Reklama

AD1A PZO 2026 [13.05-09.06.26]

Strategie zarządzania roślinami inwazyjnymi. Jak skutecznie chronić ekosystemy?

Strategie zarządzania roślinami inwazyjnymi. Jak skutecznie chronić ekosystemy? P. Sikorski
14.05.2026, o godz. 10:56
czas czytania: około 19 minut
0

Inwazyjne gatunki obce są uznawane za jedną z głównych przyczyn globalnego spadku bioróżnorodności. Jednak praktyka pokazuje, że bezmyślna „walka z każdym obcym gatunkiem” często przynosi więcej szkód niż pożytku. Jak zatem postępować zgodnie z aktualnymi wytycznymi i nauką?

Dalsza część tekstu znajduje się pod reklamą

Reklama

ad1b ECOMONDO [01.06-30.06.26]

Ustawa o gatunkach obcych (z 11 sierpnia 2021 r. – wraz z najnowszym rozporządzeniem do niej) dostarczyła praktykom formalnie umocowaną „czarną” listę gatunków, ale nie wpisuje się w tradycyjny nurt bezwzględnej walki z każdym nich, co jest często niedostrzegane przez praktyków. W ustawie kładzie się silny nacisk na prewencję, kontrolę i dopiero w szczególnych przypadkach na eliminację. Nie jest ona automatyczna. Autorzy niniejszego tekstu w różny sposób zajmowali się roślinami inwazyjnymi – poprzez ich badanie, oceny oddziaływania na środowisko, ale też poprzez tworzenie zieleni. Artykuł jest więc wynikiem wewnętrznych dyskusji i próbą wypracowania konsensusu w kwestii – jak zgodnie z aktualną wiedzą postępować w praktyce z roślinami inwazyjnymi.

Termin „gatunki inwazyjne” zainicjował angielski ekolog, Charles S. Elton, w połowie XX w. w książce „Ekologia inwazji zwierząt i roślin”. Tłumaczył w niej, że zagrażają nam nie tylko bomby atomowe i wojny, lecz także „wybuchy ekologiczne”. Elton zachęcił wielu naukowców, polityków i osoby zainteresowane przyrodą do potraktowania tematu na serio. Złożył też podwaliny pod nową gałąź nauki – ekologię inwazji. Skłonił jednocześnie do spojrzenia zero-jedynkowego na problem gatunków inwazyjnych. Na wojnie są tylko przegrani i zwycięzcy. To nadmierne uproszczenie, nie przystające do procesów w przyrodzie, które mają zwykle wymiar złożony.

Ten obraz inwazji w przyrodzie podlegał erozji pod wpływem nowych doświadczeń. Nie jest w pełni jednoznaczny. Dlatego wykonana parę lat temu ankieta wśród naukowców, praktyków i urzędników z całego świata wykazała, że kwestie te należą do kontrowersyjnych. Okazało się, że poglądy zależą głównie od przynależności do trzech grup zawodowych. Naukowcy opowiadali się za rewizją tradycyjnej terminologii „gatunków inwazyjnych”, krytycznie odnosili się do działań związanych z tymi gatunkami, wskazywali na korzyści, jakie są z gatunków inwazyjnych. Praktycy byli przywiązani do wojennej terminologii, nie przyjmowali krytyki działań związanych z gatunkami inwazyjnymi, odrzucili istnienie korzyści płynących z tych taksonów. Zaś urzędnicy nie zgadzali się na rewizję terminologii nauk o inwazjach ani na krytykę tradycyjnych wartości nauki o inwazjach, nie byli skłonni przyznać, że gatunki inwazyjne mogą przynosić korzyści.

