Rozszerzona odpowiedzialność producenta (ROP) pojawiła się w debacie wielu lat temu – jako implementacja wymagań zawartych w art. 8a ramowej dyrektywy o odpadach UE. Termin na jej wdrożenie dawno już minął, a w polskim prawodawstwie w tym kierunku niewiele się wydarzyło; a właściwie nic.

W Polsce było już kilka podejść do wprowadzenia mechanizmu ROP (najnowszym jest projekt ustawy o opakowaniach i odpadach opakowaniowych oznaczony numerem UC100), ale kończyły się one na dywagacjach i projektach, które nie przekładały się na stanowione prawo. To duża strata, szczególnie w obliczu zapisów dyrektywy, która obejmuje nie tylko opakowania, ale też produkty. Tymczasem nowy polski projekt ustawy ograniczył się wyłącznie do opakowań. Co więcej, w międzyczasie wprowadziliśmy system kaucyjny, o którym część środowiska mówi, że jest on formą mechanizmu ROP. To kuriozalna interpretacja.

ROP, na który nadal czekamy, jest kluczowym mechanizmem mającym spełniać kilka ważnych funkcji.

Po co nam ROP?

Przede wszystkim system powinien mobilizować producentów do wytwarzania przyjaznych dla środowiska opakowań i produktów, które po okresie użytkowania stają się odpadami. Ma to z założenia wymusić na nich zmianę konstrukcji opakowań tak, aby zamykać obieg materii w gospodarce – zgodnie z zasadami GOZ-u.

Drugim mechanizmem (także bardzo ważnym, bo motywującym producentów do podjęcia tych działań) jest pokrywanie przez nich kosztów zagospodarowania odpadów w kwocie netto, czyli pomniejszonych o przychody ze sprzedaży surowców wtórnych.

Ważnym elementem ROP-u jest też mechanizm finansowy, który powinien pokrywać koszty zagospodarowania odpadów wprowadzanych na rynek, obniżając tym samym koszty, jakie ponoszą mieszkańcy na utrzymanie gminnych systemów. Dzięki analogicznym reformom w innych krajach udało się skierować znaczne ilości pieniędzy do samorządów, co pozwoliło na stabilizację lub nawet obniżenie kosztów ponoszonych przez ich mieszkańców. Warto dodać, że system ROP zdążyły już wprowadzić wszystkie kraje Unii Europejskiej – poza Polską. Dopiero później część z nich, mając w dyspozycji środki z tego mechanizmu, wdrożyła system kaucyjny.

Gospodarka odpadami na opak

W Polsce postąpiliśmy odwrotnie – najpierw wdrażając kosztowny system kaucyjny, a dopiero później wznawiając intensywne legislacyjne prace nad mechanizmem ROP, który powinien zapewnić finansowanie gospodarki odpadami. Efektem tego jest pozbawienie systemów gminnych dwóch najcenniejszych strumieni odpadów, jakimi są butelki PET (o cenach sprzedaży ok. 2000 zł/Mg) i puszki aluminiowe (ok. 9000 zł/Mg), co przekłada się bezpośrednio na wzrost kosztów zagospodarowania odpadów komunalnych oraz – w konsekwencji – konieczność podniesienia opłat dla mieszkańców.

Pojawiają się tu i ówdzie teorie, że zmniejszając zawartość tzw. żółtego worka, system gminny zaoszczędzi na jego zagospodarowaniu, jednak nie znajduje to pokrycia w faktach. Cały strumień odpadów objętych systemem kaucyjnym to około 2,5% masy wytwarzanych odpadów, a utrata przychodów przez instalacje komunalne sięga 50% przychodów ze sprzedaży surowców wtórnych (takie dane uzyskaliśmy, bazując na informacjach przekazanych przez instalacje komunalne w ramach ankietyzacji Rady RIPOK, porównując pierwsze półrocze 2026 r. z pierwszym półroczem 2025 r.).

Mechanizm ROP – wdrażany długofalowo i strategicznie – powinien motywować instalacje komunalne do inwestowania w nowoczesne technologie, tak aby usprawniać ich działanie, a w efekcie stabilizować koszty ponoszone przez mieszkańców w ramach systemów gminnych.

Wyboista droga

Na razie projekt ustawy wprowadzającej ROP napotyka na opór wielu środowisk. Często argumentują one chociażby, że mieszkańcy i konsumenci to te same osoby – a przecież istotą ROP-u jest właśnie to, by sprawić, żeby za zagospodarowanie odpadów płacili nie wszyscy po równo, ale ci, który wybierają nieekologiczne opakowania w sklepach. Taki argument jest zatem manipulacją.

Mieszkańcy ponoszą opłatę za gospodarowanie odpadami w ryczałtowej kwocie, natomiast konsument ma swobodę wyboru – może wybierać produkty pozwalające mu obniżać koszty gospodarki odpadami. Przykładem jest tutaj zakup produktów w małych opakowaniach, które są wygodniejsze, ale generują znacznie więcej odpadów w porównaniu z produktami kupowanymi w większych ilościach, na przykład „na wagę”.

Kluczowym tematem dyskusji w ostatnich miesiącach stał się również problem podmiotu, który ma zbierać opłaty od producentów, a następnie kierować je do samorządów i firm zajmujących się gospodarką odpadami. W projekcie ustawy UC100 jest to Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, co budzi sprzeciw podmiotów wprowadzających opakowania na rynek. Ich zdaniem podmiot ten powinien być organizowany i prowadzony przez samych wprowadzających. Budzi to z kolei duże wątpliwości innych interesariuszy rynku, ponieważ trudno zaakceptować stan, że ten sam podmiot może zbierać opłaty, dystrybuować dopłaty i jednocześnie być sędzią we własnej sprawie. Tym bardziej że mówimy tu o paru miliardach złotych rocznie.

Potrzebujemy UC100

Projekt UC100, wprowadzający m.in. ROP, znajduje się obecnie na etapie prac rządowych. W pracach rządu pojawiają się na ten temat zróżnicowane stanowiska poszczególnych resortów. Śledząc proces legislacyjny i perypetie na etapie konsultacji społecznych oraz opracowywania kolejnych wersji projektu, można niestety mieć obawy, czy w obecnej kadencji Sejmu projekt ten zostanie uchwalony i podpisany przez prezydenta. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że proces legislacyjny nabierze tempa, a wprowadzający poniosą koszty (precyzyjnie określone w dyrektywie), które powinni ponosić od trzech lat. Powinni też podjąć działania mające służyć ochronie środowiska.

Uchwalenie ROP-u pozwoli instalacjom komunalnym długofalowo planować inwestycje, aby spełniać rosnące wymagania w sektorze ochrony środowiska.

Piotr Szewczyk

Rada RIPOK Związek Pracodawców