Europa, a dokładniej jej wspólnotowa część ma zamiar odejść od silników spalinowych już w 2035 roku. Swoje wcześniejsze zapowiedzi potwierdziła Unia Europejska, która ma bardzo ambitne plany. Co to oznacza dla polskich miast i wsi w aspekcie czystości powietrza i gospodarki komunalnej?

Według aktualnych postanowień tylko do 2035 roku będzie można kupić nowe auta osobowe o napędzie spalinowym. To jednak nie wszystko. – Odejście od silników spalinowych we wszystkich sektorach transportu jest przesądzone. Otwarta pozostaje data dla kolejnych segmentów pojazdów. Koniec produkcji samochodów osobowych po 2035 roku wyznacza trend dla segmentu aut ciężarowych, w który wlicza się ciężkie pojazdy komunalne – np. śmieciarki oraz autobusy. Dla nich Komisja Europejska przedstawi projekt redukcji emisji prawdopodobnie na przełomie grudnia i stycznia. Z przecieków wynika, że dyskutowana jest ambitna propozycja, zakładająca by 2035 rok był ostatnim, w którym produkowane także aut ciężarowych z silnikami spalinowymi – mówi Hubert Różyk z Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych.

Problemy elektromobilności

Czy to w ogóle możliwe? Z jednej strony nawet koniec produkcji spalinowych aut osobowych wydaje się trudny do wyobrażenia. Brakuje infrastruktury do szybkiego ładowania, zasięg środków lokomocji wciąż nie pozwala na bezproblemowe podróże na długich dystansach, nie w każdej części Starego Kontynentu zgadza się bilans energetyczny. Do tego dochodzą często wciąż niekorzystne warunki cenowe zakupu, które bez dofinansowania sprawiają, że nawet bilansując całkowite koszty użytkowania (TCO), ciężko o „opłacalne” przykłady pojazdów (choć ulega to systematycznej znacznej poprawie). Wodór wciąż jest w fazie pierwszych doświadczeń. Problemów wokół elektromobilności mamy zresztą znacznie więcej, choć…

Kia

Wiedeń i Kopenhaga rezygnują ze spalin

Wielu ekspertów coraz częściej twierdzi, że 13 lat to w technologii wiele czasu. Producenci pojazdów mają coraz bogatszą ofertę aut ekologicznych – również na wodór i gaz ziemny, przez co cena powinna być relatywnie coraz niższa. Bardzo powoli, lecz systematycznie postępuje edukacja społeczeństwa. Można śmiało powiedzieć, że elektromobilność stanowi już coraz istotniejszą gałąź przemysłu motoryzacyjnego, która rozpędza się niczym lokomotywa i będzie trudna do zatrzymania.

Zresztą mało kto myśli, by odejść od ekotrendu. Optymiści widzą niektóre miasta bez spalinowych aut już za kilka lat. Z pewnością to możliwe, jeśli chodzi o centralne miejsca dużych aglomeracji. Ich włodarze coraz częściej tworzą strefy bezemisyjnego transportu, nawet w Polsce. – Miasta europejskie jak Kopenhaga lub Wiedeń już kilka lat temu wyznaczyły daty graniczne dla zakupu pojazdów spalinowych – w tym pojazdów komunalnych, transportu publicznego, służb miejskich i taksówek. W Polsce pionierem jest Gdańsk, który zapowiedział zupełne odejście od zakupu spalinowych autobusów – dodaje Hubert Różyk.

Śmieciarka z dofinansowaniem 90 proc.

Władze Wiednia, jak podaje portal Elektrowóz, do 2025 roku przestaną zamawiać pojazdy napędzane benzyną i olejem napędowym, z wyjątkiem tych nieposiadających zeroemisyjnego odpowiednika. Stolica Austrii użytkuje ok. 3000 aut zelektryfikowanych. 43 z nich to elektryczne pojazdy specjalne i (pół)ciężarówki. Jak podaje TruckFocus, do 2025 roku po Kopenhadze będzie jeździć 100 śmieciarek elektrycznych. Scania (producent ciężarówek, autobusów, śmieciarek) szacuje, że do 2025 roku 10 proc. jej sprzedaży będą stanowić pojazdy na prąd, a w 2030 roku już 50 proc. Gama co rok ma być wzbogacana o co najmniej jeden „produkt” napędzany prądem.

W Polsce elektryczne śmieciarki Renault testowano m.in. w Bolesławcu. Taki pojazd, z 90 proc. dofinansowaniem Rządowego Funduszu Polski Ład – Program Inwestycji Strategicznych BGK, zakupiono w gminie Świebodzice. W Świebodzicach służy także elektryczna zamiatarka Tenax Electra 2.0 Neo, a w planach zakupowych są dwa autobusy na prąd. Z kolei marka Volvo była sprawdzana w Kielcach, Iveco stawia na LNG/CNG. Praktycznie każdy liczący się koncern wprowadza modele pojazdów komunalnych na prąd lub inne ekologiczne paliwo.

