Dlaczego, Pana zdaniem, Pomorze Środkowe potrzebuje instalacji termicznego przekształcania odpadów komunalnych?
Jeżeli chcemy zachować stabilność systemu gospodarki odpadami, to takie obiekty powinny być dostępne dla mieszkańców całego kraju. Te odpady, które nie nadają się do recyklingu, a z których można odzyskać energię, powinny być zagospodarowywane możliwie blisko miejsca powstawania, także ze względu na koszty.
Niestety, z naszej perspektywy najbliższe spalarnie znajdują się dość daleko: w Szczecinie, Gdańsku i Poznaniu. Dla Koszalina, który liczy około 100 tys. mieszkańców, a także dla okolicznych powiatów i miast chcących z nami współpracować taka instalacja oznaczałaby realne korzyści. Przede wszystkim mam na myśli ograniczenie dalekiego transportu odpadów, a więc również niepotrzebnych emisji i kosztów. Do tego dochodzi możliwość wykorzystania energii z odpadów – zarówno ciepła, jak i energii elektrycznej. Potencjalnie pojawia się też kwestia żużli. Gdyby można było zaliczać je do poziomów recyklingu (a przecież z popiołów i żużli odzyskuje się metale), byłaby to dodatkowa korzyść dla samorządów.
Jest to zatem rozwiązanie korzystne dla wszystkich. Widać to w miastach, które już mają spalarnie – chociażby w Poznaniu. Nie twierdzę, że w miastach posiadających spalarnię ceny odbioru i zagospodarowania odpadów są bardzo niskie, bo mówimy o kosztownych inwestycjach, ale koszty dla mieszkańców na pewno się ustabilizowały. Oprócz tego dochodzą wspomniane wcześniej efekty energetyczne: produkcja ciepła i energii elektrycznej.
Jakiego rzędu są te oszczędności?
Spółki, które mogą przekazać odpady do spalarni wybudowanych jeszcze w wyniku pierwszego naboru wniosków do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, płacą około 300 zł za tonę. Te, które nie mają takiej możliwości i są zdane na wolny rynek, płacą nawet 800 zł.
Wolny rynek w gospodarce odpadami jest nieprzewidywalny. Tymczasem w miastach takich jak Poznań, Szczecin czy ostatnio Warszawa, gdzie działa największa spalarnia w kraju, widać większą stabilizację kosztów w kolejnych latach. Jest więc przewidywalny odbiorca dla tej grupy odpadów, która nie nadaje się do recyklingu, ale ma wartość energetyczną.
Do tego dochodzi możliwość wykorzystania ciepła i energii elektrycznej na potrzeby lokalnej społeczności. W dobie światowej niepewności dotyczącej źródeł energii i bezpieczeństwa dostaw samowystarczalność energetyczna gmin staje się coraz ważniejszym wyzwaniem.
Niestabilność na rynku pogłębia dodatkowo brak ustawy wprowadzającej rozszerzoną odpowiedzialność producenta. Mówię o tym nieustannie jako prezes Krajowej Izby Gospodarki Odpadami. Zwracają na to uwagę także wszystkie najważniejsze organizacje samorządowe: Unia Metropolii Polskich, Związek Miast Polskich, Związek Gmin Wiejskich RP czy Związek Województw RP.
Polska jest ostatnim krajem Unii Europejskiej, który wciąż nie wdrożył tego systemu w pełnym wymiarze, i oznacza to po prostu wyższe opłaty dla mieszkańców. Niezależnie od tego, czy ktoś mieszka w dużym mieście, w mniejszym ośrodku czy w gminie wiejskiej, koszty te ostatecznie przekładają się na rachunki za odpady.
Dlatego apeluję, aby ustawa wprowadzająca ROP wreszcie weszła w życie. Dzięki zaangażowaniu organizacji samorządowych, które wymieniłem, oraz izb gospodarczych zrzeszających spółki z branży projekt ustawy nareszcie powstał. Teraz powinien zostać rzetelnie przedyskutowany, również na forum Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego.