Przejaw degradacji, a nie jej przyczyna

Gatunki inwazyjne rzadko są zagrożeniem dla sprawnie działających ekosystemów. Ma to miejsce niemal wyłącznie wtedy, gdy ekosystem zostaje rozregulowany przez człowieka. Są też zawleczone przez ludzi w takie degradowane siedliska parków i upraw. Szacuje się, że 80% roślin obecnie inwazyjnych zostało wprowadzonych dla potrzeb ogrodnictwa lub rolnictwa. Wiele badań wskazuje na to, że właśnie z powodu degradacji siedlisk rośliny rodzime ustępują miejsca obcym, w tym inwazyjnym. W reakcji na globalne zmiany antropogeniczne od wielu lat w miastach europejskich zwiększa się udział roślinnych gatunków przystosowanych do wyższych temperatur. Zmiany lokalne wywołane przez człowieka mają jednak największy wpływ. W ostatnich 150 latach liczba rodzimych gatunków roślin naczyniowych (w tym drzewiastych), notowanych w Warszawie, uległa znacznemu (o ok. 30%) zmniejszeniu na korzyść obcych. To wynik degradacji na obszarach naturalnych, ale też protegowania egotycznych roślin ozdobnych w terenach zieleni. To złożony efekt ujednolicania siedlisk, przekształcania wilgotnych (odwadnianie) i suchych (nawadnianie i nasypywanie wtórnego podłoża) na mezofilne i do tego jeszcze często użyźniane, obfitujące w dużą liczbę gatunków z całego świata (90% materiału szkółkarskiego). Dlaczego więc o całe zło posądza się rośliny inwazyjne, a nie w większości działalność człowieka? Istnieje zagrożenie, że społeczeństwo, zamiast myśleć „ekosystemowo”, będzie wybierało proste i nieskuteczne rozwiązania. Zamiast zdecydować o długotrwałej odbudowie ekosystemów, zagłosuje za przeznaczeniem środków na eliminację roślin „niechcianych”. Przyrodnicy z zacięciem etycznym uważają, że w związku z tym termin „gatunek inwazyjny”’ powinien zostać wycofany z użycia.

Współczesne badania na temat oszacowania skali negatywnego wpływu samego gatunku inwazyjnego na bioróżnorodność nie są zero-jedynkowe. Wysokie wyniki są tylko w przypadku paru taksonów. Rdestowiec japoński (Reynoutria japonica) przeciętnie redukuje liczbę gatunków aż o 73%, barszcz Mantegazziego (Heracleum mantegazzianum) o 52,6%, nawłoć późna (Solidago gigantea) o 25,5%, a niecierpek gruczołowaty (Impatiens glandulifera) już tylko o 12,3%. Do tego rośliny inwazyjne oddziaływają przede wszystkim na gatunki pospolite, głównie na ich pokrycie, a rzadko przejawem inwazji jest zanik gatunków rzadkich. Nie można jednak lekceważyć zagrożenia. Gatunki inwazyjne zwiększają ryzyko ich zanikania i choćby z tego powodu powinny podlegać kontroli i – dopiero w uzasadnionych wypadkach – eliminacji.

Po pierwsze – prewencja

Dostrzeżono, że największe sukcesy uzyskuje się we wczesnych fazach wnikania gatunków. W wypadku dłużej trwających ekspansji działania były zwykle nieskuteczne. Szansę na skuteczność działań ocenia się na podstawie krzywych inwazji (rysunek). Przypomina ona kształtem strome zbocze. Długość wykresu w poziomie oznacza czas potrzebny osobnikom do zajęcia potencjalnego obszaru. W dobrze zbadanych przypadkach określono, że próg, kiedy zwalczanie jest łatwe, wynosi ok. 4 lata. Działania rozpoczęte najwcześniej były najefektywniejsze. Po kilkunastu czy kilkudziesięciu latach zostaje opanowany cały obszar i zwalczanie gatunku jest trudne. Dokładny kształt krzywej może zależeć od czynników lokalnych dla danego przypadku, ale układ jest uniwersalny.

Krzywa inwazji. Zależność pokazuje uogólnioną reakcję inwazyjnej populacji w czasie, po jego wprowadzeniu i zadomowieniu się w nowym środowisku1

Wnioski są oczywiste. Najskuteczniejsza i najtańsza jest prewencja. Usunięcie pojedynczych roślin jest też najmniej szkodliwe dla środowiska. Do tego celu są potrzebne jednostki monitorujące stan i szybko reagujące na zgłoszenia. Nowe gatunki często nie są znane i wymagają wiedzy specjalistycznej, czego przykładem może być rzęsa turionowa (Lemna turionifera), która jest bardzo podobna do rodzimej rzęsy drobnej (Lemna minor) i jej inwazja przebiega prawie niezauważona. Konieczna jest więc ścisła współpraca urzędników i praktyków z botanikami lokalnymi. Nie ma potrzeby na tym etapie wdrażania mieszkańców w działania – wystarczy jedynie informować ich o działaniach. Zabiegi są mało inwazyjne. Sprowadzają się do zebrania lub wycięcia kilku osobników i kontroli stanowisk.

Zakaz czy brak zakazu sadzenia gatunków obcych?

