Czy miasta mogą stać się ostoją bioróżnorodności? Tom Wild – ekolog krajobrazu z Uniwersytetu w Sheffield, specjalista od NbS – przekonuje, że tak. W rozmowie z dr. Noelem Kingsburym opowiada o tym, dlaczego zaniedbane tereny poprzemysłowe bywają bogatsze przyrodniczo niż pola uprawne, jaką rolę odgrywają mokradła i rzeki w adaptacji do zmian klimatu oraz dlaczego drzewa w prywatnych ogrodach mogą być ważniejsze dla miast, niż nam się wydaje.
Planowana nowelizacja ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (u.c.p.g.) ma usprawnić funkcjonowanie systemu gospodarowania odpadami komunalnymi. Czy założenia resortu rzeczywiście nam to gwarantują?
Strefy dzikiej przyrody, łąki kwietne i ciągi ekologiczne to dziś nie trend, lecz mądra inwestycja w przyszłość miast. W dobie zmian klimatu i kryzysu bioróżnorodności nie można postrzegać przestrzeni biocenotycznych jedynie jako dekoracji wymagającej kosztownej pielęgnacji. Takie tereny pełnią kluczowe funkcje – zatrzymują wodę, obniżają temperaturę powietrza, tworzą siedliska dla zapylaczy i ptaków, a jednocześnie są mniej wymagające w utrzymaniu niż tradycyjne rabaty czy trawniki.
Polska wdraża unijne regulacje dotyczące zużytych baterii. Nowe prawo ma m.in. rozszerzyć ROP, wprowadzić cyfrowy paszport baterii, a w konsekwencji przyczynić się do wzrostu poziomów zbiórki. Czy tak się stanie?
Dawne wiatraki, z drewnianymi skrzydłami skrzypiącymi na wietrze, były nie tylko narzędziem pracy, lecz także ozdobą pejzażu – wpisane w rytm wsi, malownicze i pełne uroku. Dziś ich miejsce zajmują nowoczesne turbiny wiatrowe, a skutki tej zmiany wykraczają daleko poza estetykę. Turbiny mają wpływ nawet na… pogodę.











