W Poznaniu istnieją trzy punkty selektywnego zbierania odpadów komunalnych, nazywane gratowiskami – przy ul. 28 czerwca 1956 r., ul. Wrzesińskiej oraz na składowisku w Suchym Lesie. O ich funkcjonowaniu i przyszłości rozmawiamy z Krzysztofem Krauze, prezesem Zakładu Zagospodarowania Odpadów w Poznaniu.

Krzysztof Krauze, prezes Zakładu Zagospodarowania Odpadów w Poznaniu
Krzysztof Krauze, prezes Zakładu Zagospodarowania Odpadów w Poznaniu

W 2001r. wprowadzili Państwo pierwszy poznański system selektywnej zbiórki odpadów.

Zgadza się, ale dotyczył on wtedy wyłącznie opakowań. Był on kompatybilny z systemem powiatu poznańskiego wprowadzonym w 2000 r., w ramach którego zakupiono dla gmin 400 gniazd, czyli 1600 pojemników. Natomiast w 2005 r. ruszył gratowóz. Zbierał sprzęt RTV, AGD oraz odpady niebezpieczne z gospodarstw, np. resztki farb, oleje, lekarstwa. Wzorowaliśmy się na Dublinie czy Wiedniu, gdzie wykorzystuje się specjalne samochody zbierające odpady problemowe. Ważny dla nas był 2008 r., kiedy otworzyliśmy pierwsze gratowisko przy ul. 28 czerwca 1956 r., czyli punkt gromadzenia odpadów problemowych PGOP. W ustawie nie było takiego obowiązku. Jednak w Krajowym Planie Gospodarki Odpadami znalazł się zapis, że gminy mają tworzyć gminne punkty zbierania odpadów niebezpiecznych GPZN. Kolejne gratowisko powstało w 2010 r. przy ul. Wrzesińskiej. Przedstawiciele miast Dramen z Norwegii, Assen z Holandii, którzy byli na otwarciu uznali, że ten punkt odpowiada standardom europejskim.

MTP 300 x 250

Skąd czerpaliście Państwo wiedzę potrzebną do stworzenia dobrze funkcjonujących tzw. gratowisk w Poznaniu?

Wiedzę czerpaliśmy z doświadczeń miast partnerskich – Hanoweru, Assen czy Darmman w Norwegii. Podczas wyjazdów studyjnych dowiadywaliśmy się, co i jak zbierać. Uczyliśmy się także tu, w Poznaniu, obserwując potrzeby mieszkańców. Przy budowie gratowiska przy ul. Wrzesińskiej zastosowaliśmy dodatkowe, lepsze rozwiązania, np. rampy, które podejrzeliśmy w związku działającym w powiecie Oder-Sprewa w Niemczech prowadzącym centra recyklingu.

Czym ten punkt wyróżnia się?

Przy ul. Wrzesińskiej oprócz pojemników zamontowano także zadaszenie oraz podwyższenie, dzięki czemu pojazdy wjeżdżają na górę, a mieszkańcy mogą z łatwością wrzucić do kontenerów odpowiednie odpady. Aby usprawnić ten proces, obniżyliśmy rampę. Zastosowane rozwiązania wymagały zainwestowania większej ilości środków. Koszt przedsięwzięcia wyniósł 4,1 mln zł.Miasto skorzystało z dofinansowania z WFOŚiGW. Na Dębcu gratowisko kosztowało ok. 1,5 mln.

Z jakich elementów powinny składać się gratowiska?

Na gratowisku ważna jest obsługa, która musi posiadać budynek socjalny, z szatnią, miejscem do spożywania posiłków, węzłem sanitarnym czy prysznicem wewnętrznym i zewnętrznym. Istotne są kontenery o wielkości 16 m3, a także większe. Pojemników powinno być tyle, ile rodzajów odpadów

zbieramy. Jeśli gromadzimy opakowania, to potrzebne są cztery kontenery na opakowania szklane białe i kolorowe, plastikowe z wielomateriałowymi i metalowymi, metalowe i papierowe. Niezbędny jest także kontener do odpadów gabarytowych – osobny do plastikowych i drewnianych. Musimy

zapewnić kontener do odpadów zielonych – osobny do gałęzi oraz osobny do trawy i liści. Jeśli chcemy z trawy zrobić kompost, to nie można jej mieszać z gałęziami, które powinny być najpierw rozdrobnione. Także na złom należy przygotować osobny kontener. Potrzebny jest osobny pojemnik do szkła płaskiego, np. do szyb. Także szeroko rozumiane chemikalia nie mogą być zbierane w jednym kontenerze. Oddzielnie zlewany są olej przepracowany, a filtry gromadzone są w osobnych kontenerach. Farby i rozpuszczalniki umieszcza się w odpowiednich pojemnikach i przekazuje się do spalarni odpadów niebezpiecznych, do której trafiają także lekarstwa przeterminowane. Na gratowiskach zbieramy również baterie i akumulatory, które następnie przekazywane są do specjalistycznych zakładów.

Ilu mieszkańców korzysta z gratowisk?

Coraz więcej. Wizyt na gratowiskach powinno być tyle, ilu mieszkańców ma gmina. Na Dębcu dziennie odnotowujemy 200 wizyt, a przy ul. Wrzesińskiej od 100 do 150. W soboty zdarza się, że mieszkańcy czekają w kolejce. Z gratowisk mogą też korzystać mieszkańcy z terenu całej aglomeracji poznańskiej tworzącej GOAP.

Ile odpadów przyjmujecie na gratowiskach?

Jest to ok. 2,5 tys. ton. Szacujemy, że w przyszłym roku będzie to 3 tys. ton. Ta liczba dotyczy wszystkich trzech gratowisk. Mamy nadzieję, że im więcej odpadów znajdzie się na gratowiskach, tym mniej będzie dzikich wysypisk.

Czy gratowiska są podstawowym elementem systemu gospodarki odpadami?

Są jednym z ważniejszych elementów systemu prawidłowej gospodarki odpadami, ale nie podstawowym. Pierwszym ogniwem są kosze w domach. Jeśli tam panuje bałagan i wszystkie odpady trafiają do jednego wiadra, to system nie funkcjonuje. Kolejnym elementem są pojemniki, do których mieszkańcy mogą wyrzucać posegregowane odpady opakowaniowe. Takie miejsca powinny powstawać np. przy galeriach handlowych. Trzecie w kolejności są PSZOK-i, które mają duże znaczenie, gdyż powinny przyjmować te odpady, których nie można oddać w sposób wcześniej przedstawiony.

Planują Państwo kolejne gratowiska?

Docelowo warto myśleć o jeszcze dwóch gratowiskach. Jednak w pierwszej kolejności będą powstawały PSZOK-i w gminach. Na razie mamy tam tylko filie naszych gratowisk, do których mieszkańcy mogą przywozić odpady wielkogabarytowe i sprzęt RTV. Po gminach jeżdżą także gratowozy, zbierające odpady niebezpieczne.

Jaka, wg Pana, będzie przyszłość PSZOK-ów?

PSZOK-i na pewno będą zyskiwały na znaczeniu. W Polsce istnieje 2,5 tys. gmin, zatem powinno być 2,5 tys. PSZOK-ów. W dużych miastach musiałoby ich być proporcjonalnie więcej. System gospodarki odpadami będzie cały czas ewoluował, a PSZOK-i są jego niezbędnymi elementami.

Rozmawiała Katarzyna Szkudlarska-Nowaczyk

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj