Korytarze, które łączą więcej niż dzielnice
Od zawsze człowiek torował sobie drogę – dosłownie. Bez ścieżek i traktów przemieszczanie się po trudnym terenie było nie tylko uciążliwe, ale często wręcz niemożliwe. Bezdroża stanowiły granice nie do przebycia, a rzymskie drogi do dziś są symbolem cywilizacji, która je stworzyła. Podobnie jak ludzie, również dzikie zwierzęta potrzebują własnych tras – umożliwiających bezpieczne przemieszczanie się i zapewniających dostęp do odpowiednich warunków życia. W miastach takie „dzikie drogi” mają kluczowe znaczenie. Nazywamy je korytarzami ekologicznymi.
Ku mojemu głębokiemu zaskoczeniu wciąż pokutuje mit, jakoby miasto miało niewiele wspólnego z obszarami o charakterze naturalnym. Jest to z gruntu niewłaściwe myślenie – przede wszystkim centra Warszawy czy Wrocławia nie są reprezentatywne dla tego, jak wygląda typowe polskie miasto. Gdyby się nad tym zastanowić, obszary bardzo silnie zurbanizowane stanowią naprawdę niewielki odsetek powierzchni miast. W granicach administracyjnych typowego polskiego miasta znajdują się różnorodne obszary o charakterze wiejskim, lasy, łąki, pola uprawne – to zupełnie normalne, że przedmieścia to dawne wioski, wchłonięte w rozrastające się miasta. Co jednak z tego faktu płynie dla przyrody? To, że nie istnieje ścisła granica pomiędzy tym, co miastem jest, a tym, co nie jest. Nie istnieje też żadna bariera izolująca centrum miasta od jego obrzeży, co jest szczególnie w...