Eksperci szacują, że najpóźniej do 2030 r. większość barier dla samochodów elektrycznych zostanie zlikwidowana, a koszt zakupu elektryka będzie niższy niż samochodu spalinowego. Zdaniem analityków rozwinie to polską gospodarkę.

Z raportu „Samochody elektryczne. Którym pasem zamierzamy jechać?” firmy doradczej EY i ING Banku Śląskiego wynika, że za pięć lat auta elektryczne będą odpowiadać za ok. 6 proc. ogółu sprzedaży. Rozwój tego rynku zmieni branżę motoryzacyjną, paliwową, elektryczną i transportową, a w niektórych krajach będzie mieć wpływ na zatrudnienie i całą gospodarkę. Eksperci podkreślają, że Polska musi dobrze przemyśleć, jak odnaleźć swoje miejsce na rynku elektromobilności.

Zmiana priorytetów

– Zakładając, że samochodem elektrycznym będziemy jeździć tylko po mieście, do 10 tys. kilometrów rocznie, to do 2023 roku powinno już bardziej opłacić się posiadanie samochodu elektrycznego niż spalinowego. Zakup takiego pojazdu będzie bardziej opłacalny przed 2030 rokiem – twierdzi Jarosław Wajer, partner w dziale doradztwa biznesowego EY.

CCJ 300 x 250

Analitycy wskazują, że wysokie koszty zakupu samochodów elektrycznych – w dużej mierze warunkowane kosztem baterii – stanowią dziś jedną z głównych barier dla rozwoju tego rynku.

– Dostosowanie samochodu elektrycznego do potrzeb i możliwości portfela klienta końcowego to największe wyzwanie. Obecnie dużą część ceny, około 50 proc., stanowi bateria. Jednak tutaj obserwujemy szybki rozwój i ta technologia dosyć szybko tanieje – mówi Kazimierz Rajczyk, dyrektor zarządzający sektorem energetycznym w ING Banku Śląskim.

Pokonać bariery

Do barier hamujących rozwój elektromobilności zaliczyć także można m.in. mało rozwiniętą infrastrukturę ładowania, wciąż niewielki zasięg i długi czas ładowania baterii.

Zdaniem ekspertów większość tych barier zostanie zlikwidowana najpóźniej do 2030 roku, a udział rynkowy samochodów elektrycznych będzie rósł, i to bez względu na postęp w zakresie baterii. Wtedy też koszt zakupu samochodu elektrycznego powinien być już niższy niż spalinowego. Część państw (m.in. Norwegia i Niemcy) planuje już całkowite wstrzymanie sprzedaży samochodów spalinowych w latach 2025–2030.

Strata Europy i zysk Azji

Pojawienie się elektryków zmieni łańcuch wartości w przemyśle motoryzacyjnym – spowoduje, że wiele komponentów, produkowanych dziś dla samochodów spalinowych, będzie niepotrzebnych. Straci na tym Europa, która jest jednym z liderów w produkcji silników spalinowych, ale już w przypadku baterii do elektryków polega na dostawcach z Azji.

– Europa dostarcza trochę powyżej 25 proc. wartości do silników spalinowych. Natomiast w przypadku baterii litowo-jonowych ma nie więcej niż 2 proc., natomiast Chiny mają powyżej 50 proc. Jeżeli dodamy Koreę i Japonię, może się okazać, że w samochodzie elektrycznym duża część wartości przechodzi z Europy do Azji. To jest wyzwanie dla całego kontynentu, również dla Polski. Aby sobie z nim poradzić, musimy się zastanowić, w którym miejscu łańcucha wartości chcemy zaistnieć – produkcji samochodów czy komponentów? Pamiętajmy, że dzisiaj nie ma problemu ze sprzedażą samochodów elektrycznych. Dużo większy problem jest z tym, żeby producenci pozyskali komponenty i dostarczyli ten samochód klientowi na czas – mówi Jarosław Wajer.

– Elektromobilność to jedyny obszar, w którym Polska może konkurować z największymi potęgami motoryzacyjnymi. Ale niekoniecznie musimy konkurować w zakresie budowy całego samochodu – i to na dodatek w segmencie popularnym. Łatwiej byłoby znaleźć swoje miejsce w niszy: w budowie samochodów wyspecjalizowanych dla przemysłu, dla wąskich branż albo w obszarze budowy komponentów dla szeroko rozumianej elektromobilności. W tym tkwi duży potencjał dla naszych firm i inżynierów – żeby dostarczać rozwiązania, które będą unikalne i które będziemy mogli sprzedawać na świecie – dodaje dyrektor zarządzający sektorem energetycznym w ING Banku Śląskim.

Źródło: Newseria

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj