– Na razie patrzymy krótkowzrocznie, a potrzebni są ludzie krytycznie myślący, z wizją znacznie dalszej przyszłości. Jak powiedział jeden z najbogatszych ludzi na świecie, i myślę, że coś w tym jest, za jakiś czas więcej wart będzie dyplom z filozofii niż z programowania. Bo przyszłość to samoucząca się sztuczna inteligencja. Potrzebujemy też na wszystko coraz więcej energii, a ta m.in. jest w wodzie, trzeba ją tylko odpowiednio odzyskiwać i magazynować – z Beatą Halamą, prezes zarządu Wodociągów Ziemi Cieszyńskiej, rozmawia Piotr Urbaniak.

Jak to się stało, że postanowiła Pani zmierzyć się z branżą, która w opinii wielu kojarzy się raczej z mężczyznami niż z kobietami?

Z branżą, w której pracuję, związana jestem nie tylko od początku kariery zawodowej, ale w praktyce już od studiów na Politechnice Śląskiej w Gliwicach, gdzie ukończyłam kierunek zbiorowe zaopatrzenie w wodę i odprowadzenie ścieków. Jako ciekawostkę dodam, że tę samą uczelnię kończyli moi rodzice, a wujek był szefem studenckiej rozgłośni radiowej. I choć może się wydawać, że rodzina namawiała mnie bym poszła w jej ślady, to był mój w pełni świadomy wybór, z którego do dziś jestem zadowolona. Zanim zasiadłam za sterami Wodociągów Ziemi Cieszyńskiej byłam prezesem spółki gminnej, zajmującej się podobną działalnością, więc kierowanie tego typu przedsiębiorstwem nie było dla mnie czymś nowym czy nieznanym. Poza tym znam wiele kobiet, które zajmują wysokie stanowiska do niedawna uważane za „męskie” i świetnie sobie w tych rolach radzą. Uważam, że to nie płeć powinna decydować o tym, czy możemy wykonywać daną pracę, czy też nie, ale kompetencje. I cieszę się, że coraz częściej o personalnej obsadzie na danym stanowisku przesądza właśnie to kryterium. 

Co – mimo odpowiednich kwalifikacji oraz menadżerskiego doświadczenia – było dla Pani najtrudniejsze na starcie pełnienia funkcji prezesa Wodociągów Ziemi Cieszyńskiej?