Jedna z bardziej kontrowersyjnych kwestii dotyczy całkowitego lub częściowego powstrzymania się od stosowania gatunków obcych, gdyż nierzadko stają się inwazyjnymi. Zwolennicy całkowitego zakazu wskazują na liczne przypadki inwazji, jakie zaszły na przestrzeni kilku dekad. Zawracają uwagę na skalę dotychczasowych zmian. Nastąpiło upodabnianie się flory odległych geograficznie regionów Ziemi, nazywane makdonaldyzajcą przyrody. Rośliny obcego pochodzenia stanowią obecnie we florach 15–27% gatunków. Inwazja to jedna z form ekspansji, wyrażająca się gwałtownym, masowym wkroczeniem gatunku na niezdobyte dotąd stanowiska i nowe terytoria. Przeciwnicy rygorystycznego podejścia wskazują na problemy z adaptacją gatunków rodzimych w pewnych przypadkach. Klasycznym przykładem używanym przez szkółkarzy i projektantów jest problem znalezienia pnączy na ekrany dźwiękochłonne. Znakomicie sprawdzają się na nich gatunki obce: winorośl pachnąca, winobluszcz pięciolistkowy czy rdestówka Auberta, nie mamy bowiem krajowych gatunków pnączy, które mogą rosnąć w tak trudnych warunkach siedliskowych. Podobnie jest z drzewami na silnie zdegradowane, najczęściej miejskie gleby, gdzie obca robinia, glediczia trójcierniowa i lipa węgierska nieźle sobie radzą, a nie ma rodzimej alternatywy. Nie można zignorować potrzeb zazieleniania przestrzeni, w jakiej przebywa wielu ludzi. Są to w istocie dwa niezależne problemy, rozłączne w dużym stopniu przestrzennie.

Nie widzimy większego problemu w znalezieniu kompromisu ochrony przyrody i potrzeb zazieleniania terenów zdegradowanych. W naturalnych ekosystemach gatunki inwazyjne i potencjalnie inwazyjne powinny być wykluczone, a w zdegradowanych, gdzie istnieje społeczny deficyt przyrody, dopuszczane. Należy jednoznacznie rozdzielić w miastach przestrzenie naturalne, hybrydowe i nowe, a następnie konsekwentnie się ich trzymać (tab. 1). Zwracamy uwagę na potrzebę kontroli gatunków we wszystkich strefach i posiadania planów ich sukcesywnego ograniczania. Przez plany sukcesywnego ograniczania rozumiemy m.in. rozpisaną na dekady przebudowę drzewostanów czy ograniczenie możliwości odnawiania się przez nasiona przez koszenie. Zastosowanie tego podziału na 3 strefy pozwala zintensyfikować zadania ochronne i próbować racjonalizować dobory roślin w sztucznych nasadzeniach, by były bardziej odpowiednie do zastanych siedlisk.

Tab. 1. Sugestie do podziału przestrzeni miast względem degradacji ekosystemów i adekwatnym do nich postępowaniu z gatunkami obcymi, w tym inwazyjnymi

Rodzaj ekosystemów Charakterystyka Sposób postępowania z roślinami obcego pochodzenia, w tym inwazyjnymi
Naturalne (1 przyroda sensu Kowarik)

tereny chronione, ostoje bioróżnorodności, lasy niebędące plantacjami, obszary mokradeł, naturalne lub półnaturalne murawy i łąki

Powstrzymanie się od sadzenia gatunków obcych i inwazyjnych, istniejące inwazyjne są monitorowane i wdraża się sukcesywnie plan stopniowego ich eliminowania
Hybrydowe (2 i 3 przyroda)

wszystkie parki, trawniki, tereny zieleni, plantacje, uprawy rolne i ogrodnicze (80% Warszawy)

Dopuszcza się sadzenie obcych gatunków, z pominięciem inwazyjnych, istniejące inwazyjne są monitorowane i wdraża się plan stopniowego ich eliminowania
Nowe (4 przyroda)

tereny zdegradowane

Dopuszcza się sadzenie obcych gatunków i wyjątkowo inwazyjnych (niebędących na „czarnej” liście ministerialnej), istniejące i te wprowadzane inwazyjne są ściśle powiązane z odtworzeniem zdegradowanych siedlisk, istnieje dla nich plan stopniowego ich eliminowania

 

