1 / 7

Strażnicy miejscy z Suwałk odkryli ogromne nielegalne wysypisko śmieci. Okazało się, że w okolicy naturalnego zbiornika wodnego wywożone są odpady pochodzące z rozbiórek. Wykrycie wysypiska umożliwił dron obserwacyjny wykorzystywany przez straż miejską.

Do Straży Miejskiej w Suwałkach wpłynęło zgłoszenie dotyczące zanieczyszczenia odcinka ulicy Stanisława Staniszewskiego. Na miejsce przyjechali strażnicy miejscy, których zadaniem było ustalenie przyczyny zanieczyszczenia.

Patrol, który udał się na ulicę Staniszewskiego potwierdził nieznaczne zanieczyszczenie ulicy, które mogło pochodzić z drogi gruntowej prowadzącej w kierunku wschodnim. Ślady i koleiny pozostawione na drodze gruntowej wskazywały na ruchu ciężkiego sprzętu – relacjonuje Grzegorz Kosiński, komendant straży miejskiej.

– Stan drogi gruntowej uniemożliwił dalsze rozpoznanie sprawy przy użyciu samochodu, dlatego też w czwartek użyliśmy drona, który zarejestrował w tym rejonie miejsce, na które wywożony jest gruz. Były tam też ustawione kontenery na nieczystości – dodaje Kosiński.

Strażnicy miejscy wspólnie z pracownikiem Wydziału Ochrony Środowiska i Gospodarki Komunalnej Urzędu Miejskiego w Suwałkach dostali się do wykrytego miejsca składowania odpadów. Na miejscu znaleziono hałdy gruzu i dziesięć kontenerów na odpady ukrytych wśród drzew. Wszystko wskazuje na to, że teren był przygotowany do przyjęcia większej ilości odpadów.

Okazało się, że na teren położony w lesie, w pobliżu naturalnego zbiornika wodnego, wywożone są odpady pochodzące z rozbiórek budowlanych. Dojazd do miejsca składowania odpadów jest trudny – przejadą tamtędy jedynie ciężarówki i samochody terenowe.

Z uwagi na rozmiar wysypiska na miejsce wezwano pracowników Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska Delegatura w Suwałkach, którzy przejęli dalsze prowadzenie sprawy.

UM Suwałki poinformował, że właścicielowi terenu, na którym składowano odpadu grozi wysoka kara.

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

2 Komentarze

  1. W takich przypadkach zastanawiam się dlaczego nie poczekać na kolejny transport i prawdopodobne ujęcie na gorącym uczynku. Nie mówię, że ujmować mieliby strażnicy miejscy czy urzędnicy wiosiu ale wezwana policja. A tak właścicielem okaże się bezdomny lub upadła spółka.

Skomentuj