Problem z Budżetami Obywatelskimi jest jeden! Często słyszałem na spotkaniach działaczy i aktywistów miejskich, w kuluarach różnych spotkań, odbywających się jak Polska długa i szeroka: Z roku na rok coraz bardziej są nieobywatelskie! A szkolne, parkingowe, chodnikowe i łatające dziury w budżetach spółdzielni mieszkaniowych. 

Wygrywają molochy, które na różne sposoby, starają się zdobywać jak największą liczbę głosów. A to wrzucając karty do głosowania z zaznaczonymi projektami mieszkańcom do skrzynek pocztowych, a to podsuwając rodzicom w szkołach – bo dzieci muszą mieć fajne koszulki i pomalowaną salę gimnastyczną. Budżety Obywatelskie (BO) z roku na rok się wypaczały, jak programy konsultacji społecznych realizowane przez niejeden samorząd w naszym kraju, podczas prowadzenia projektów „rewitalizacji po polsku”!

Ale dobrze, skończę jedynie z krytyką. Trzeba również szczerze powiedzieć, że widoczny jest proces odwrotny od wspomnianego. Wielu urzędników zauważyło to, co się dzieje, a wielu działaczy i aktywistów miejskich w dyskusjach i na spotkaniach zgłosiło swoje uwagi do regulaminów. Minęło kilka edycji i coś się pozmieniało. W niektórych przypadkach udało się np. podzielić projekty na małe i duże tak, aby właśnie te nieduże wspólnoty obywatelskie miały szanse ucieszyć się z tego, że wygrały. Ale jednak nader często, nawet w tych dobrych przypadkach, projekty związane z przestrzenią, nadal ograniczają się do betonu – najważniejszego kamienia w naszym życiu. 

Aktywizacja niech pójdzie krok dalej

Budżety Obywatelskie to wspaniałe doświadczenie i lekcja dla wszystkich, czym może być społeczeństwo obywatelskie. Jak możemy wspólnie realizować projekty, aktywizować się i tworzyć grupy interesariuszy. Czas jednak ruszyć trochę dalej z aktywizacją. Realizować takie projekty, dzięki którym poczujemy, że jesteśmy gospodarzami u siebie. Może warto, patrząc na tę Polskę, pomyśleć: jestem za ten kraj odpowiedzialny, za jego przestrzeń, dobry wygląd i może oddam mu trochę więcej swojego czasu i energii, bo będzie mi i moim bliskim działo się lepiej. I może czasem po prostu uśmiechnę się do sąsiada, z którym byłem na konsultacjach czy głosowałem na ten sam zielony projekt i nawet zaczęliśmy tworzyć koalicję w pracy nad dostosowaniem naszego osiedla do zmian klimatu. To właśnie do tego, oprócz efektu w postaci zrealizowanych zwycięskich projektów, służą BO. 

Tyle tytułem wstępu. A teraz jeszcze jedna sprawa, po której dotrę do sedna tekstu. Nam, architektom krajobrazu czy innym osobom zawodowo pracującym z przestrzenią, wydaje się, że wszyscy dookoła mają wiedzę o przestrzeni podobną jak my. Nie mówię o nazwach drzew czy krzewów, tylko o świadomości korzystania z tej przestrzeni, o możliwościach, jakie ona daje. O sposobach jej animacji czy aktywizacji czynnej i biernej. Każdy wie, jak z niej korzystać, to takie proste! Otóż nic bardziej mylnego. Wystarczy spojrzeć na projekty zgłoszonych do BO projektów dotyczących przestrzeni. Ten wachlarz możliwości tworzenia nowej jakości jest ograniczony, nawet bardzo ograniczony i często kończy się na przykładowej „siłowni na świeżym powietrzu” i kilku „krzakach”. Wiele projektów siłowni na świeżym powietrzu to wyniki jednego programu. Sic! Bo była moda, bo lobby zadziałało. Nie wiem, czy Państwo pamiętają ten moment w naszym rozwoju przestrzeni. Przez kraj przeszła fala stawiania wszędzie, gdzie się da siłowni. Dzielnicowi radni, aktywiści miejscy, przedstawiciele rad miasta i wiele innych osób zgłaszało, otrzymywało środki, a potem dochodziło do realizacji tych obiektów. Mamy teraz bardzo dużą liczbę siłowni na świeżym powietrzu na metr kwadratowy kraju. Więc od tego czasu jesteśmy zdrowi, silni i wysportowani, aktywni itd.

Chyba nie do końca jednak, nie do końca! Na mojej twarzy często rysuje się taki trochę smutny uśmiech, jak widzę, jadąc przez różne miejscowości, te puste, metalowe „szkaradki”, z których chyba ostatnio skorzystano przy przecinaniu wstęgi. A ten smutny uśmiech schodzi z twarzy, kiedy widzę grupę młodzieńców z papierosami i piwem obsiadających te obiekty jak szpaki czereśnię. Więc na dzisiaj mamy klęskę w tym temacie. Zrealizowano szereg aktywizujących przestrzeni, ze zgłoszeń, które były ograniczone świadomością twórców i nie weszły w faktyczny proces rekreacji czynnej, bo nie potrafimy i nie chcemy z nich korzystać. Traktujmy to jako przykład projektów, które są powtarzalne i pokazują, z jakim problemem w ramach zgłoszeń do budżetów możemy się mierzyć. Siłownie, wybiegi dla psów, chodniki, parkingi i jeszcze kilka innych pomysłów na stałe wtopiło się w nasze BO, dając do myślenia niektórym, co tu zrobić, żeby ten wachlarz rozszerzyć, podnieść jakość wniosków i przestrzeni, a dodatkowo nie zrazić wnioskodawców, bo są bardzo cenni w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego. 

Podsumowując, z jednej strony musimy radzić sobie z problemami tworzenia z BO zapchajdziury budżetów instytucji czy spółdzielni, a z drugiej podnoszenia jakości i zdywersyfikowania projektów do prawidłowego funkcjonowania i estetyzowania przestrzeni. Co powinniśmy robić? Jak działać?

Posłużę się przykładem z własnego podwórka. Przeprowadzę Państwa po subiektywnej obserwacji tego, z ...