Gatunki obce vs rodzime, czyli spór teoretyczny

W dyskusjach często pojawia się uogólniona teza, że w terenach zieleni miejskiej gatunki obce są odporniejsze od rodzimych. Nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi, a uproszczenia prowadzą często do błędnych wniosków. Nie jest to prawdą m.in. w przypadku siedlisk naturalnych. Ekosystemy sprawnie działające, niezdegradowane, tworzą zbiorowość roślin, zwierząt i mikroorganizmów, które konkurują ze sobą, ale też ściśle współdziałają. Badania skali tej współpracy są w ostatnich latach przedmiotem wielu spektakularnych odkryć, m.in. że drzewa przekazują sobie związki i sygnały poprzez strzępki grzybów. Dzięki temu tworzą odporne na czynniki zewnętrzne zbiorowości, które w pojedynkę by im nie podołały. Gatunki obce sadzone w starych i niepielęgnowanych parkach po paru dekadach ustępują pod naporem rodzimych. Nie ma w miejscach naturalnych lepszej alternatywy niż gatunki rodzime. Co innego, gdy porównywane są obszary zdegradowane. Rodzime gatunki w miastach przy ulicach rosną przeważnie słabiej niż na siedliskach względnie naturalnych. Na zdegradowanych siedliskach gwałtownie tracą one na witalności. Porównanie setek par fotografii lip drobnolistnych (Tilia cordata) rosnących w lesie i przy ulicy niezbicie wskazuje na deformację pokroju w grupie narażonych na zanieczyszczenia gazowe i pyłowe, zasolenie gleby i aerozol solny w warunkach miejskich. Gatunki obce, rosnące na innych kontynentach w surowszych warunkach, okazują się nierzadko (choć nie zawsze) odporniejsze na susze, przenawożenie siedlisk czy zanieczyszczenie. Ich przeżywalność jest zwykle większa, a tym samym nasadzenia są pewniejsze. Obce gatunki odznaczają się często szybszym wzrostem, często szybciej osiągają dojrzałość. Liczne gatunki amerykańskie i azjatyckie wykazują większą tolerancję na stres niż europejskie.

Wprowadzanie zakazu stosowania gatunków obcych na hybrydowych i nowych (tab. 1) terenach miejskich miałoby poważne skutki zdrowotne dla całych populacji ludzi, wynikające z braku zieleni w sąsiedztwie. Obecnie sadzone drzewa w terenach zurbanizowanych przeżywają średnio zaledwie kilkanaście lat. Warto więc w takich stanowiskach skupić się nie tyle na pochodzeniu gatunku (obcy czy rodzimy), co na jego zdolności do przetrwania w środowisku silnie zdegradowanym przez człowieka. Popularne dobory drzew do warunków miejskich i przyulicznych należy więc czytać jako przeznaczone do siedlisk hybrydowych i nowych. Stąd też przeważają w nich gatunki obce. W znanych i stosowanych doborach roślin do warunków miejskich, Borowskiego i Latochy jest 9 gatunków krajowych i 66 obcych. W doborze Bojarczuka i Rachwała są 4 gatunki krajowe i 42 obce. U Marosza uwzględniającego tylko taksony dostępne w polskich szkółkach są 34 gatunki rodzime i 76 obcych.

Skoro drzewa krajowe rosną w coraz trudniejszych warunkach, to trzeba szukać dla nich alternatyw. Uwzględniając zmiany klimatyczne i najważniejsze czynniki ograniczające wzrost drzew, należy zauważyć, że środowisko wzrostu drzew w miastach Europy Środkowej coraz bardziej przypomina te w suchych rejonach Ameryki Północnej i Azji. Takiej konstatacji dokonał Roloff ze współpracownikami. Podali listę amerykańskich i azjatyckich drzew o dużej tolerancji na suszę i wystarczającej tolerancji na niskie temperatury. Z tego powodu w wielu europejskich doborach drzew miejskich przeważają gatunki z Ameryki i Azji. Hirons i Sjöman przedstawili bardzo obszerne dane o właściwościach drzew wybieranych do miast. To jeden z aktualniejszych, bardzo dobrych, przykładów wkładu naukowców w poszukiwanie alternatywnych gatunków drzew.