Przed objęciem stanowiska prezesa Wodociągów Ziemi Cieszyńskiej zarządzałam gminną spółką, która zatrudniała 40 osób. Nic więc dziwnego, że znałam tam każdego pracownika. Po zmianie pracy zaczęłam kierować spółką zatrudniającą blisko 300 osób, w dodatku rozsianych po różnych miejscowościach powiatu cieszyńskiego. Oczywiste, że nie sposób od razu poznać wszystkich, ale chcąc wiedzieć, z kim pracuję i kto gra w naszej wodociągowej drużynie, poświęciłam na to trochę więcej czasu. Prócz tego, i to na „dzień dobry” mojego szefowania w WZC, podjęłam się trudnego zadania, którym była zmiana zakładowego układu zbiorowego pracy, funkcjonującego w spółce od 1994 r. To bez wątpienia było ogromne przedsięwzięcie, ale nie mam dziś wątpliwości, że przy obecnym rynku pracy i strukturze wiekowej zatrudnienia dało pozytywne efekty i poprawiło funkcjonowanie firmy. Oczywiście taka zmiana wymagała gigantycznej wręcz pracy oraz uzgodnień ze stroną społeczną, czyli związkami zawodowymi, ale ten wspólny wysiłek wszystkim się opłacił. Inna trudna kwestia, z którą zmierzyłam się na nowym stanowisku pracy, to zastąpienie w Wodociągach Ziemi Cieszyńskiej papierowego obiegu dokumentów obiegiem elektronicznym. Mam świadomość, że to dotrzymanie kroku wymogom obecnych czasów oraz usprawnienie funkcjonowania spółki nie spadło z nieba, ale było sporym wyzwaniem dla pracowników, którzy świetnie mu sprostali. To zresztą był początek takich zmian, gdyż w kolejnym etapie wdrożyliśmy nowy system billingowy, czyli rozliczeniowy, oraz elektroniczne biuro obsługi klienta. Nie muszę chyba dodawać, że w obliczu niedawnej pandemii były to przysłowiowe strzały w dziesiątkę. Pamiętam, że kiedy wprowadzaliśmy w spółce te elektroniczne rewolucje, to słyszałam głosy, iż może za dużo tego wszystkiego na raz, że może trzeba zwolnić. Ale ja wiedziałam, że w tej kwestii jedno z drugim ściśle się wiąże, i jak powiedzieliśmy A, to trzeba szybko powiedzieć B oraz C. Z rozmów z pracownikami wiem, że dzisiaj są oni zadowoleni z wprowadzonych zmian, a co najważniejsze – doceniają je także nasi klienci. Przy tej okazji pragnę zwrócić uwagę na dobrą i skuteczną pracę naszego działu IT oraz współpracę z tym działem pozostałych pracowników spółki. I jeszcze jedna kwestia dotycząca trudnych wyzwań na stanowisku prezesa WZC. Dobrze wiedziałam, że w obecnych realiach bardzo ważne jest to, jak naszą firmę postrzega lokalna społeczność. I nie chodzi mi bynajmniej o chwalenie się bez podstaw, ale o starą prawdę, która mówi, że nie wystarczy dobrze działać, ale trzeba też zwracać uwagę na to, aby inni o tym działaniu się dowiedzieli. Równie ważny jest także tzw. wewnętrzny wizerunek przedsiębiorstwa, czyli to, jak swoją firmę postrzegają jej pracownicy, którzy powinni wiedzieć, co i dlaczego w danej chwili robimy, jakie mamy sukcesy oraz z jakimi borykamy się problemami. Te kwestie wcześniej nie miały takiej wagi jak dziś i pewnie dlatego nie zwracano na nie większej uwagi. Kiedy rozpoczęłam zarządzanie spółką, stanowiło to dla mnie wyzwanie, bowiem uważam, iż ogromne znaczenie ma to, jak nasza firma jest postrzegana i oceniana zarówno przez pracowników, jak i przez otoczenie zewnętrzne. A taka wiarygodna ocena wymaga rzetelnych i przystępnie podanych informacji. Z tym wiąże się również szeroko rozumiana edukacja dotycząca na przykład tego, jak prawidłowo korzystać z kanalizacji i dlaczego można pić wodę prosto z kranu. Stąd prowadzona przez nas szeroka akcja informacyjno-promocyjna oraz podejmowane na różnych polach działania dotyczące pozytywnego wizerunku firmy. Na koniec powiem tylko tyle, że pozytywne efekty tych starań są już dobrze widoczne.

Wodociągi Ziemi Cieszyńskiej jako spółka mają 28 lat, ale przecież Wasza tradycja wodociągowa to ponad 125 lat, bo pierwszy wodociąg, zaprojektowany przez Adolfa Friedricha i zbudowany przez firmę Rempel Miklas z Wiednia, otwarto w listopadzie 1894 r. To chyba duża odpowiedzialność dźwigać na sobie takie historyczne brzemię?

Odpowiadając na to pytanie, zacznę od przypomnienia słów Józefa Piłsudskiego, które cytowałam 3 lata temu podczas jubileuszu 125-lecia wodociągów na Ziemi Cieszyńskiej: „Ten, kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości”. Choć ta wypowiedź dotyczyła państw i narodów, ja uważam ją również za dotyczącą podmiotów gospodarczych z bogatym bagażem doświadczeń. Na jednym ze spotkań z emerytami WZC, których mamy ponad 200, powiedziałam, że nie ma przyszłości bez przeszłości oraz że każdy z byłych i obecnych pracowników firmy dołożył lub dokłada swoją cegiełkę do jej rozwoju i chwały. I wtedy usłyszałam od byłych pracowników WZC, że są wdzięczni za to, iż pamięta się o ich zaangażowaniu. Tak w mojej ocenie powinno być w każdej firmie. Identycznie rzecz się ma z dawnymi rozwiązaniami technicznymi, bo – nie bójmy się tego stwierdzenia – do niektórych z nich wracamy po wielu latach. Przykład? Proszę bardzo. Kiedyś likwidowano zbiorniki wodne, a dzisiaj wraca się do pomysłu ich budowania. A jeśli chodzi o nasze, lokalne podwórko, to pragnę przypomnieć początki wodociągowej działalności na Śląsku Cieszyńskim. Pierwsze ujęcie wody zbudowano na potoku Tyra na terenie obecnej Republiki Czeskiej. Teraz, po d...