Nawet najlepiej zorganizowana selektywna zbiórka nie zamienia całego strumienia odpadów w surowcową idyllę. Po sortowaniu zostaje frakcja, która nie ma realnej ścieżki materiałowego wykorzystania, ale ma wartość opałową. Innymi słowy: system produkuje paliwo, a potem z pewnym zakłopotaniem zastanawia się, czy wypada nazwać je paliwem. Na północy Europy podobne dylematy rozstrzygnięto bardziej pragmatycznie. Skandynawowie na przykład nie traktują RDF-u jak wstydliwego produktu ubocznego cywilizacji konsumpcyjnej, lecz jak element porządku energetycznego. Potrafią go wykorzystać, a gdy trzeba – sprowadzać także z zewnątrz, bo w czasach kryzysów energetycznych, drogich paliw i niepewności dostaw możliwość wytworzenia tańszej, lokalnej i mniej emisyjnej energii przestaje być technologiczną ciekawostką. Staje się przewagą. Polska jest w innym miejscu. Mamy znaczący strumień frakcji kalorycznej, ograniczone możliwości jej zagospodarowania w cementowniach i spalarniach oraz lokalne ciepłownictwo, które musi stopniowo odchodzić od węgla, nie tracąc przy tym stabilności dostaw i społecznej akceptacji cen. To nie jest zaproszenie do prostych haseł. RDF nie zbawi ciepłownictwa, nie zastąpi modernizacji źródeł, OZE ani efektywności energetycznej. Może jednak pomóc w miejscu, w którym spotykają się dwa kłopoty: nadwyżka paliwa z odpadów i potrzeba przejściowych, lokalnych rozwiązań energetycznych. Najważniejsze, by nie mylić odwagi z dowolnością. Współspalanie RDF-u w ciepłown...

Wykup dostęp do płatnych treści Portalu Komunalnego!

Chcesz mieć dostęp do materiałów Portalu Komunalnego Plus?