Martwe drewno jest ważnym składnikiem lasu i należy na nie spoglądać oczami ekologa, rozumiejącego subtelne relacje pomiędzy wieloma składnikami ekosystemu lasu – ocenia entomolog.

– Martwe drewno to pewien skrót myślowy, wszak drewno po prostu jest jako tkanka martwe. Na myśli mamy raczej leżące kłody, stojące obumarłe drzewa, dziuple, suche gałęzie i wiele innych elementów zawierających próchno – tłumaczy dr hab. Paweł Sienkiewicz z Katedry Entomologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu oraz prezes Polskiego Towarzystwa Entomologicznego.

Zatem czy obecność w lesie próchna to marnotrawstwo? Zdaniem przyrodników zalegającego drewna nie należy przeliczać na kubiki opału, papierówki czy też okleinę, ale patrzeć jak na element przyrody o wyjątkowym dla lasu i nie tylko dla lasu znaczeniu.

Martwe drewno to nie marnotrawstwo

Dr hab. Sienkiewicz przypomina, że utrata różnorodności biologicznej, w skali lokalnej i globalnej, jest już tak szybka, że epokę, w której żyjemy, nazwano Antropocenem i kolejnym wielkim wymieraniem gatunków. W tym kontekście martwe drewno w lesie, nawet gospodarczym, nie może już być postrzegane jako marnotrawstwo.

Martwe drewno podtrzymuje około 30-50 proc. różnorodności biologicznej lasów. W znacznej mierze są to owady. Tylko w Polsce to tysiące gatunków prowadzących różny tryb życia. Część z nich związana jest z martwym drewnem na stałe, są to saproksylobionty. Inne preferują martwe drewno lub wykorzystują je do zimowania, przetrwania letniej suszy itp. – to saproksylofile. A czym się odżywiają?

– Podobnie jak w całych ekosystemach spotkamy tu drapieżniki, pasożyty, roślinożerców, saprofagi. Z tej ostatniej grupy rekrutują się owady o szczególnych przystosowaniach do odżywiania się martwym drewnem rozłożonym przez grzyby czyli próchnojady. To wśród nich (choć nie tylko) spotkamy liczne gatunki zagrożone wyginięciem, i te, które już z wielu miejsc w Europie najpewniej bezpowrotnie wyginęły – tłumaczy naukowiec.

Drewno zatrzymuje wodę

Martwe drewno to także rezerwuar wody w lesie. Dr hab. Sienkiewicz wspomina o „fenomenie spróchniałej kłody”, z której fragmentów daje się nawet wycisnąć stróżkę wody. Z wilgoci zgromadzonej w próchnie korzystają m.in. płazy, które kryją się w takich miejscach przed suszą oraz drobne kręgowce i liczne bezkręgowce. W okresie deficytów wody warto o tym pamiętać.

Niektóre chrząszcze zasiedlające martwe drewno to gatunki chronione prawem europejskim (i krajowym w związku z tym też) w ramach sieci NATURA 2000. Przy pomocy takich gatunków nazywanych parasolowymi, identyfikowane są także pozostałe cenne fragmenty przyrody.

Pachnica dębowa (znana szerzej jako Osmoderma eremita) to przykład saproksylobionta, który potrafi radzić sobie poza swoim pierwotnym siedliskiem. Jak wyjaśnia entomolog, chrząszcz ten stał się rzadki i wskaźnikowy ze względu na specyficzne mikrosiedlisko, które zasiedla. Żyje w dziuplach starych drzew (nie tylko dębów jak nazwa wskazuje). Są to jednak dziuple o specyficznych cechach: znacznej objętości murszu i odpowiedniej wilgotności. Do dziupli nie może się też lać woda, nie może przeschnąć.

Tego typu siedlisko może tworzyć się w dębach nawet przez 100-150 lat, w innych, mniej trwałych strukturach innych gatunków drzew krócej. Zawsze są to jednak drzewa stare, których niestety w krajobrazie szybko ubywa i nie mają swoich następców. Nie ma przez to nowych miejsc, które owad ten mógłby zasiedlić razem z całym dziedzictwem przyrodniczym, które mu towarzyszy.

– Jak zauważyliśmy podczas badań terenowych w Wielkopolsce chrząszcz ten ma nieco odmienne preferencje w lesie i na terenie otwartym (pola, łąki). W tym drugim przypadku chętnie zasiedla nawet stare ogławiane wierzby. (…). Wierzby rosną relatywnie szybko i dają pewną nadzieję na podtrzymanie w czasie siedlisk ważnych również dla pachnicy dębowej – wyjaśnia dr hab. Sienkiewicz.

Gatunkiem towarzyszącym temu niechętnemu do dalekich dyspersji chrząszczowi jest równie już rzadki inny chrząszcz – kozioróg dębosz (Cerambyx cerdo). Ten akurat bezwzględnie potrzebuje starych dębów. Czy uda się ocalić jego populacje w okolicach Rogalina, w jednej z największych ostoi tego gatunku, jest raczej – zdaniem naukowca – wątpliwe.

Innym gatunkiem badanym w Poznaniu jest zagłębek bruzdkowany (Rhysodes sulcatus). Owad ten z nie do końca wyjaśnionych przyczyn żyje w lasach pierwotnych i naturalnych. Już niewielka ingerencja w taki las może zainicjować proces jego wymierania. Naukowcy ustalili, że w niegdysiejszych lasach Europy występował on w wielu miejscach. Z wielu bezpowrotnie wyginął, ograniczając swoje występowanie do niemal punktowego.

Zagłębek bruzdkowany żyje w starych, dobrze spróchniałych i wilgotnych kłodach różnych gatunków drzew. Istotne jest by były to kłody duże, o średnicy powyżej 40 cm, a więc sporych rozmiarów drzew. W lasach typowo gospodarczych takich mikrosiedlisk zwyczajnie brakuje. Znaczenie ma tu historia użytkowania takiego terenu. Zatem aby utrzymać różnorodność biologiczną lasu, o którego wysokiej jakości przyrodniczej świadczy występowania zagłębka bruzdkowanego, należy zdecydowanie skoncentrować działania konserwatorskie tam, gdzie jeszcze on występuje.

Przykładem takich lasów są fragmenty Świętokrzyskiego Parku Narodowego, lasy projektowanego przez społeczność miłośników przyrody Turnickiego Parku Narodowego (Pogórze Przemyskie) oraz kilka rezerwatów przyrody i pozostałości lasów naturalnych na terenie Lasów Państwowych.

W biologii tego gatunku pojawił się również wątek wody w związku z wymaganym wilgotnym próchnem. Jakie są perspektywy zachowania tego cennego chrząszcza i jego współtowarzyszy dla przyszłych pokoleń? Według entomologa sporo zależy od tego czy uda się zatrzymać wodę w środowisku, mimo postępującego ocieplania się klimatu i czy włodarze lasów zechcą istotnie zadbać o dziedzictwo przyrodnicze Polski.

Źródło: PAP Nauka w Polsce

Czytaj więcej

Skomentuj