Czy Polska gospodarka odpadami jest przygotowana na sytuacje kryzysowe?
Śledząc doniesienia medialne, można odnieść wrażenie, że w gospodarce odpadami głównymi problemami są zakrętki przytwierdzone do butelek i rosnące z każdym stopniem Celsjusza kolejki do zwrotu opakowań objętych kaucją, a także „małpki” w aspekcie socjologicznym, oceanicznym i morskim. Mało kto widzi realne problemy, jakie stoją przed sektorem gospodarki odpadami.
Jednym z nich jest totalne nieprzygotowanie na jakiekolwiek incydenty i zagrożenia. Pierwszą lekcję dostaliśmy nie tak dawno podczas powodzi w południowo zachodniej Polsce. Wtedy okazało się, że król jest nagi. Nie mamy ani możliwości technicznych, ani ram prawnych do zastosowania w takich sytuacjach. Odpady popowodziowe powinny podlegać zupełnie innym regułom postępowania niż odpady komunalne. Odpady po powodzi to zmielone, zmieszane wszelkiego rodzaju materie o różnorodnej strukturze, zawierające dużo elementów niebezpiecznych, takich jak odpady ropopochodne, zwłoki zwierząt, zawartości oczyszczalni, cmentarze i wiele innych, trudnych do określenia składników. Wszystko to, wymieszane i przesiąknięte wodą, nie daje żadnej możliwości innej niż czasowe zabezpieczenie, następnie skierowanie do składowania. I tutaj pojawia się główny problem. Aby odpady móc składować w cywilizowanych warunkach, zgodnych z prawem, należy posiadać pojemność składowiska i stosowne decyzje administracyjne, pozwalające przyjmować określone rodzaje odpadów w określonych ponadstandardowych ilościach. Takich regulacji prawnych nie ma. Składowiska od lat są elementem niemile widzianym, wstydliwym i w zasadzie, w oczach wielu osób mieniących się ekologami, nie powinny w ogóle istnieć. Proponuję takim osobom wybrać się na tereny popowodziowe i próbować realizować recykling takich odpadów.
Brak odpowiednich ram prawnych
Drugą lekcją tylko w trochę inne wydaniu i innych okolicznościach był pożar sortowni w Elblągu. Dzięki zaangażowaniu wszystkich stron, w tym sąsiednich (i nie tylko) zakładów gospodarujących odpadami komunalnymi oraz urzędników i polityków, uniknięto lokalnej katastrofy ekologicznej. W tym przypadku także wychodzi brak ram prawnych do postępowania w takich sytuacjach. Chcąc przywrócić choćby w ograniczonym zakresie możliwość przetwarzania odpadów, na przykład na instalacji mobilnej, należałoby przejść całą procedurę uzyskiwania decyzji administracyjnych – od decyzji środowiskowej po pozwolenie na budowę. Proces taki trwa zazwyczaj kilka lat. Możliwość przekierowania strumieni odpadów do innych instalacji także wymaga stosownych decyzji administracyjnych na zbieranie i przeładunek odpadów w określonych, nadzwyczajnych ilościach i dla całej gamy kodów odpadów.
Czy dalej będziemy chować głowę w piasek, by udawać, że nie ma problemu? Czy nie pora, by w tak niepewnych czasach, w jakich obecnie się znajdujemy, podjąć stosowne działania i, zamiast ekscytować się milionami zwróconych butelek, zająć się realnymi problemami środowiska tu i teraz? Pora na wprowadzenie do prawa działań w sytuacjach nadzwyczajnych, jakimi są awarie na większą skalę, klęski żywiołowe lub pożary uniemożliwiające pracę instalacji. W amoku pogoni za mafią śmieciową w oficjalnie działających instalacjach doszliśmy do punktu, gdzie te prawidłowo działające instalacje nie posiadają żadnej realnej możliwości reagowania na sytuacje nadzwyczajne i kryzysowe.
Zobaczyć podstawowy problem
Każdy z nas pamięta czasy covida, kiedy to wojewoda mógł wyrazić zgodę na składowanie odpadów zakażonych bez ich przetwarzania. Jednak żaden z nich z tej możliwości nie skorzystał. Dlaczego tak się działo, trudno powiedzieć. Tego typu sytuacje wystąpiły niemal w każdym województwie. Pora, abyśmy się obudzili i zobaczyli, że plastikowa butelka na chodniku czy małpka stojąca na murku to nie jest podstawowy problem gospodarki odpadami, rozumianej jako dział gospodarki, który ma zapewnić bezpieczeństwo sanitarne mieszkańców także w sytuacjach kryzysowych i nadzwyczajnych. W ostatnich 5 latach, w czasie trwania wojny, na Ukrainie wybudowano kilkanaście instalacji fermentacji produkujących biometan i biogaz jako lokalne, niezależne i odnawialne źródła energii. W Polsce w tym czasie nie zrobiono niemal nic w tym kierunku, a ustawa o biometanie, sklejona medialnie z wiatrakami, po uchwaleniu poszła do kosza w ramach walki politycznej. Odpady nie lubią polityki, jednak, jak uczy życie, na odpadach wyrasta polityka jak na najlepszym kompoście. Od lat powtarzamy, że przy stanowieniu prawa należy słuchać fachowców, znawców problemu i naukowców. Niestety, to podejście w Polsce się nie przyjęło, co widać najlepiej w podejściu do uwzględniania uwag wnoszonych w trakcie konsultacji społecznych przez branżowe organizacje samorządowe. Mądry Polak po szkodzie czy raczej niekoniecznie?
Piotr Szewczyk
Rada RIPOK Związek Pracodawców