W poprzednim numerze „Zieleni Miejskiej” w jednym z artykułów zaprezentowano narrację, zgodnie z którą miejskie ule z pszczołą miodną stanowią nowoczesne narzędzie monitoringu środowiska. Tyle że pod warstwą biotechnologicznych terminów (eDNA, FTIR, SEM) kryje się klasyczny greenwashing – ekologicznie opakowany marketing usług pszczelarskich. Pora rozłożyć ten przekaz na czynniki pierwsze.1. „Pszczoła jako bioindykator” – fałszywa reprezentatywność
Fakt: Pszczoła miodna (Apis mellifera) to gatunek hodowlany, nie dziki. Jej ekologia, zachowanie i skala populacji są nieporównywalne z resztą zapylaczy – zwłaszcza z samotnymi pszczołami.
W Polsce występuje ok. 493 gatunków pszczół – i żadna z nich nie żyje w rodzinach liczących 50 tys. osobników, jak Apis mellifera. Większość z nich prowadzi samotny tryb życia, gniazdując w ziemi, piaszczystych skarpach, spróchniałym drewnie i łodygach roślin. Monitoring oparty wyłącznie na pszczole miodnej dostarcza informacji o… pszczole miodnej. To trochę jakby badać zdrowie całej populacji Warszawy, analizując tylko dane z jednej dużej korporacji.
Henry M. i in.: Honey bees are not reliable surrogates for wild pollinators in biodiversity assessments. „Biological Conservation” 283/2023. 109905.
2. „Pszczoła miodna nie konkuruje z dzikimi zapylaczami” – manipulacja danymi...
Wykup dostęp do płatnych treści Portalu Komunalnego!
Chcesz mieć dostęp do materiałów Portalu Komunalnego Plus?