W ubiegłym roku na Mazowszu odebrano 15 proc. krajowej masy odpadów. GUS szacuje, że w Warszawie to około 1,78 mln ton śmieci. Tymczasem mazowieccy urzędnicy zwracają uwagę na narastający problem odpadów, których nie ma kto przetworzyć. Apelują do resortu środowiska, przestrzegając przed powtórzeniem się w stolicy sytuacji z Neapolu. Ministerstwo nabiera wody w usta.

Skala problemu jest zatrważająca – alarmują urzędnicy, wskazując na niewystarczające moce związane z zagospodarowaniem odpadów w stolicy. Tamtejsze instalacje nie mają ważnych licencji, ministerstwo środowiska wstrzymuje też decyzję rozbudowy nowych. Na ten moment jedyny licencjonowany podmiot to firma Byś, której zakład mieści się na Bielanach.

Warszawa: “sytuacja jest dramatyczna”

Urzędnicy z warszawskiego ratusza podkreślają, że sytuacja jest dramatyczna i że jedna działająca legalnie instalacja nie sprosta śmieciowemu problemowi regionu w przypadku gdy pozwolenia zintegrowane pozostałych pozostają uchylone.

We wrześniu zamknięto zakład warszawskiego MPO w Radiowie. W podobnej sytuacji może znaleźć się sortownia Lekaro pod Otwockiem, która działa bez pozwolenia na skutek decyzji wojewódzkiego inspektoratu ochrony środowiska i podtrzymania jej w październiku przez główny inspektorat. W podobnej sytuacji jest Hetman z Nadarzyna, który, tak jak Lekaro, odwołuje się od decyzji w sądzie. Niestabilnie jest także w zakładach Remondis, które licencję otrzymały, jednak ministerstwo uwzględniło odwołanie GIOŚ od decyzji jej przyznania.

– Stoimy przed groźbą, że część instalacji nie będzie odbierać śmieci w regionie warszawskim. Pisaliśmy do ministra, premiera. Bez odpowiedzi. Czy zatem śmieci będą leżały na ulicach? Mamy dziś, powtarzam, tylko jedno pozwolenie w regionie warszawskim. A tu jest największy strumień śmieciowy – mówiła wicemarszałek województwa Elżbieta Lanc na wtorkowej sesji sejmiku Mazowsza.

Problemy z WPGO

Zwracano również uwagę na problemy z zatwierdzeniem wojewódzkiego planu gospodarki odpadami (WPGO), którego ministerstwo nie chce pozytywnie zaopiniować. Problemem są zbyt małe moce przerobowe w regionie i brak przyznanych licencji przez podmioty, które przyjmowały odpady wcześniej. Wskazywano, że mają one kłopoty z inspekcją ochrony środowiska.

– Od dwóch lat minister nie zgadza się na wyznaczenie nowych instalacji, a te, które istnieją, są pozbawione możliwości formalnych, przestają przyjmować odpady. Czym to grozi? Tym, że firmy zajmujące się odbiorem odpadów nie będą miały gdzie ich przekazywać, więc nie będą ich odbierać. Możliwości województwa są wyczerpane, potrzebujemy większych mocy przerobowych śmieci. Jesteśmy pod ścianą – mówił Marcin Podgórski, dyrektor departamentu gospodarki odpadami w urzędzie marszałkowskim.

Marszałek Adam Struzik z PSL problemy rosnącej góry odpadów przyrównuje do niesławnego Neapolu, który stał się ikoną zaśmieconej metropolii. – Odebrałem dziś telefony od burmistrzów kilku podwarszawskich gmin, że rosną lawinowo ceny oferowane przez firmy wywożące odpady. A mamy uchylone zezwolenia dla szeregu instalacji i przerwę technologiczną w jednej. Apeluję do ministra o pilne zaradzenie sytuacji. Dziś podpisałem kolejne pismo do resortu. Możemy mieć za chwilę Neapol w Warszawie – oceniał.

Źródło: Gazeta Wyborcza

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

12 Komentarze

  1. Niestety w zakresie ochrony środowiska w w szczególności gospodarki odpadami wymagana jest fachowość, myślenie i planowanie strategiczne tym bardziej na miarę takiej aglomeracji jak WARSZAWA. Wymagane są dobre chęci w zakresie bieżącego działania w tym współpracy z Ministerstwem Środowiska, bez względu na opcje polityczne. “Odpady nie znoszą” partyjniactwa i antypisu ani lekceważenia przy jednoczesnej walce z marszami niepodległościowymi.Ekologia jest jedna. Kto zapłaci za te zaniedbania- oczywiście mieszkańcy Stolicy jak zawsze.

  2. Ochrona Środowiska
    – wprowadzono regiony i zamiast wozić odpady do instalacji za płotem (10 km) to wozi się do odległej o 140 km – ZLIKWIDOWAĆ REJONY – ceny spadną
    – połączone zagospodarowanie i transport – ginie w Polsce 1 000 000 ton rocznie (upychane po składowiskach poza wagami i po nocach) 1000000 ton x 140 (opłaty marszałkowskiej) 140 000 000 PLN dla marszałków – dziwne że marszałkowie nie chcą tych pieniędzy – ROZDZIELIĆ TRANSPORT OD ZAGOSPODAROWANIA

  3. Korupcjogenne i chore z zasady jest to, ze żeby postawić instalację, trzeba ją najpierw wpisać do WPGO. W zdrowym państwie ze zdrowymi przepisami wyglądać to powinno tak, że instalacja ma spełniać określone warunki po wybudowaniu i jak spełni, to wpisywana jest jako RIPOK do WPGO.
    Ale samorządy, które mają część instalacji boje się konkurencji. Bo mogło by się okazac, że szwagier na stanowisku prezesa instalacji jest kiepski i prywatna instalacja “zgarnia” mu rynek… Więc uchwalono prawo, gdzie liczy się tylko państwowe. “In House” itp…to nic innego jak nacjonalizacja całej gałęzi gospodarki. A skończy się to tym, ze mieszkaniec będzie płacił 40 – 50 zł za nieodbierane odpady….

Skomentuj