W Brukseli rusza dwudniowy szczyt Unii Europejskiej. Najwięcej kontrowersji spodziewanych jest w czasie rozmów o klimacie, bo między członkami UE nadal nie ma zgody co do zasad i podziału finansowania ekologicznych inicjatyw.

Unijny plan dotyczący wyhamowania niekorzystnych zmian klimatycznych zakłada zmniejszenie do 2020 r. o 20 proc. emisji do atmosfery dwutlenku węgla (o 30 proc. jeśli do projektu przyłączą się kraje spoza UE), ograniczenie do końca następnej dekady o jedną piątą zużycia energii m.in. poprzez podniesienie efektywności jej wykorzystania, oraz podniesienie o 20 proc. udziału odnawialnych źródeł energii.

Podczas brukselskiego szczytu Kraje UE spróbują dojść do porozumienia co do rozdziału finansowych obciążeń pomiędzy kraje członkowskie. Szwedzka prezydencja szacuje, że w 2020 r. kraje Unii zostaną zobligowane do rocznego wsparcia "zielonych" projektów w państwach rozwijających się kwotą od 22 do 50 mld euro. Inne prognozy mówią nawet o 100 mld euro.

Komisja Europejska wprawdzie liczy, że do tego czasu rozwinięty zostanie rynek handlu kwotami emisji CO2, co rocznie może przynieść nawet 38 mld euro. Jednak brak konkretnych liczb niepokoi część krajów Unii, w tym Polskę, która domaga się ustalenia czytelnego systemu.

Część państw wspólnoty proponuje, by najwięcej płaciły te gospodarki, które są największymi trucicielami. To wzbudza sprzeciw rządu w Warszawie, bo zdecydowana większość polskiego przemysłu opiera się na węglu. Polska proponuje, by poziom pomocy zależał od zamożności danego państwa.

Brukselski szczyt to ostatnie spotkanie liderów UE przed grudniowym szczytem w Kopenhadze, gdzie – według planów – ma zostać uzgodniony nowy globalny pakt klimatyczny, który zastąpi wygasający w 2012 r. protokół z Kioto. Jednak już teraz zarówno premier Szwecji jak i gospodarz oenzetowskiej konferencji premier Danii Laks Loekke Rasmussen mają wątpliwości, czy do grudnia uda się na rozwiać wątpliwości i podpisać klimatyczne porozumienie.

źródło: ec.europa.eu

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj