Retro i perspektywa samorządowa w gospodarce odpadowej – czyli jak nie wylewać dziecka z kąpielą
Od lat powtarzamy: system odpadowy to nie teatr idei, tylko logistyka, technologia, ekonomia i prawo w jednym. W kwestii tego ostatniego jako samorządowcy doskonale wiemy, że problemem nie jest brak przepisów, lecz ich inflacja, szczególnie tych, o które się nie prosiliśmy.
Trudno na wstępie nie wspomnieć o systemie kaucyjnym, który miał być koroną nowoczesnej gospodarki obiegu zamkniętego, a okazał się ekstremalnie drogim, rodzącym się w bólach potworkiem. Samorządy od lat apelowały, by nie wprowadzać systemu przed wejściem w życie ROP-u. Bezskutecznie.
Efekt? Kaucja budowana jest od zera, na ruinach zdrowego rozsądku w otoczeniu hasła niektórych społeczników wiedzących lepiej, jak działa system, którym nigdy nie zarządzali: „To jedyne rozwiązanie, bo gminy sobie nie poradziły”. Poradzić ma sobie system kaucyjny przynoszący po dwóch miesiącach jego funkcjonowania zawrotne 0,3% do poziomów recyklingu, podnoszący trzykrotnie ślad węglowy, konsumujący prawie 40 mld zł w 10 lat.
Co gorsza, system obejmuje opakowania już dziś cenne rynkowo – czyli te, które i tak skutecznie zbierają systemy gminne. Zatem zamiast zwiększyć odzysk, kaucja odbiera gminom najbardziej wartościowy surowiec, zostawiając w ich rękach to, co najmniej opłacalne. Innymi słowy: budujemy drogi system, który dubluje istniejące, rozwijające się rozwiązania i jednocześnie drenować będzie gminne przychody z surowców, narażając...