Autobusy elektryczne i na wodór

Jeśli chodzi o autobusy, coraz więcej polskich miast stawia na ekologię. Przykładem Poznań, który niedawno nabył 25 środków miejskiej komunikacji na wodór, choć na razie jest to traktowane bardziej jako sprawdzian ekorozwiązania. Na Portalu Komunalnym często piszemy o kolejnych miastach zyskujących dofinansowanie na zakup floty elektrycznej. I nie chodzi tylko o metropolie, lecz również mniejsze ośrodki. W tym miejscu należy jednak postawić pytanie: co się stanie, gdy tej pomocy nie będzie? Rozmawiając kuluarowo, padają twierdzenia, że bez co najmniej 50-60 proc. dofinansowania taki zakup byłby nieopłacalny. Argumentem „na tak” jest, jak mówi Hubert Różyk, wpływ na zdrowie mieszkańców. – Autobusy elektryczne przyczyniają się do obniżenia emisji spalin z transportu, które w miastach są szczególnie groźne. W dużych miastach, jak np. Warszawa – generują od 60 do 80 proc. emisji zanieczyszczeń.

Jak wskazuje Licznik Elektromobilności, aktualnie w Polsce zarejestrowanych jest 790 autobusów.


Członek zarządu Autosanu: autobus wodorowy staje się kluczowy w naszej produkcji


 

Wpływ na bezemisyjne miasta ma również wyrzucanie pojazdów z ich centralnych punktów i tworzenie stref pieszych. Dzieje się to właściwie w całej Europie, również w Polsce, nawet w małych miejscowościach. Niemal wszędzie powstają deptaki z zakazem wjazdu dla aut, z ewentualnym wyjątkiem dla upoważnionych.

Niefortunna inwestycja w LNG

2035 rok to „tylko” data zakończenia sprzedaży pojazdów spalinowych, zatem będą one jeszcze jeździły po ulicach przez co najmniej 20-25 lat. Poza tym… – W przypadku aut ciężarowych projekt zapewne spotka się z dużym oporem branży transportowej i motoryzacyjnej. Możliwe jest wynegocjowanie późniejszej daty, jednak nie należy się spodziewać dużych przesunięć. 2040 rok to maksimum, jakie należy założyć. Wymusza to ścieżka dekarbonizacji do 2050 roku, w której transport odgrywa ważną rolę – opowiada nasz ekspert.

Dla przeciwwagi, czy w czasach szalejącej inflacji, różnego rodzaju „katastrof”, czyli wojny i koronawirusa, ktoś sobie wyobraża transport drogowy „niespalinowy”? A przecież 25 proc. przewozów międzynarodowych wykonują polskie, w większości mikrofirmy. Tym bardziej że branża TSL już i tak ma mnóstwo problemów grożących totalnym załamaniem łańcucha dostaw (brak kierowców, niekorzystne przepisy, ceny paliwa itp.).

W dodatku grupa firm zainwestowała we flotę na LNG, którego dynamiczny wzrost cen w rok wyniszczył przewoźników i oddziałuje również na pojazdy w służbach miejskich. Choć np. Warszawa zakupiła niedawno 60 autobusów na to paliwo. Niestety, nie udało nam się uzyskać komentarza ZTM na temat celowości inwestycji.

Działamy dla pokoleń

– Ślad węglowy, odgrywający coraz większą rolę w biznesie, w kolejnych latach będzie tylko zyskiwał na znaczeniu. Pojazdy elektryczne pozwalają go znacznie obniżyć. Nie bez znaczenia jest też argument bezpieczeństwa – obecnie Europa jest uzależniona od importu paliw kopalnych, co szczególnie unaocznia wojna na Ukrainie – mówi Hubert Różyk.

Wizja bezemisyjnych miast postępuje systematycznie co najmniej od 10-15 lat. Nawet jeśli plany związane z rokiem 2035 czy 2040 zostaną przesunięte, jedno z kolejnych pokoleń doczeka się prawdopodobnie ery, w której pojazdy spalinowe będą stanowić mniejszość lub znikną z ulic. Z racji na wolumen, wcześniej możemy na to liczyć w gospodarce komunalnej, centrach miast, później na skalę masową. Na razie natomiast czeka nas mimo wszystko wciąż pionierska praca w implikacji nowości. Swoją drogą, za 20, 30, 50 lat wg przewidywań po drogach będzie jeździć mniej aut, ale to już zupełnie inna historia…

Czytaj więcej

Skomentuj