Nieuczciwy obrót dokumentami potwierdzającymi recykling (DPR) lub odzysk (DPO) odpadów to największa obecnie patologia branży gospodarki odpadami, uważają przedstawiciele Instytutu Jagiellońskiego. Różnica między zadeklarowanymi a realnymi ilościami odpadów sięga przez to nawet miliona ton.

Nie jest tajemnicą, że nieuczciwi przedsiębiorcy fałszują dokumenty potwierdzające recykling, a to co jest w nich zapisane nie ma wiele wspólnego z rzeczywistym przekazaniem odpadów do odzysku i recyklingu.

Marek Lachowicz, główny analityk Instytutu Jagiellońskiego w rozmowie z MarketNews24 stwierdził, że możliwość wykorzystywania luk prawnych przez nieuczciwych przedsiębiorców wynika z „niedbalstwa tych, którzy to prawo przygotowali”.

Na rynku odpadowym działają firmy, które nie tylko chcą zaoszczędzić przez wystawianie i przyjmowanie „lewych” DPO i DPR, ale nawet takie, które opierają na tym swój model biznesowy. – Skala zjawiska jest poważna bo mamy nadwyżkę 1 mln ton, porównując to, co jest zdeklarowane jako poddane recyklingowi z możliwościami przeprowadzenia recyklingu poprzez istniejące linie technologiczne – przypomniał Marek Lachowicz.

Tracą na tym także uczciwie działające podmioty, bo presja rynku powoduje spadek cen wystawianych przez nich i przyjmowanych DPO i DPR.

Jak zauważa,  efektem jest brak współmierności w zakresie porywania kosztów zagospodarowania odpadów przez zobowiązanych do tego producentów i wprowadzających produkty na rynek.

Twierdzi przy tym, że w Polsce potrzebne jest wprowadzenie systemu kaucyjnego, który byłby systemem motywującym, a dotyczyłby nie tylko opakowań. – I to nie może być kaucja wynosząca 10-20 groszy za butelkę, bo zamożniejszych do niczego nie zachęca – komentuje. – Jednak powinniśmy wprowadzić także komponent nagradzający, to może być na przykład loteria z nagrodami rozlosowanymi spośród paragonów otrzymywanych przy zwrocie opakowań.

Źródło: biznes.interia.pl

Czytaj więcej

Skomentuj