Ukraiński biogaz kwitnie w cieniu wojny
W czasach, kiedy na Kijów spadają rakiety, Ukraina musiała szukać swojej energetycznej drogi bez rosyjskiego gazu. Częścią odpowiedzi staje się biometan. W okresie, kiedy Polska nie mogła się doczekać choćby pierwszego metra sześciennego „zielonego gazu” w sieci przesyłowej, Ukraińcy rozwinęli ten sektor gospodarki. Zrobili to pomimo gigantycznego obciążenia budżetu, jakie powoduje obrona przed rosyjskim agresorem.
Unia Europejska dostrzegła ten potencjał i wyznaczyła ambitny cel osiągnięcia produkcji 35 mld m³ biogazu/biometanu rocznie do 2030 r., czemu towarzyszyć mają inwestycje rzędu 37 mld euro. Zarówno Ukraina, jak i Polska dysponują ogromnymi zasobami biomasy. Polska szacuje roczny potencjał produkcji biometanu na około 4 mld m³, co stanowi jedną czwartą obecnego krajowego zapotrzebowania na gaz ziemny. Z kolei Ukraina ma największy potencjał biometanu spośród krajów europejskich.
Biometan mimo wojny i kryzysu
Paradoksalnie wojenny kryzys energetyczny stał się katalizatorem ukraińskiej zielonej transformacji. Jak przyznał przewodniczący Ukraińskiego Stowarzyszenia Bioenergetyki (UABIO) Georgij Geletucha, rok 2024 okazał się dla rozwoju produkcji biometanu bardzo pomyślny. Na Ukrainie uruchomiono pierwsze zakłady, które w sumie wytworzyły już ponad 1 mln m³ biometanu. We wrześniu 2024 r. ruszyła pierwsza instalacja biometanowa grupy Vitagro, a w listopadzie tegoż roku druga biometanownia firmy Gals Agro. Obie te inwestycje zaczęły tłoczyć uzdatniony gaz do ukraińskich podziemnych magazynów.
Co więcej, plany na kolejne lata są ambitne. Do końca bieżącego roku ma ruszyć łącznie 5 nowych biometanowni, co zwiększyłoby zdolności produkcyjne do ponad 100 mln m³ biometanu rocznie. Docelowo Ukraina zamierza do 2050 r. osiągnąć poziom produkcji nawet 20 mld m³ biometanu rocznie, co odpowiada mniej więcej bieżącemu zużyciu gazu w Polsce. Taki poziom wymagałby gigantycznych inwestycji, szacowanych na ok. 40 mld euro (czyli średnio 1-2 mld euro rocznie przez 25 lat).
Ukraińscy liderzy branży zdają sobie sprawę, że w warunkach wojennych i powojennych trzeba zaoferować inwestorom najbardziej konkurencyjne warunki w całej Europie Wschodniej, aby zrekompensować podwyższone ryzyko. Z tego powodu rząd i parlament Ukrainy aktywnie wspierają ten nowy sektor, zaś jak ocenia Geletucha, „władze zapewniają naprawdę dobre wsparcie dla branży, bo to stosunkowo nowy sektor”.
Ukraińskie zachęty
Na sukces ukraińskiego biometanu złożyło się kilka czynników politycznych i legislacyjnych. Jeszcze przed wojną istniał system „zielonych taryf”, gwarantujący opłacalne stawki za energię elektryczną z biogazu i innych OZE, co zachęciło do rozpoczęcia pierwszych inwestycji biogazowych.
Od 2019 r. działała największa w kraju biogazownia MHP o mocy 12 MWe, zasilana odpadami z przemysłu drobiarskiego. Po wybuchu wojny w 2022 r. zielona energia zaczęła być postrzegana jako narzędzie przetrwania.
Kluczowym posunięciem legislacyjnym było zniesienie barier eksportowych dla biometanu. Jeszcze na początku wojny obowiązywał zakaz eksportu gazu ziemnego, by zabezpieczyć potrzeby kraju. Jednak w 2024 r. ukraiński rząd przyjął ustawę pozwalającą na eksport biometanu i wyłączającą go spod wojennego embarga na eksport gazu. Umożliwiło to krajowym producentom sprzedaż biometanu do UE, gdzie ceny i popyt są znacznie bardziej atrakcyjne. Warto podkreślić, że biometan produkowany w Ukrainie na rynku wewnętrznym jest wyceniany tak samo jak gaz ziemny, podczas gdy w UE może uzyskać premie cenowe dzięki systemowi handlu emisjami (ETS).
Administracja ukraińska wykazała też elastyczność i determinację we wspieraniu zielonych inwestycji w czasie wojny. Przykładowo, aby przyspieszyć rozwój energetyki słonecznej, w połowie 2024 r. zniesiono VAT i cła importowe na panele fotowoltaiczne i sprzęt OZE, co natychmiast ożywiło przyrost mocy w PV.
Teraz Ukraina stawia też na biogaz, bo taka infrastruktura jest dość odporna na rosyjskie ataki. Podczas gdy duża część farm wiatrowych, elektrowni słonecznych czy nawet ciepłowni została zniszczona lub zajęta, zaledwie 5% mocy bioenergetycznych uległo uszkodzeniom wskutek wojny (wobec np. 70% sektora wiatrowego). Wrogowi nie opłaca się marnować drogich rakiet na niewielkie lokalne biogazownie.