Rośliny inwazyjne świadczą ludziom wiele usług ekosystemowych

W świetle badań z ostatnich kilku lat czarny obraz gatunków inwazyjnych zmieniał się. Okazuje się, że jest trochę ciemny, a trochę jasny. W największym stopniu przyczyniły się do tego odkrycia o pełnionych funkcjach dla ludzi. Można stwierdzić, że dzięki zajmującym ok. 1% zadrzewieniom inwazyjnym w każdym większym mieście każdego roku nie umiera nadmiarowo kilkadziesiąt osób. Tak duży obszar roślinności tego rodzaju pojawił się spontanicznie na nieużytkach miejskich. Badania nieformalnej zieleni wskazały, że każdy hektar usuwa setki kilogramów pyłów zawieszonych i zmniejsza temperaturę powietrza o kilka stopni. Przy dużym zanieczyszczeniu powietrza i degradacji gleb skuteczność gatunków inwazyjnych okazywała się większa niż rodzimych. Zastosowanie gatunków inwazyjnych jest szczególnie zasadne przy rekultywacji terenów zdegradowanych, gdzie gatunki rodzime często nie są w stanie przetrwać lub nie radzą sobie dobrze.

Rośliny inwazyjne pełnią także wiele funkcji biocenotycznych. W miastach mogą one okazać się zasadnicze dla przetrwania niektórych gatunków zwierząt. Przykładowo jednym z kluczowych rodzajów drzew dostarczających materiał na kit pszczeli są topole (Populus spp.). W Polsce głównym źródłem jest rodzima topola czarna (P. nigra), jednak obce gatunki z sekcji Aigeiros charakteryzują się balsamicznymi pąkami i równie skutecznie pełnią tę funkcję. Przykładem jest topola kanadyjska (P. ×canadensis), mieszaniec z obcą P. deltoides, która jest chętnie odwiedzana przez pszczoły. Podobnie powszechna u nas inwazyjna robinia biała stanowi ważną bazę pokarmową i siedlisko dla wielu rodzimych zapylaczy, w tym rzadkich gatunków. Można mieć różny stosunek do roślin inwazyjnych za spustoszenia dokonywane w przyrodzie, ale nie można nie dostrzegać ich pozytywnej roli. Nie działa to też tak, że za swoje korzystne funkcje mają być traktowane polubownie. Raczej powinno być tak, że przy bardzo mało skutecznej ich eliminacji na mniej cennych stanowiskach należy zastanowić się nad traconymi wartościami dodanymi.

Po drugie – stała kontrola obszarów cennych

Kiedy nastąpi kolejna faza rozwoju rośliny inwazyjnej, wtedy koszt działań istotnie wzrasta. Następuje ona zwykle po kilkunastu latach od początku inwazji. Problem zaczyna być też dostrzegany przez ludzi, wzbudza ciekawość i obawy. Zarządzający przy wsparciu botaników są zobowiązani konsultować i uczyć mieszkańców o potrzebie zabezpieczenia lokalnych ekosystemów przed tym niechcianym gatunkiem i potrzebie wygospodarowania znacznych środków na usuwanie go w priorytetowych miejscach.

Obszarami stałej kontroli są rezerwaty przyrody, parki narodowe i siedliska przyrodnicze na obszarach Natura 2000, gdzie zwalczanie gatunków inwazyjnych jest jednym z planowanych zadań ochronnych. Status formalny i potrzeba ochrony cennych siedlisk skłaniają do podejmowania nieustającego wysiłku w celu zwalczania lub eliminacji gatunków inwazyjnych. Są one w ten sposób miejscem poszukiwania najlepszych metod monitorowania i eliminacji młodych osobników, które to zabiegi nie szkodzą istotnie ekosystemom.

Po trzecie – usunięcie inwazyjnej populacji roślin to początek

Ostatnie fazy inwazji to zadomowienie się gatunku. Skuteczność działań w usuwaniu jest już wówczas niewielka. Jeśli zarządca nie podjął wcześniej działań prowadzących do eliminacji, to zwykle nie są to już proste i tanie rozwiązania. Przyjęte metody postępowania powinny skupiać się na stopniowej przebudowie ekosystemów. Monitorowanie wybranych obszarów jest konieczne, aby wykrywać i eliminować lokalnie pojawiające się nawroty gatunków inwazyjnych. Karczowanie rozrośniętych okazów powoduję dużą degradację podłoża. W tej fazie pozostaje wdrażać tylko długofalowe działania, bazujące na dobrym rozpoznaniu zjawisk w ekosystemach. Błędem jest rozumowanie, że zdominowany przez gatunek inwazyjny obszar wymaga porządnej (całkowitej) wycinki. Przesłanką dla takiego postępowania jest przekonanie, że po ich usunięciu różnorodność zbiorowisk rodzimych odtworzy się samoczynnie. Wystarczy więc wyeliminować czynnik tłumiący i ekosystem sam wraca do właściwego stanu. Proces ten w rzeczywistości nie jest jednak tak prosty. Po pierwsze, po usunięciu gatunku inwazyjnego pozostają istotnie zmienione warunki glebowe i skład mikroorganizmów w glebie. Może to dotyczyć np. zawartości pierwiastków pokarmowych, przewodności elektrycznej i odczynu. Zjawisko to określa się efektem cienia inwazji. Okazy zostają wyeliminowane, ale „cień” po nich pozostaje. Po drugie, w większości samo wyeliminowanie roślin nie gwarantuje, że one nie powrócą. Badania eksperymentalne wskazują na bardzo częste nawroty gatunku i potrzebę powtarzania zabiegu przez wiele lat. Podejmowanie decyzji o usuwaniu powinno być przeprowadzone na podstawie oceny sytuacji przez przyrodników w kontekście: skali zagrożenia utraty bioróżnorodności lokalnej, liczby osobników inwazyjnych, długości czasu dotychczasowej inwazji i prawdopodobieństwa ich powrotu. Decyzja w każdym przypadku musi być wynikiem pogłębionej analizy i powinna być podejmowana przez specjalistów. Automatyczne działania prowadzą nierzadko do większych szkód niż sama obecność gatunków inwazyjnych.