Opłaty za odpady dotyczą każdego mieszkańca, więc ta ustawa jest nam bezwzględnie potrzebna.
Koszalin natrafił na przeszkody, bo nie udało się rozstrzygnąć już dwóch przetargów na budowę ITPOK-u. Dlaczego tak się stało i jakie będą Wasze dalsze kroki?
Dotychczasowe przetargi pokazały nam, że jest zainteresowanie po stronie potencjalnych wykonawców. W pierwszym postępowaniu wpłynęły dwie oferty, a w trzecim, obecnie prowadzonym – już pięć. Co istotne, dwie firmy startują konsekwentnie we wszystkich przetargach.
Powodem powtarzania postępowań były przede wszystkim niedopatrzenia proceduralne po stronie wykonawców. Liczymy jednak, że tym razem sprawa zakończy się szczęśliwie i oferenci precyzyjnie wypełnią wszystkie dokumenty wymagane przez Prawo zamówień publicznych.
A czy powodem nie jest jednak fakt, że w trzecim przetargu najtańsza oferta była o blisko 60 mln zł droższa niż zakładany budżet?
Każdy wykonawca wie, że dla danego postępowania określona jest kwota graniczna. Nie zniechęca to jednak firm do składania ofert, choć trzeba przyznać, że są one z reguły wyższe od tej wartości, którą pierwotnie zakładaliśmy. Szacowaliśmy przecież zamówienie w innych realiach rynkowych.
Jesteśmy przygotowani na zwiększenie tej kwoty do rozsądnego poziomu. Wykonawcy mają tego świadomość, skoro składają oferty i czekają na rozstrzygnięcie. My z kolei oczekujemy propozycji, które nie będą budziły żadnych wątpliwości proceduralnych.
Przed nami kolejny etap, czyli analiza wszystkich ofert, jak w każdym postępowaniu przetargowym. To nie jest kwestia jednego czy dwóch dni.
Jesteśmy zdeterminowani, aby doprowadzić ten proces do końca. Sam pomysł wystartowania z inwestycją pojawił się przecież kilka lat temu z inicjatywy naszych władz, a nam udało się już podpisać umowę z NFOŚiGW i mamy zapewnione dofinansowanie.
Każde takie postępowanie trwa – wystarczy spojrzeć na przykłady Tarnowa czy Opola. To nie jest proces, który kończy się w miesiąc. Jesteśmy optymistami i wierzymy, że spośród tych pięciu ofert wybierzemy tę właściwą.
„Kołdra odpadowa jest krótka”. Samorządy o kulisach sporu o ROP
Jak trudno jest prowadzić duże inwestycje publiczne w dzisiejszych realiach?
Kiedy przypomnimy sobie ceny spalarni z lat 2010–2011, które już wtedy wydawały się niebotyczne – 400 czy 600 mln zł przy wydajności rzędu 120–140 tys. ton odpadów rocznie – to dzisiejsza skala kosztów pokazuje, jak bardzo zmienił się rynek.
Obecnie instalacje przetwarzające 30–40 tys. ton odpadów rocznie kosztują zwykle od 250 do 400 mln zł. Te ceny wyraźnie wzrosły, a po drodze mieliśmy szereg globalnych zjawisk, które mocno wpłynęły na rynek: pandemię, inflację, wojnę w Ukrainie, a dziś również napięcia w rejonie Zatoki Perskiej. To kolejne fale niepewności, które odbijają się na kosztach inwestycji.
Być może zresztą przed nami okres dekoniunktury, bo duże firmy budowlane mają dziś ograniczony rynek – znaczna część środków i uwagi kierowana jest na obronność. Można więc zakładać, że ceny w pewnym momencie spadną. W niektórych przetargach już to widać, ale nie ma tu jednej, żelaznej reguły. Trzeba zatem czekać na oferty, bo na ich poziom nie mamy wpływu.
