Jeśli mówimy o ochronie ludności, musimy mówić o wodzie. Nowe przepisy pokazują kierunek zmian, ale wciąż nie rozwiązują kluczowego problemu: braku operacyjnego włączenia sektora wod-kan do systemu bezpieczeństwa państwa.
MP3Posłuchaj tego artykułu
Wykup subskrypcję, aby odsłuchać artykuł w formacie audio.
Kiedy rozmawiamy dziś w Polsce o ochronie ludności i obronie cywilnej, najczęściej widzimy schrony, syreny alarmowe, magazyny kryzysowe, sprzęt dla służb, łączność, ewakuację i odporność infrastruktury. To wszystko jest potrzebne. Problem w tym, że w tej układance wciąż za rzadko pada słowo najważniejsze: woda. A przecież bez wody nie działa nic: ani szpital, ani punkt schronienia, ani kuchnia polowa, ani straż pożarna, ani podstawowa higiena mieszkańców. Można kupić hełmy, kamizelki, pługi śnieżne i agregaty, ale jeśli zabraknie stabilnych dostaw wody oraz zdolności do odbioru i oczyszczania ścieków, to system ochrony ludności przestaje funkcjonować.
Gdzie jest moc, a gdzie luki?
Ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej z 5 grudnia 2024 r. już dziś nakłada na wójta, burmistrza, prezydenta miasta, starostę i wojewodę obowiązek zapewnienia zasobów niezbędnych do wykonywania przez co najmniej trzy dni zadań ochrony ludności, w tym w zakresie zapewnienia dostępu do wody i żywności. To ważny zapis. Ale sam obowiązek po stronie administracji jeszcze nie oznacza, że państwo zbudowało realny, operacyjny i finansowany system oparty na rzeczywistych możliwościach branży wod-kan.
Pierwszy okres funkcjonowania wspomnianej wyżej ustawy pokazał, gdzie system jest mocny, a gdzie nadal ma luki. Dlatego 27 marca 2026 r. Sejm uchwalił dużą nowelizację ustawy o ochronie ludności i obronie cywilnej oraz niektórych innych ustaw. Z senackiej opinii do tej us...
Wykup dostęp do płatnych treści Portalu Komunalnego!
Chcesz mieć dostęp do materiałów Portalu Komunalnego Plus?