W Polsce zaczyna brakować wody. Ponad 300 gmin zmaga się z tym problemem. To głównie gminy wiejskie lub miejsko-wiejskie, w których z powodu upału mieszkańcom wysychają ogrody. Żeby zapobiec suszy, wylewają kranówkę, co z kolei powoduje niedobory wody w sieci.

Na interaktywnej mapie tworzonej na internetowej stronie „Świat wody” internauci zaznaczają miejscowości, w których są problemy z wodą lub w których samorządy apelują o jej oszczędzanie. W maju na mapie zaznaczonych było kilkanaście miejscowości, pod koniec czerwca 145, obecnie jest ich ponad 300.

– W ciągu ostatnich tygodni zanotowaliśmy bardzo duży przyrost takich miejscowości. W końcówce pierwszej dekady lipca dziennie na mapie pojawiało się po kilkadziesiąt gmin. Co dzień pojawiają się nowe apele i komunikaty – mówi 
dr Sebastian Szklarek z Polskiej Akademii Nauk, założyciel bloga „Świat wody”.

W połowie lipca wśród miejscowości zaznaczonych na mapie znalazło się m.in. dziewięć pomorskich gmin – Kosakowo, Przodkowo, Czarna Dąbrówka, Studzienice, Lipnica, Liniewo, Stara Kiszewa, Ryjewo – oraz gmina wiejska Starogard Gdański. O tym, że znowu zaczyna brakować wody, w tym roku najszybciej na Pomorzu dowiedzieli się mieszkańcy Przodkowa. Jeszcze w maju na stronie internetowej gminy wójt apelował, by w związku z występującą suszą oraz dużym poborem wody zwracali „szczególną uwagę na racjonalne korzystanie z niej, w szczególności na zaniechanie podlewania trawników i ogródków oraz napełniania zbiorników wodnych i basenów”.

– Ma to na celu zapewnienie wszystkim mieszkańcom stałego dostępu do wody pitnej – mówi Andrzej Wyrzykowski, wójt Przodkowa.

Kilka tygodni później z podobnym apelem wystąpiła spółka zajmująca się wodociągami w gminie Żukowo, bo „w stacji uzdatniania wody w Chwaszczynie zaobserwowano bardzo duże zużycie wody i zaczęły występować przerwy w jej dostawie”. To nie pierwszy taki apel żukowskiej spółki, jak bowiem wynika z danych urzędu gminy, zużycie wody wzrasta o tej porze roku kilkukrotnie.

Stara infrastruktura

Tymczasem ze strony mieszkańców słychać głosy, że winni są urzędnicy i spółki wodociągowe, które nie nadążają z rozbudową i modernizacją sieci, by mogła obsługiwać coraz więcej osiedli mieszkaniowych. Zdaniem niektórych z nich brak wody nie zależy od podlewania trawników i napełniania basenów dla dzieci, ale od zaniechania modernizacji, a zjawisko to jest problemem całorocznym i nie ma co się zasłaniać suszą.

–  Łatwo jest obarczyć brakiem wody gminy, bo rzeczywiście sieć wodociągowa wielu z nich nie nadąża z rozbudową. To jednak tylko niewielka część problemu. Stara sieć wodociągowa znajdzie się na liście przyczyn, ale przed nią trzeba wymienić brak regularnych opadów deszczu, wysokie temperatury, a wcześniej zimę prawie bez śniegu. Wody będzie brakowało coraz częściej i trzeba będzie sięgać po nią coraz głębiej – mówi Andrzej Kańczykowski, hydrolog.

Susza hydrologiczna

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej systematycznie publikuje dane dotyczące suszy hydrologicznej. To okres, w którym obserwuje się znaczące obniżenie poziomu wód powierzchniowych i wód podziemnych. W połowie lipca tego roku zjawisko to występowało w prawi 1,7 tys. gmin – to 68% wszystkich gmin w Polsce. W opinii naukowców przyczyny suszy nawarstwiały się latami, jednak – zdaniem niektórych – trudno było zapobiec takiej sytuacji.

– Temat gospodarki wodnej jest złożony, bo przez lata byliśmy nastawieni na pozbywanie się nadmiaru wody, żeby zabezpieczyć się przed powodziami. Natomiast teraz takie podejście tylko intensyfikuje suszę – uważa dr Szklarek.

Wbrew wyobrażeniom wielu z nas o ilości wody w Polsce jej zasoby są porównywalne do krajów północnej Afryki. Według Raportu Klimatycznego Togetair na jednego Polaka przypada jej 1,5 tys. m3 rocznie, czyli trzy razy mniej niż na statystycznego Europejczyka. Poza tym zasoby wód powierzchniowych w Polsce są rozmieszczone nierównomiernie, więcej jest ich na południu kraju (wyżyny i góry), natomiast pozostały obszar boryka się z jej deficytem. W naszym klimacie problemem jest również szybkie zanikanie wód powierzchniowych i wahania ilości wody dostępnej w ciągu roku. Zjawisko to jest skutkiem zmieniającej się ilości opadów i ich charakteru. Mamy mniej opadów w porównaniu z innymi krajami Europy, ponieważ znajdujemy się w przejściowej strefie klimatycznej, w której ścierają się wpływy kontynentalne i oceaniczne. „Wskaźnik wilgotności w warstwie powierzchniowej gleby zaczął szybko spadać i osiągnął poziom 30%, odpowiadający suszy glebowej, na terenie województw lubuskiego, wielkopolskiego, kujawsko-pomorskiego i łódzkiego” – taki komunikat opublikowało PGW Wody Polskie na stronie stopsuszy.pl.

– Od 1961 r. tylko w czterech latach nie było suszy. Od 1981 r. występuje co roku, czyli teraz mamy 42 lata z suszą, większą lub mniejszą, ale ona jest. W tym roku największa susza panuje w województwach lubuskim, dolnośląskim, zachodniopomorskim, wielkopolskim i pomorskim. Temperatura w czerwcu była bardzo wysoka, opady małe, także ten deficyt się powiększa...