Najwięcej wątpliwości wśród praktyków budzi dobór metody eliminacji. Wykorzystuje się często metody znane z małej efektywności. Powszechnie wykonuje się m.in. karczowanie robinii, klonu jesionolistnego czy czeremchy amerykańskiej przy pniu, choć jest to niemal z reguły nieskuteczne. W tabeli 2 zebrano najważniejsze sposoby eliminacji. Przy każdej z nich umieszczono „+”, jeśli w literaturze powtarzały się dane o pozytywnych efektach, „−”, jeśli były one negatywne oraz „±”, jeśli pozytywne zdania autorów były pojedyncze. Umieszczenie „+” nie oznacza bynajmniej, że skuteczność metody jest regułą. Zależy ona od wielu czynników, które trzeba poznać na miejscu.

Tab. 2. Najczęściej wykonywane zabiegi i ich skuteczność („-” – niska, „+” – wysoka, „±” – wyniki są niespójne) w odniesieniu do wybranych gatunków inwazyjnych

Nazwa gatunku inwazyjnego Stosowane zabiegi i ich skuteczność
Rdestowiec japoński

(Reynoutia japonica)

(+) środki chemiczne wprowadzone w tkanki ściętych pędów odroślowych

(±) koszenie (skuteczność wzrasta dopiero po regularnym koszeniu kilka razy w sezonie przez kilka lat)

(±) wycięcie części nadziemnych, wybranie ziemi (skuteczność uzyskuje się dopiero po wybraniu 2–3 m ziemi i odpowiednio szerokiego bufora ziemi, wybrana ziemia musi być wywieziona)

(±) przykrywanie powierzchni stanowiska folią

(-) opryski dolistne

(-) przecinanie szyjki korzeniowej i płytkie wykopywanie

Grochodrzew

(Robinia pseudoacacia)

(+) wykopywanie lub wyrywanie młodych osobników

(+) przycinanie pni na wysokości około 0,5 m (tzw. obrączkowanie)

(-) ścięcie u podstawy pnia i usuwanie odrostów

Barszcze kaukaskie (Heracleum mantegazzianum i Heracleum sosnowskyi) (+) wycinanie roślin, a następnie głęboka orka, wapnowanie

(+) środki chemiczne w ścięte pędy odroślowe

(+) przecinanie szyjki korzeniowej i wykopywanie

(±) koszenie (skuteczność uzyskiwano dopiero po koszeniu kilka razy w sezonie)

(±) przykrywanie niedojrzałych baldachów folią

(-) osłanianie, ścinanie i spalenie baldachów

(-) opryski

Klon jesionolistny

(Acer negundo)

(+) wykopywanie lub wyrywanie młodych osobników

(+) przycinanie pni na wysokości około 0,5 m (tzw. obrączkowanie)

(-) ścięcie u podstawy pnia i usuwanie odrostów

Czeremcha amerykańska

(Padus serotina)

(+) wykopywanie młodych osobników

(+) wyrywanie starszych osobników wyciągarką

(+) środki chemiczne na ścięte pędy odroślowe

(+) ścięcie na wysokości ok 0,5 m

(-) ścięcie u podstawy pnia i usuwanie odrostów

Niecierpek gruczołowaty (Impatiens glandulifera) (+) wyrywanie lub wykaszanie całych roślin przed okresem owocowania
Kolczurka klapowana

