Pandemia koronawirusa uderzyła ekonomicznie niemal we wszystkie branże. Nie inaczej sprawa ma się z przedsiębiorstwami wodociągowo-kanalizacyjnymi. Ich problemy są jednak szczególne, bo wiążą się także z kadrą, nawet w normalnych warunkach, ograniczoną do minimum.

Jak sobie radzą? Czego się obawiają i czego oczekują przedstawiciele branży wod-kan? Na te pytania odpowiada Tomasz Frąckowiak, prezes Stowarzyszenia „Lubuskie Forum Wodociągowe” oraz prezes Przedsiębiorstwa Obsługi Mienia Komunalnego „Pomak” w Czerwieńsku.

Przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjne wykonują zadania, które zmuszają je, by nie przerywać pracy. Dostawa wody i odprowadzanie ścieków muszą przebiegać w sposób niezakłócony. Epidemia koronawirusa sprawiła, że z dnia na dzień wodociągowcy zostali postawieni w sytuacji, której w ogóle się nie spodziewali.

Instalacje także odczuwają załamanie rynku recyklingu

Skutki ekonomiczne przyjdą z czasem

– Prawda jest taka, że jeszcze nie odczuwamy tak mocno skutków ekonomicznych, ale spodziewamy, że te skutki nas dotkną – przewiduje Tomasz Frąckowiak. Jak mówi, wiąże się to z nieregularnymi płatnościami dokonywanymi przez odbiorców usług lub nawet ich brakiem. – Wielu z naszych klientów, co daje się zauważyć, opłaty za dostawę wody i odprowadzanie ścieków zostawia na sam koniec. Przed nami jest gaz i energia – mówi.

Ułatwieniem miały być rozwiązania zaproponowane przez rząd w tzw. tarczy antykryzysowej. Jak jednak zauważa Frąckowiak, jej mechanizmy objęły przede wszystkim mikroprzedsiębiorstwa, jednoosobowe działalności gospodarcze i inne przedsiębiorstwa prywatne prowadzących działalność gospodarczą.

– Spółki prawa handlowego znajdują się w innej grupie – przekonuje prezes. – Mówi się o nas, że jesteśmy duzi, bo mamy za sobą kapitał samorządowy, ale z drugiej strony mamy bardzo mocno ograniczone zespoły kadrowe, bo ich zwiększenie wpływałoby na cenę wody i odprowadzania ścieków – dodaje. I mówi wprost: spoglądając na obecną tzw. tarczę antykryzysową, przedsiębiorstwa komunalne z tego wsparcia skorzystać nie mogą.

Koronawirus u pracownika spółki wodociągowej z Bielska-Białej

Tarcza zakłada m.in. zwolnienia z ZUS-u, możliwości zaciągania zobowiązań kredytowych. – Ale to są mechanizmy, które na dzień dzisiejszy przedsiębiorstwom wodociągowym niewiele pomagają – stwierdza Frąckowiak.

Przedstawiciele przedsiębiorstw wod-kan zwracają, że „egzekutorem” finansowym pozostają dla nich Państwowe Gospodarstwo Wodne „Wody Polskie”, które pobiera opłaty ponoszone za wydobycie wody. I te opłaty nie uległy zmianie. Jak uważa Frąckowiak, tarcza antykryzysowa powinna to uwzględnić.

Drogie zabezpieczenie pracowników

Spore koszty dotyczą także zakupu środków ochrony osobistej – maseczek, kombinezonów czy środków do dezynfekcji.

– Każde przedsiębiorstwo ma obowiązek ochronić pracowników przez zakażeniem. Ale związane z tym koszty mogłyby być znacznie niższe, gdybyśmy zostali wcześniej zauważeni jako przedsiębiorstwa strategiczne – stwierdza Tomasz Frąckowiak.

Obecnie wodociągi kupują je po cenach rynkowych. – W związku z tym, że zajmujemy się osłoną infrastruktury krytycznej, taki dostęp do tanich środków powinien być zapewniony przez rządowe agencje lub też hurtownie, na które wpływ ma „centrala” – uważa. Taki stan rzeczy jest szczególnie trudny dla małych i średnich przedsiębiorstw wod-kan.

Pracownik „pożyczony”

Małe i średnie przedsiębiorstwa wod-kan mocno odczuwają również braki kadrowe. Objęcie kwarantanną choćby jednego pracownika, wiąże się z ryzykiem zawieszenia działania całej spółki. – Jeden przypadek wirusa w przedsiębiorstwie zamyka całe przedsiębiorstwo – zauważa Tomasz Frąckowiak. – W wielu przypadkach są to bowiem zespoły jedno- dwuosobowe, pracujące na jedną zmianę.

Dlatego prezesi przedsiębiorstw w województwie lubuskim ustalili, że jeśli taka sytuacja jednak by wystąpiła, wówczas „pożyczą” sobie pracowników. – Chodzi o tych, którzy znają się na obsłudze urządzeń technicznych – wyjaśnia Frąckowiak. – Taką metodę stosują szpitale – dodaje.

Czytaj więcej

Skomentuj