1 / 4

Prokuratura w Dębicy skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko 33-letniemu Mariuszowi M., któremu zarzuca popełnienie nieumyślnego przestępstwa transportowania wbrew przepisom ustawy odpadów i substancji niebezpiecznych, znajdujących się w beczkach. Oskarżonemu grozi do dwóch lat pozbawienia wolności. Utylizacja ładunku kosztowała 99 tys. zł.

22 stycznia 2018 r. funkcjonariusze Podkarpackiego Urzędu Celno-Skarbowego skontrolowali na węźle autostrady A4 Dębica-Wschód samochód ciężarowy z naczepą. Kierowca przestawił dokument, z którego wynikało, że wiezie kauczuk.

Funkcjonariusze ustalili, że w przyczepie znajdują się 124 beczki bez etykiet. Po otwarciu kilku z nich znaleziono substancję płynną w trzech różnych kolorach (szarym, brązowym i białym). Nie przypominała ona kauczuku.

Kierowca Mariusz M. wyjaśnił, iż załadunek nastąpił w nieznanym mu miejscu w Krakowie, na drodze. Beczki ustawiono na przyczepie za pomocą wózka widłowego, który przeniósł je z zepsutej ciężarówki. Mariusz M. twierdził, że nie pamiętał, kto go skierował na miejsce załadunku.

Pożar pod Tucholą. W weekend płonęły tam odpady komunalne zgromadzone na terenie RIPOK-u

Na zlecenie funkcjonariuszy Urzędu Celno-Skarbowego pracownicy Wojewódzkiego Inspekcji Ochrony Środowiska pobrali do badań próbki z kilku beczek. Okazało się, że były to substancje niebezpieczne.

Powołany w sprawie biegły z zakresu transportu drogowego ocenił, iż transport odpadów w 124 beczkach stalowych i plastikowych odbywał się niezgodnie z obowiązującymi przepisami. Brakowało m.in. zezwoleń na transport odpadów, oznaczeń pojazdu i opakowań, w których odpady się znajdowały. Przewożony ładunek był towarem niebezpiecznym i mógł stworzyć zagrożenie dla życia lub zdrowia człowieka lub spowodować zanieczyszczenie wody, powietrza lub gleby i doprowadzić do zniszczenia w świecie roślinnym lub zwierzęcym w znacznych rozmiarach.

Odpady przekazano firmie zajmującej się utylizacją. Skarb Państwa poniósł koszty przechowywania i utylizacji odpadów. Kosztowało to 99,5 tys. zł.

Mariuszowi M. usłyszał zarzut popełnienia przestępstwa z art. 183 § 6 k.k. dotyczący przewozu odpadów bez wymaganych zezwoleń i stwarzania zagrożenia dla środowiska. Kierowca nie przyznał się do winy, wyjaśnił że nie wiedział co przewozi i że nie dostał zapłaty za transport.

W czwartek prokuratura przesłała do sądu w Dębicy akt oskarżenia w tej sprawie. Mariuszowi M. grozi do dwóch lat więzienia. Kierowca był wcześniej karany.

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

3 Komentarze

  1. Kary są irytująco śmieszne. W ten sposób to oni mogą sobie drobnych złodziejaszków karać… Wsadzić typka i każdego następnego z “tej” branży na minimum 10 lat plus gigantyczne kary i może wreszcie im się to przestanie opłacać

  2. Zadziwiające, że koleś był karany, znaczy jest recydywistą, a grozi mu tylko do dwóch lat, skoro KK przewiduje osiem. Prokuratura wnioskuje o dwa, sąd uzna może winę częściową (kierowca nie wiedział co wiezie) i wlepi mu rok więzienia w zawieszeniu na rok, a może i dostanie niższy wyrok. Takie postępowanie prokuratury nie zatrzyma porzucania odpadów i podpalania składowisk.

Skomentuj