa o OZE nigdy nie powstanie. Z kolei optymiści… wciąż na nią czekają. Odsyłam tu do wywiadu z prof. Krzysztofem Żmijewskim, który przypomina, że inne ustawy – choćby ta o efektywności energetycznej – też rodziły się w bólach. Pan profesor wskazuje zarazem przyczyny tak znacznej zwłoki w przypadku ustawy o OZE, twierdząc, że są „siły”, które ją blokują.
Kolejną bardzo niepokojącą sprawą jest sztucznie wygenerowana nadpodaż świadectw pochodzenia energii elektrycznej. Polska Rada Koordynacyjna OZE, skupiająca 19 stowarzyszeń i kilkuset przedsiębiorców, wydała dramatycznie brzmiące oświadczenie. Niestety, nie wydaje się, aby był to dramatyzm na wyrost. Po prostu jest bardzo źle, o czym najlepiej wiedzą ci, którym grozi bankructwo. Trudno więc zaprzeczyć, że początek roku nie okazał się dla naszej branży pomyślny. I nie jest pociechą fakt, że to samo mogą powiedzieć przedstawiciele niemal wszystkich gałęzi gospodarki i biznesu. Oczywiście z wyjątkiem instytutów badających poparcie dla partii politycznych.
Urszula Wojciechowska
redaktor naczelna