Około 50 osób demonstrowało w piątek 25 września przed Wielkopolskim Urzędem Wojewódzkim w Poznaniu, domagając się od wojewody powołania sztabu kryzysowego ws. wysychania Pojezierza Gnieźnieńskiego.

W popołudniowej pikiecie organizacji ekologicznej Zielona Fala i poznańskiej sekcji Federacji Anarchistycznej wzięli udział uczestnicy Młodzieżowego Strajku Klimatycznego oraz przedstawiciele lokalnych stowarzyszeń. Uczestnicy demonstracji mieli ze sobą transparenty z hasłami: “Chcemy wody nie pustyni” oraz “Wody, słońca i żywności węglem nie zastąpisz”. Zebrani skandowali m.in. „Najpierw woda, później zyski”.

Pikietujący podkreślili, że sytuacja hydrologiczna na terenie Pojezierza Gnieźnieńskiego staje się coraz bardziej dramatyczna, a poziom wody w zbiornikach wodnych na tym obszarze drastycznie spada. Wskazali, że lustro wody w Jeziorze Wilczyńskim obniżyło się o 6 m, a podobny problem dotyczy m.in. jezior: Kownackiego, Suszewskiego, Ostrowskiego i Niedzięgiel. Według demonstrujących odpowiedzialna za to jest głównie spółka Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin.

„Jesteśmy tutaj dlatego, że 9 września do wojewody wielkopolskiego zostało wysłane pismo z prośbą o powołanie sztabu kryzysowego ws. znikających jezior na terenie Pojezierza Gnieźnieńskiego. Do tej pory nie ma odpowiedzi na to pismo, dlatego przyszliśmy tutaj przed Urząd Wojewódzki, aby domagać się od wojewody tego, aby zachował się tak stanowczo, jak zachował się w czasie protestów na terenie kopalń należących do spółki Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin” – powiedział jeden z przemawiających.

Zaznaczył, że w czasie protestów ekologów wojewoda powołał sztab kryzysowy, a do pilnowania porządku ściągnięto znaczne siły policyjne w tym śmigłowiec. „Wtedy nie miał problemu, natomiast jeżeli chodzi o ratowanie jezior, ratowanie przyszłości dla regionu (…) takiej woli wojewody wielkopolskiego na ten moment nie ma” – dodał protestujący.

Według pikietujących należy natychmiast powołać sztab ekspertów i zebrać odpowiednie kwoty, bo za kilka lat „zamiast o Pojezierzu Gnieźnieńskim będziemy mówili o pustyni gnieźnieńskiej”.

Prezes Stowarzyszenia Ekologicznego Eko-Przyjezierze Józef Drzazgowski zaznaczył, że za stan wód we wschodniej Wielkopolsce odpowiada ZE PAK. „Wcześniej to były różne nazwy, ale zawsze to było to samo – węgiel i elektrownie. Barbarzyństwo dla środowiska i człowieka” – podkreślił.

Zwracając się do wojewody wielkopolskiego ocenił, że piątkowa pikieta była zabezpieczona przez znaczne siły policji. „Gdzie pan jest panie wojewodo? Pan jest przedstawicielem rządu w terenie. (…) Gdzie są pana instytucje odpowiedzialne za środowisko? Gdzie jest RDOŚ, GDOŚ, WIOŚ? Nie widzicie jaka woda płynie do Gopła, koloru brunatnej brei. Nie widzicie, że wysychają jeziora i rzeki – przyjedźcie, zobaczcie!” – podkreślał.

Zażądał natychmiastowych rozmów z mieszkańcami regionu, którzy jak zastrzegł nie będą “wchodzić na koparki, jeśli będziecie z nimi rozmawiać”. „Przedstawicie im plan naprawy tego, co zepsuliście przez 75 lat. 75 lat dewastacji środowiska na Pojezierzu Gnieźnieńskim. 75 lat korzystania, a teraz przyszedł czas zapłaty. Musicie zapłacić. To rząd Polski musi naprawić to, co zniszczono przez tyle lat” – zaznaczył.

„Powołany jest już zespół naukowy, powstała sejmowa komisja do ratowania Pojezierza Gnieźnieńskiego. Brakuje nam tu przedstawiciela rządu. I pana obowiązkiem jest być w tym zespole” – zwracał się do wojewody żądając powołania sztabu kryzysowego.

Tomasz Stube z Wielkopolskiego Urzędu Wojewódzkiego powiedział w piątek PAP, że wojewoda nie może powołać sztabu kryzysowego ws. sytuacji na Pojezierzu Gnieźnieńskim, ponieważ jego degradacja nie jest zdarzeniem nagłym, a sytuacja w tym rejonie leży w kompetencjach m.in. Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.

Czytaj więcej

Skomentuj