– Jestem przede wszystkim partnerem, słucham, co inni mają do powiedzenia, czerpię z ich doświadczenia i wiedzy. Tak naprawdę nikt z nas nie jest alfą i omegą i nie zna się na wszystkim. Swoich współpracowników traktuję jak partnerów. Lubię i cenię pracę zespołową, każdy ma coś ważnego do wniesienia do firmy i razem ją tworzymy, więc przede wszystkim słucham – z Barbarą Ermisch-Lipniacką, prezes zarządu MWiK w Kędzierzynie-Koźlu, rozmawia Piotr Urbaniak.

Jak to się stało, że postanowiła Pani zmierzyć się z branżą, która raczej w opinii większości kojarzy się jednak z mężczyznami?

Jest wiele branż, które kojarzą się tylko z mężczyznami. Na szczęście czasy, w których żyjemy, powodują, że kobiety nie mają żadnych barier i ograniczeń, a płeć nie ma większego znaczenia w pracy, którą wykonujemy. Moja ścieżka zawodowa zawsze była związana z branżą wod-kan, może w trochę mniejszej skali, bo zanim miałam przyjemność zacząć pracować w wodociągach kędzierzyńskich, pracowałam w firmie prywatnej, która zajmuje się zbiorowym zaopatrzeniem w wodę i zbiorowym odprowadzaniem ścieków na terenie gminy Kędzierzyn-Koźle. Moje doświadczenie zawodowe to już ponad 26 lat pracy. Mam świetny kontakt z mężczyznami, ale lubię pracować zarówno z nimi, jak i z kobietami. Bardziej istotne dla mnie są cechy charakteru i osobowości, kompetencje, wiedza i doświadczenie, które mają wpływ na to, jakimi jesteśmy ludźmi, z kim jest nam bliżej i po drodze. Znam w branży wielu mężczyzn i wiele kobiet, którzy są świetnymi prezesami, managerami i fachowcami, więc płeć nie ma w mojej opinii większego znaczenia.

Mówi Pani o wieloletnim doświadczeniu, ale co było najtrudniejsze w momencie, kiedy obejmowała Pani funkcję prezesa Wodociągów Kędzierzyńskich?

Zanim przeszłam do wodociągów, kierowałam zespołami osób, lecz nie na taką skalę jak obecnie. Nie zajmowałam się jednak zarządzaniem przedsiębiorstwem sensu stricto. Musiałam się tego szybko nauczyć. Zaczęłam pracę w spółce w dość trudnym momencie, bo akurat na koniec realizacji projektu inwestycyjnego o wartości ponad 45 mln euro, finansowanego ze środków jeszcze sprzed przystąpienia Polski do UE. W 2010 r. miasto Kędzierzyn-Koźle nawiedziła powódź. Spółka poniosła ogromne straty majątkowe, pod wodą znalazł się budynek administracyjny i oczyszczalnia ścieków, która była w zaawansowanym procesie inwestycyjnym w ramach tego projektu. To spowodowało, że czasowo i kosztowo terminy zakończenia zadania musiały zostać przesunięte. Na szczęście udało się wszystko sfinalizować, nie przekraczając terminów i budżetu, ale był to dla mnie i dla zespołu realizującego projekt okres pracy w dużym stresie i pod presją czasu. Jednocześnie zamykaliśmy tematy szkód popowodziowych.

Jakim szefem jest prezes Barbara Ermisch-Lipniacka w codziennym zarządzaniu spółką? I jakie cechy szczególnie ceni Pani u współpracowników?

To chyba najtrudniejsze pytanie, bo najtrudniej jest oceniać siebie. Jestem przede wszystkim partnerem, słucham, co inni mają do powiedzenia, czerpię z ich doświadczenia i wiedzy. Tak naprawdę nikt z nas nie jest alfą i omegą i nie zna się na wszystkim. Swoich współpracowników traktuję jak partnerów. Lubię i cenię pracę zespołową, każdy ma coś ważnego do wniesienia do firmy, razem ją tworzymy, więc przede wszystkim słucham. Moi pracownicy mają dużą wiedzę i doświadczenie, a przede wszystkim potrafią to umiejętnie wykorzystać w zależności od potrzeby i wyznaczonego kierunku działania. Ostatecznie decyzję muszę podjąć sama, ale zawsze po przeanalizowaniu różnych rozwiązań. Bardzo chciałabym być sprawiedliwa w ocenie pracowników. Pewnie nie zawsze jestem tak odbierana, bo przecież nie zawsze jest łatwo i kolorowo. Jak każdy szef muszę się mierzyć z trudnymi sytuacjami. Czasem są to problemy osobiste, trzeba wysłuchać pracownika, więc empatia i cierpliwość muszą mi towarzyszyć na co dzień. Praca z ludźmi i czerpanie od nich dobrej energii są fajne. Staram się otaczać takimi osobami, które mają w sobie jej dużo i dzięki temu też mogę się od nich czegoś nauczyć. To takie wzajemne oddziaływanie.

Mówi się, że w Kędzierzynie-Koźlu macie bardzo dobrą wodę. To zasługa trzecio- i czwartorzędowych zasobów wód podziemnych subniecki kędzierzyńsko-głubczyckiej?

W Kędzierzynie-Koźlu cieszymy się wodą wysokiej jakości, którą można pić prosto z kranu. Miasto położone jest na głównym zbiorniku wody podziemnej, w subniecce kędzierzyńsko-głubczyckiej GZWP 332, dzięki czemu mieszkańcom nie grozi deficyt wody. Walory zarówno zdrowotne, jak i smakowe kędzierzyńsko-kozielskiej wody gwarantuje źródło jej pochodzenia, a mianowicie zasoby obszarów wodonośnych trzecio- i czwartorzędowych, wydobywanych ze studni głębinowych o głębokości ok. 100 m, znajdujących się na terenie naszego miasta. Wody te zawieraj...