Flagowe inwestycje w Ukrainie
Na ukraińskim boomie biometanowym korzystają głównie tamtejsze firmy rolno-spożywcze, które dotąd były głównymi inwestorami. Co znamienne, wszystkie siedem dotychczasowych biometanowni powstało wyłącznie za sprawą kapitału ukraińskiego. Zagraniczni inwestorzy trzymali się na uboczu z uwagi na ryzyko wojenne.
Mimo to Ukraina już teraz przyciąga uwagę międzynarodowych instytucji finansowych. Przykładem jest ogromna inwestycja agroholdingu MHP Eco Energy, do którego należy wspomniana największa biogazownia o mocy 12 MWe w obwodzie winnickim. W 2023 r. Międzynarodowa Korporacja Finansowa (IFC) z grupy Banku Światowego zgodziła się udzielić spółce pożyczki do 30 mln USD na modernizację i rozbudowę zakładu. Projekt wart łącznie 52 mln USD zakłada m.in. budowę instalacji skraplania biometanu (bio-LNG) o wydajności 14 tys. ton metanu rocznie oraz zwiększenie mocy biogazowni do 20,5 MW.
W finansowaniu tej rozbudowy mają uczestniczyć także fundusze pomocowe z UE i Wielkiej Brytanii (gwarancje na 15 mln USD). Po zakończeniu projektu MHP będzie produkować skroplony biometan na dużą skalę, co otworzy możliwość transportu paliwa ciężarówkami lub koleją, a także ewentualnego eksportu drogą morską.
1 mln m³ w 4 miesiące
Innym kamieniem milowym był sukces grupy Vitagro, średniej wielkości holdingu rolnego z zachodniej Ukrainy. Zbudowała ona pierwszą w kraju działającą komercyjnie biometanownię (kosztem ok. 6 mln euro) i we wrześniu 2024 r. jako pierwsza wtłoczyła biometan do krajowego systemu gazowego. Instalacja Vitagro w obwodzie chmielnickim pracuje na około 60-70% mocy, produkując około 6000 m³ biometanu dziennie (prawie 2,2 mln m³ rocznie). Spółka szybko uzyskała komplet pozwoleń eksportowych i zapowiedziała, że gdy tylko zgromadzi zapas gazu w magazynie, rozpocznie sprzedaż biometanu zagranicznym odbiorcom. Jeszcze w 2024 r. Vitagro chwaliło się podpisaniem pierwszych kontraktów eksportowych do odbiorców w UE. Sukces Vitagro utorował drogę kolejnym projektom, bo już w listopadzie 2024 r. spółka Gals Agro uruchomiła drugą w kraju biometanownię o podobnej skali. Do końca roku obie łącznie wyprodukowały ponad 1 mln m³ zielonego gazu.
Sektor ma wsparcie Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju oraz innych instytucji: np. EBOiR wcześniej kredytował biogazownie MHP, a po sukcesie Vitagro rośnie zainteresowanie dalszymi inwestycjami w agrosektor. Ukraińcy proponują model partnerstwa oparty na średnich lokalnych przedsiębiorstwach rolnych wnoszących substraty (np. obornik, odpady rolne), a kapitał zagraniczny finansuje budowę instalacji, razem eksploatując obiekt i dzieląc korzyść.
Polskie bariery
Na tle ukraińskich osiągnięć Polska radzi sobie zaskakująco słabo. Kraj dysponuje piątym co do wielkości w UE zasobem surowców do produkcji biogazu, a mimo to do niedawna sektor tkwił w stagnacji.
Pod koniec 2023 r. w Polsce działało ponad 380 instalacji biogazowych wszystkich typów o łącznej mocy ok. 300 MWe (z czego mniej więcej połowę stanowiły instalacje rolnicze zarejestrowane w KOWR), ale nie doczekaliśmy się ani jednej wytwórni biometanu.
Eksperci wyliczają, że 3,3-4 mld m³ biometanu rocznie mogłoby pokryć około 20-25% zapotrzebowania Polski na gaz i zastąpić znaczną część importu surowca. Dla porównania, Ukraina, kraj spoza UE i targany wojną, planuje uzyskać 100 mln m³ już w 2025 r. W Polsce tymczasem pierwsze projekty dopiero raczkują.
Przyczyny wolnego rozwoju sektora biometanu w Polsce są złożone, ale w dużej mierze sprowadzają się do barier legislacyjnych i braku spójnej polityki w minionych latach. W przeciwieństwie do Ukrainy, gdzie władze szybko dostosowały prawo do potrzeb nowego rynku, w Polsce reformy następowały opieszale. Przez długi czas brakowało podstawowych definicji i regulacji, a inwestorzy nie mieli jasności, jak formalnie wprowadzić biometan do sieci i czy otrzymają na to jakiekolwiek wsparcie finansowe.
