Nietrudno dostrzec wartość w czymś wiekowym i trwałym, uświęconym powszechnym poważaniem i podziwem. Czas i nanoszona przez jego fale patyna dodają ceny pojedynczym egzemplarzom, skupiają zabytki w zbiory, porządkują je w kolekcje. Podobnie traktowane są pomniki przyrody ożywionej. 
Dąb Bartek choć zamierający, w zbiorowej świadomości wciąż jest punktem odniesienia i być może jedynym pomnikiem przyrody, jaki znają ankietowani Familiady. Cis Henryk może zachwycać samym wiekiem bo innych walorów trudno się u niego dopatrzeć. Aleje lipowe powodują uniesienia zbliżone do tych duchowych, gdy przechodzień na dystansie swojego spaceru co kilka metrów mija kolejne stuletnie drzewo. Ale czy tylko wiekowe rośliny zasługują na szacunek?

Pionierzy i traperzy

Gdy w pierwszej połowie lat 70. ubiegłego wieku system Szczecin 70 ugruntował swoją pozycję, budownictwo z „wielkiej płyty” nabrało tempa. Z wpłaconym wkładem spółdzielczym i odczekanymi w kolejce latami miliony młodych zaczęło wprowadzać się do swojego M. Tekturowe drzwi, podłogowe płytki z PVC, żeliwne kaloryfery i ciepła woda z sieci wodociągowej wyznaczały nowy poziom życia. Widok zaokienny był z oczywistych względów na dalszym planie, tak dosłownie, jak w przenośni, mało kogo zajmował. Dopiero z innej perspektywy, perspektywy czasu, widać jak niepowtarzalna była skala zjawisk w obszarze architektury krajobrazu. Osiedla Grunwald, Kozanów, Widzew Wschód, Ursynów, Przymorze i dziesiątki innych wyrastały w iście szybkościowym tempie, tworząc przestrzeń mieszkaniową i usługową o rzadkiej strukturze. Odrzucona tkanka miejska ulegała trendowi komponowania przestrzeni z obiektów wolnostojących. Paradoksalnie pełna powietrza przestrzeń utkana gęsto młodymi drzewami i krzewami wymagała czasu, by zapełnić się zielenią. W swoim poemacie Bal w operze Julian Tuwim pisał: „Ludzie już mieszkają. W nieotynkowanym”. Obserwator rzeczywistości początku lat 70. napisałby: „Ludzie już mieszkają. W niezazielenionym”. Bo brakowało również trawników. Zdarzało się, że nawet chodników, a mieszkańcy-pionierzy przedzierali się przez błoto jak zdobywcy dzikich stepów po wiosennych roztopach. Rzeczywistość postawiła przed biurami projektowymi nowe wyzwanie. Skupiska drzew jak za dotknięciem czarodziejskiej ekierki z drzewostanów leśnych stawały się zadrzewieniami podmiejskimi. Zdarzało się przy tym, że poza nową rolą nie nabierały ani nowego kształtu, ani struktury zadrzewienia. Ale nie wystarczało to do zdrowego funkcjonowania mieszkańców osiedla. Dostrzeżono szansę na nową rolę zadrzewień na obszarach wiejskich – śródpolnych grusz, topól i całych sadów.

Świadkowie historii

Podczas tych rewolucyjnych zmian kulturowych krajobraz rolniczy znikał, ustępując miejsca rozlewającym się miastom. Oczywiście zjawisko to nie było całkiem nowe, postępowało już od kilku pokoleń, równolegle z rewolucją przemysłową, i doczekało się licznych opracowań naukowych. Jednak w takim tempie i takiej skali jak „za późnego Gomółki” czy „wczesnego Gierka” nie było dotychczas znane. Mias...