Ludzie bardzo potrzebują konkretnych wyjaśnień i przeważnie obwiniają polityków, złe prawo oraz zyski kryjące się za wycinaniem drzew i krzewów. „Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze” – mówią. Tego rodzaju wyjaśnienia prawno-merkantylne wydają się bezpieczne, bo skoro można coś wytłumaczyć, teoretycznie dałoby się temu przeciwdziałać. A jednak od lat nie udaje się powstrzymać tych procesów. Los nowych projektów wspólnej przestrzeni – takich, które pozwalają na więcej swobodnej zieleni wokół nas – jest niepewny. Nawet jeśli znajdzie się odważny inwestor, projektant, samorządowiec czy deweloper, który postawi na zieleń, to nie wiadomo, czy w ciągu kilku lat od oddania do użytkowania dobrych od „zielonej” strony projektów ich późniejsi użytkownicy nie ogołocą ich z zieleni.

Początek wielkiego ogołacania

Dokładnie tak, jak przez ostatnie trzydzieści lat ogołocono przestrzenie wokół nas z zieleni. Początek lat 90. jest tu dobrą cezurą, bo wraz z transformacją ustrojową Polacy popadli w niczym niekontrolowaną żądzę głębokiego zmieniania przestrzeni wokół siebie. Zmiany te szły w trzech kierunkach: porządku, bezpieczeństwa i (najdelikatniej mówiąc) specyficznej estetyki. Obserwowanie tego zjawiska było wstrząsające – zazielenione światy polskich osiedli i podwórek, na których bawiły się i hałasowały całe chmary dzieci, z roku na rok znikały kawałek po kawałku. Okazało się, że najskuteczniejszą ochroną tych przestrzeni był mijający ustr...

Wykup dostęp do płatnych treści Portalu Komunalnego!

Chcesz mieć dostęp do materiałów Portalu Komunalnego Plus?