Pamiętajmy też, że w spółce samorządowej nie negocjujemy tak, jak czasem może to robić sektor prywatny, który nie jest objęty Prawem zamówień publicznych. W naszym przypadku decydują formalna procedura i realia rynku.
Wpływ na koszty ma także lokalizacja. Jesteśmy instalacją planowaną na północy kraju, daleko od największych ośrodków przemysłowych. Południe Polski jest pod tym względem w innej sytuacji – działa tam więcej firm wykonawczych, często mocniej osadzonych na lokalnym rynku.
Co więcej, każda inwestycja jest oczywiście inna: ma odmienne uwarunkowania, technologię, kubaturę, wymagania środowiskowe czy powierzchnię działki. Wszystko wpływa na końcową cenę. To jest wolny rynek, który w zamówieniach publicznych miał przecież zapewniać bardzo korzystne ceny i silną konkurencję. W praktyce bywa z tym różnie.
A może po prostu nasz sektor publiczny pracuje zbyt wolno i od złożenia wniosku o dofinansowanie z NFOŚiGW do ogłoszenia przetargu mija tyle czasu, że trudno jest przewidzieć, jak zmieni się rynek?
W całej branży komunalnej od lat dyskutujemy o decyzjach administracyjnych, ograniczeniach formalnych czy protestach różnego rodzaju organizacji, także wobec decyzji środowiskowych. Koszalin i tak ma pod tym względem sporo szczęścia.
Pomysł budowy spalarni pojawił się już w 2010 r.; byliśmy wtedy pierwszym miastem w kraju, które uzyskało decyzję środowiskową dla takiego obiektu, choć później cały proces potoczył się inaczej, niż początkowo zakładaliśmy.
Co ważne, nigdy nie mieliśmy silnych protestów przeciwko tej inwestycji. Podczas sesji Rady Miasta za projektem opowiedziało się 24 radnych, a jedna osoba wstrzymała się od głosu. Mamy więc decyzję środowiskową, która jest prawomocna, i wszystkie kwestie formalne dawno za sobą. W wielu innych miastach właśnie ten etap okazywał się bardzo trudny – decyzje środowiskowe były zaskarżane już w trakcie prowadzenia inwestycji, co potrafiło znacząco wydłużyć cały proces.
My jesteśmy dziś na innym etapie. Analizujemy oferty wykonawców – przede wszystkim czy są kompletne i formalnie poprawne tak, aby mogły zostać przez nas zaakceptowane w zgodzie z przepisami.
Wszystkie artykuły z miesięcznika “Energia i Recykling” publikujemy w otwartym dostępie!
![ad1a KGO kompleksowa 2026 [17.06.-02.09.26]](https://portalkomunalny.pl/wp-content/uploads/2026/06/baner_kgo_2026_abrys1320-x-250-px-1.png?pas=10399094412606291347)
Depositphotos ![ad1b ECOMONDO [01.06-30.06.26]](https://portalkomunalny.pl/wp-content/uploads/2026/05/eco26_1320x150_gyt_pol.jpg?pas=17669253442606291347)
![ad1c abrys wydarzenia [od 03.03.25]](https://portalkomunalny.pl/wp-content/uploads/2025/03/wydarzenia.abrys_.pl-320-x-520-px.png?pas=5011751852606291347)












![ad2 KGO kompleksowa 2026 [02.06.-02.09.26]](https://portalkomunalny.pl/wp-content/uploads/2026/06/baner_kgo_2026_abrys1320-x-250-px.png?pas=8786097042606291347)
![ad1d odpady z kanalizacji webinar [22.06-14.07.26]](https://portalkomunalny.pl/wp-content/uploads/2026/06/odpady-z-kanalizacji-1320-x-250-px.jpg?pas=7811383502606291347)











Komentarze (0)