Brakuje wsparcia
W ostatnich latach dokonał się pewien postęp legislacyjny. Niestety, od zmiany przepisów do realnych efektów inwestycyjnych jest daleka droga. W praktyce nowe prawo jest wdrażane powoli; brakuje aktów wykonawczych lub szczegółowych rozporządzeń technicznych. Przykładowo, branża wskazuje, że wciąż brakuje systemu wsparcia operacyjnego (np. taryf premium) dla instalacji powyżej 1 MW, przez co duże projekty nadal nie domykają się finansowo. Biometanownie wymagają znacznych nakładów, a inwestorzy oczekują stabilnych gwarancji zwrotu, tymczasem aukcje OZE dla biometanu dopiero ruszą i nie wiadomo, czy zapewnią satysfakcjonujące ceny. Również procedury administracyjne pozostają uciążliwe: długie czasy oczekiwania na pozwolenia środowiskowe, pozwolenia na użytkowanie pofermentu na polach czy warunki przyłączenia do sieci zniechęcają potencjalnych inwestorów. Zdarza się, że uzyskanie pełnej dokumentacji dla biogazowni ciągnie się latami, a w międzyczasie zmieniają się przepisy lub sytuacja rynkowa.
Kolejnym problemem systemowym jest infrastruktura gazowa. Polska sieć dystrybucyjna gazu nie była dotąd przystosowana do odbioru rozproszonych strumieni biometanu. Operator PSG musiał opracować np. standardy jakości biometanu i procedury kontroli, gdyż nawet drobne odchylenia składu gazu mogą skutkować odmową wtłoczenia go do sieci. Aby ułatwić lokalizację inwestycji, PSG stworzył Mapę Chłonności wskazującą, gdzie sieć ma zdolność przyjęcia określonych wolumenów biometanu. Mimo to inwestorzy obawiają się, że w praktyce mogą napotkać ograniczenia techniczne lub formalne blokady.
Na dodatek część społeczeństwa kojarzy biogazownie z uciążliwościami (zapach, ruch ciężarówek), co prowadzi do lokalnych protestów i wydłuża procesy inwestycyjne.
Czy Polska nadrobi zaległości?
Pomimo wymienionych barier w 2025 r. sytuacja w Polsce zaczyna się powoli zmieniać. Absolutny przełom nastąpił we wrześniu 2025 r., gdy pierwsza biometanownia w kraju została oficjalnie przyłączona do sieci gazowej. Ta pionierska instalacja działa przy Cukrowni Strzelin na Dolnym Śląsku, należącej do koncernu Südzucker. Rozbudowana biogazownia w cukrowni (o mocy cieplnej 45 MW) produkuje biogaz z wysłodków buraczanych i pokrywa aż 80% zapotrzebowania energetycznego zakładu, zastępując spalaną tam dotychczas ogromną ilość węgla.
Polska zaczyna nadrabiać stracony czas, choć startuje z opóźnieniem. W 2024 r. liczba biogazowni rolniczych zaczęła znów rosnąć po latach stagnacji, a jeśli mechanizmy aukcyjne i ulgi zadziałają, to w drugiej połowie dekady możemy spodziewać się wysypu projektów biometanowych. Warto jednak pamiętać, że konkurencja nie śpi, państwa Europy Zachodniej (Niemcy, Francja, Dania) mają wieloletnie doświadczenie i setki działających biometanowni.
Dla zilustrowania: w Niemczech działa ponad 10 tysięcy biogazowni rolniczych (choć nie wszystkie produkują biometan), a w Polsce dopiero zbliżamy się do 200 instalacji rolniczych zarejestrowanych w KOWR.
Dwie drogi, jeden cel
Historia rozwoju biometanu w Ukrainie i Polsce ukazuje dwie różne drogi dochodzenia do tego samego celu: suwerenności energetycznej opartej na zielonych źródłach. Ukraina, rzucona w wir wojny, postawiła na biometan jako sposób przetrwania i odniosła sukces dzięki nadzwyczajnej mobilizacji politycznej i biznesowej. Polska, mając znacznie lepsze warunki wyjściowe, długo zaniedbywała ten obszar, ale teraz wreszcie zaczyna go doceniać. Biometan może stać się dla naszego regionu tym, czym wcześniej był gaz ziemny – filarem bezpieczeństwa energetycznego, ale w wydaniu niskoemisyjnym i odnawialnym. Pozwala uniezależnić się od importu surowców (wcześniej ściąganych z Rosji), wykorzystać własne odpady i produkty uboczne, a jednocześnie redukuje emisje CO2 i metanu (poprzez kontrolowaną utylizację obornika, gnojowicy czy odpadów komunalnych). To też szansa na rozwój terenów wiejskich, gdyż nowe inwestycje oznaczają miejsca pracy, dodatkowe dochody dla rolników i poprawę infrastruktury.
Fenomen ukraińskiego sektora biogazu i biometanu w latach 2022-2025 dowodzi, że nawet w najtrudniejszych warunkach polityczno-gospodarczych można osiągnąć sukces. Polska może i powinna czerpać z tych doświadczeń.
Sylwia Koch-Kopyszko
prezes Zarządu Stowarzyszenia Zielony Gaz dla Klimatu