(Echinocystis lobata)

(+) wyrywanie całych roślin przed okresem owocowania
Słonecznik bulwiasty

(Helianthus tuberosus)

(+) wykopywanie bulw i wyrywanie pędów nadziemnych przed wytworzeniem bulw

 

W wielu krajach eliminacją zajmują się wyspecjalizowane firmy, które gwarantują, że usunięte zostaną wszystkie korzenie np. rdestowca, a wykopane nie zostaną wyrzucone w zaroślach nadrzecznych. Istnieją urzędy odpowiedzialne za monitoring po wykonaniu zabiegów. Wykorzystuje się do tego wysokorozdzielcze narzędzia teledetekcyjne. Dają one znakomite wyniki. Koledzy z naszej jednostki w SGGW dzięki mieszanym technikom laserowym i spektralnych uzyskali ponad 80% skuteczności przy rozpoznawaniu młodych okazów klonu jesionolistnego pod okapem dużych topól i wierzb. Na zdjęciach widać niemal wszystkie gałęzie młodych okazów. Są liczne inne narzędzia do skutecznego i szybkiego monitoringu. W Polsce sporadycznie zbiera się takie dane i wykorzystuje w praktyce.

Planując eliminację, trzeba mieć na względzie, że nie w każdym przypadku jest to uzasadnione. Działania jednorazowe są obarczone zbyt dużym ryzykiem nawrotów, by je polecać. Bez monitoringu po działaniu mija się ono z celem. Warto skonsultować działanie z zarządcą terenu i jednostkami ochrony przyrody. Może istnieje znacznie lepsza metoda poprawy jakości ekosystemu. Selektywna wycinka pojedynczych klonów jesionolistnych w dolinie Wisły parę lat temu dała lepsze rezultaty niż totalna sprzed kilkunastu. Ta ostatnia zakończyła się nawrotem inwazyjnych gatunków.

Po czwarte – nadrzędnym celem działań jest naprawa siedliska

Kiedy degradacja siedliska jest duża, wówczas rośliny rodzime i obce synantropijne, w tym inwazyjne, pomagają mu się odnowić. Przynajmniej w pierwszym etapie. Są one częścią tzw. długu odtworzeniowego. Odbudowa następuje w drodze naturalnej sukcesji. Siedlisko zwiększa stopniowo integralność ekosystemu, wyrażającą się bogactwem gatunkowym czy ilością związanego węgla. Eliminacja tych pojawiających się spontanicznie gatunków synantropijnych wyhamowuje naturalną odbudowę siedlisk. W tej grupie są rośliny najlepiej przystosowane do zmienionych przez człowieka warunków siedliskowych. Szybciej adaptują się one do zaburzeń i są wręcz idealne do odbudowy zdegradowanych ekosystemów. Przykładowo czeremcha amerykańska na zdegradowanych siedliskach pełni pozytywną funkcję w poprawie warunków glebowych. Można eliminować ją selektywnie i w dłuższym czasie, korzystając z pozytywnego wkładu w ekosystem. Trzeba jednak zaznaczyć, że wśród ekologów udział roślin inwazyjnych w odbudowie jest kontrowersyjny. Dość popularna jest teoria ekosystemu nowego, która zakłada, że rośliny inwazyjne przyczyniają się do długotrwałej, a nawet trwałej degradacji siedlisk. Koncepcja jest przedmiotem krytyki naukowej, ale zainicjowała liczne badania nad sukcesją roślinności inwazyjnej. Naszym zdaniem, rola roślin inwazyjnych na silnie zdegradowanych siedliskach jest tymczasowa. Pozostawione na dłużej rośliny inwazyjne są eliminowane przez spontanicznie odtworzone zbiorowiska roślinne. Tak zaplanowane były działania w Parku Akcji „Burza”. Pozytywne efekty w stopniowej redukcji udziału 40-letniego klona jesionolistnego (Acer negundo) bez wycinek są widoczne już po 5 latach. Odpowiednio wsparte ekosystemy same wzmogły procesy eliminowania obcego im gatunku.

