Baterie w odpadach zmieszanych. Pożary śmieciarek i sortowni kosztują miliony
Od maja do sierpnia 2026 r. Zakład Utylizacyjny w Gdańsku odnotował 18 incydentów pożarowych. Aż 16 z nich było związanych z bateriami i akumulatorami. Podobne zdarzenia w śmieciarkach i sortowniach pokazują, jak dużym zagrożeniem dla instalacji komunalnych stały się niewłaściwie wyrzucane urządzenia zasilane bateriami.
Zgnieciony e-papieros, powerbank czy telefon mogą zapalić się podczas zagęszczania odpadów w śmieciarce lub w trakcie mechanicznego przetwarzania w zakładzie. Uszkodzenie ogniwa może doprowadzić do zwarcia i gwałtownego wzrostu temperatury, a w otoczeniu folii, papieru i tworzyw ogień szybko obejmuje kolejne odpady. Zagrożenie występuje na każdym etapie obsługi strumienia odpadów zmieszanych.
Dlaczego branży nadal nie udaje się dotrzeć do mieszkańców z tymi informacjami? Czemu wciąż wyrzucają baterie i zużyte sprzęty do odpadów zmieszanych? Trudno odpowiedzieć na to pytanie jednym zdaniem (choć kusi lakoniczne stwierdzenie, że „potrzeba edukacji”), jednak być może warto pokazywać obywatelom, jakie straty może przynieść niepozorna bateria umieszczona w „czarnym worku”.
Od śmieciarki i rozrywarki…
W sierpniu 2026 r. w warszawskiej Wesołej zadymiło się w komorze śmieciarki. Pracownicy zatrzymali pojazd i wysypali ładunek na przystanku autobusowym, aby umożliwić opanowanie zagrożenia. Według relacji źródłem problemu była bateria z urządzenia elektrycznego wyrzuconego do odpadów komunalnych. W 2025 r. zapaliły się też odpady przewożone śmieciarką w rejonie Leszna, o czym informowało RCGO reSort. W tym przypadku wskazywano na obecność zużytego sprzętu elektrycznego. Szybka reakcja załogi zapobiegła poważniejszym skutkom.
Znacznie groźniejszą sytuację odnotowano w Wielkopolskim Centrum Recyklingu w Jarocinie. 20 maja, podczas przetwarzania zmieszanych odpadów, do rozrywarki worków w hali przyjęć trafił akumulator samochodowy. Według relacji zakładu doszło do wybuchu i zapłonu. Pracownicy zastosowali środek pianotwórczy i usunęli akumulator z urządzenia. Następnie przez dobę przechowywano go w kąpieli wodnej, choć reakcje chemiczne nadal zachodziły. Przypadek pokazuje, że zagrożenie może utrzymywać się także po zakończeniu akcji gaśniczej.
…do pożaru instalacji
Pożar sortowni Zakładu Utylizacji Odpadów w Elblągu zakończył się zniszczeniem obiektu i stratami oszacowanymi na 25 mln zł. Prokuratura umorzyła śledztwo, uznając samozapłon materiałów w stercie odpadów za najbardziej prawdopodobną przyczynę. Biegli wskazywali jednak, że przebieg zdarzenia mógł odpowiadać zapaleniu się baterii litowo-jonowej znajdującej się w odpadach. Udziału baterii nie potwierdzono więc jako ustalonej przyczyny pożaru.
W Chlewnicy w powiecie słupskim jedną z rozważanych przyczyn pożaru sortowni była bateria akumulatorowa, która mogła wybuchnąć po zgnieceniu w prasie. Ogień miał zniszczyć nawet 90% zakładu, straty szacowano na ok. 40 mln zł, a w kulminacyjnym momencie pracowało ponad 200 strażaków. Również w tym przypadku informację o baterii należy traktować jako podejrzenie, a nie potwierdzony wynik ustaleń śledczych.
Miliony złotych
Skalę zagrożenia ilustrują dane z Wielkiej Brytanii, przytoczone przez „The Guardian”. Od marca 2021 do marca 2026 r. odnotowano tam 1518 pożarów związanych z gospodarką odpadami; co najmniej 541 powiązano bezpośrednio z akumulatorami litowo-jonowymi. Dodatkowo zarejestrowano 216 pożarów baterii w śmieciarkach. Branża szacuje koszty pożarów powodowanych przez nieprawidłowo wyrzucone baterie na ok. 1 mld funtów rocznie.
Dla specjalistów każde poważniejsze zdarzenie oznacza przestój, konieczność kierowania strumienia do innych zakładów, koszty napraw oraz ryzyko zakłócenia ciągłości odbioru odpadów. Takie ryzyko trzeba uwzględnić w procedurach przyjęcia odpadów, monitoringu linii oraz planach reagowania na zapłony i ponowne rozgrzanie uszkodzonych ogniw. Jednak nawet rozbudowane zabezpieczenia nie wyeliminują zagrożenia, jeżeli do odpadów zmieszanych nadal będą trafiały e-papierosy, akumulatory i drobny sprzęt elektroniczny. Przykłady z Gdańska, Jarocina czy Elbląga przypominają, jak wysoką cenę może mieć błąd popełniony na etapie zbiórki.
Kamil Paczek