W terenach zieleni urządzonej wiele powierzchni parków i ogrodów nabiera z czasem cech naturalnych i staje się odporne na wnikanie gatunków inwazyjnych. Zaburzenia siedliska, najczęściej w formie intensywnej pielęgnacji, nadwyrężają takie stabilne ekosystemy. W dużej mierze w zwiększaniu odporności na inwazje pomoże powstrzymanie się od nadmiernej pielęgnacji. Zarzucenie grabienia i nawożenia pozwoli ustabilizować się ekosystemowi. Wystarczy żywopłot, zadrzewienie czy rabatę zamienić na naturalistyczne. I najważniejsze – zapoczątkować najskuteczniejszą eliminację gatunków inwazyjnych. Usuwać pojawiające się w ich obrębie siewki. Usuwanie drobnych roślin nie powoduje istotnej degradacji podłoża. Wspiera za to od razu konkurencyjne siewki rodzimych roślin. Na tym etapie każdy może działać skutecznie i jednocześnie wspierać naturalne procesy. Przez upowszechnianie w społeczeństwie używania środków ochrony, takich jak glifosat, kopania głębokich systemów korzeniowych i używania pił nie ocalimy świata z roślin inwazyjnych. Obawiamy się, że takie działania przyniosą odwrotny efekt. Zostawmy takie zabiegi specjalistycznym jednostkom. Wymagają one bardzo dużej precyzji, sterylności, wiedzy ekologicznej i doświadczenia. Działajmy przez analogię do sytuacji z chorymi zębami, z którymi idziemy do stomatologa, a sami najlepiej dbamy o ich zdrowie poprzez codzienną higienę.

Podsumowanie

Problem roślin inwazyjnych w zieleni miejskiej powinien wywoływać dwie niezależne dyskusje: jak w dobie antropocenu przygotować się na ochronę rodzimych ekosystemów i jak zachować potrzebną dla ludzi zieleń na zdegradowanych siedliskach w mieście. Powinny one dotyczyć innych obszarów, jak wskazaliśmy w tabeli 1. Rodzime zbiorowiska organizmów kształtowały się od kilkunastu do kilkuset tysięcy lat i mamy niezaprzeczalne powody do ich szczególnego traktowania. To dla nich należy wyznaczyć strefy pozbawione roślin obcych i wdrożyć w praktyce działania, znacznie ostrożniejsze niż tylko ograniczone do „czarnej” listy gatunków z rozporządzenia. Natomiast na obszarach zdegradowanych, w tym w zieleni urządzonej, zdrowie społeczeństwa jest priorytetem. Przyrodę w takich miejscach należy budować, w miarę możliwości, na bazie rodzimych ekosystemów, ale z możliwością wykorzystania gatunków obcych. W dobie zmian klimatu, szczególnie w miastach, obserwuje się zwiększoną aktywność ekologiczną gatunków roślin z południa Europy oraz analogicznych siedlisk w Azji i obu Amerykach. Środowiska z tych rejonów świata są nierzadko formacjami bezleśnymi. Dla ludzi ze strefy umiarkowanej, przyzwyczajonych do zieleni drzew i krzewów, ważne będą jakiekolwiek rośliny tego typu, które zdołają przetrwać.

dr hab. inż. Piotr Sikorski, prof. SGGW

Instytut Inżynierii Środowiska, Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego

dr hab. Jacek Borowski, profesor nadzwyczajny SGGW

Mateusz Korbik

dendrolog

dr hab. inż. Daria Sikorska, prof. SGGW

Centrum Badań Klimatu Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego

Jakie rośliny inwazyjne są największym problemem w Polsce?

Do najbardziej problematycznych gatunków należą m.in. rdestowiec japoński, barszcz Sosnowskiego, robinia akacjowa, klon jesionolistny oraz czeremcha amerykańska.

Czy wszystkie gatunki obce są inwazyjne?

Nie. Wiele gatunków obcych nie stanowi zagrożenia dla środowiska. Inwazyjne są tylko te, które intensywnie się rozprzestrzeniają i negatywnie wpływają na rodzime ekosystemy.

Dlaczego samo wycięcie roślin inwazyjnych często nie działa?

Po usunięciu roślin pozostają zmienione warunki siedliskowe i często fragmenty systemów korzeniowych lub bank nasion. Bez monitoringu i odbudowy siedliska gatunki inwazyjne mogą szybko powrócić.

Udostępnij ten artykuł:

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu. Bądź pierwszą osobą, która to zrobi.
Reklama

ad2 KGO kompleksowa 2026 [02.06.-02.09.26]

Dodaj komentarz

Możliwość komentowania dostępna jest tylko po zalogowaniu. Załóż konto lub zaloguj się aby móc pisać komentarze lub oceniać komentarze innych.
Reklama

AD1b odpady budowlane [25.04-09.06.26]

Te artykuły mogą Cię zainteresować

Przejdź do Zieleń miejska
css.php
Copyright © 2026