Chciwość nieuczciwych przedsiębiorców czy raczej wykorzystywanie możliwości, jakie daje niestabilne prawo połączone z brakiem wystarczających środków finansowych? Szara strefa w gospodarce odpadami nadal ma się dobrze, choć podjęte działania przeciwdziałające patologii zaczynają przynosić efekty.


Przeczytaj drugą część tekstu


– Główną przyczyną działalności szarej strefy jest chciwość nieuczciwych przedsiębiorców – stwierdził Henryk Kowalczyk, minister środowiska, podczas redakcyjnej debaty „Przeglądu Komunalnego” „Gospodarka odpadami – skuteczny nadzór i kontrola”, która w 29 sierpnia odbyła się w Warszawie. Zdaniem szefa resortu, częściową winę ponoszą też urzędy, które „niefrasobliwie wydawały zezwolenia dla niektórych firm”, przez co niektóre zgody na magazynowanie odpadów były przez nie wydawane „w zasadzie z intencją porzucania”.

Ubiegłoroczna fala pożarów miejsc składowania i magazynowania odpadów (która stanowi najbardziej obciążający środowisko sposób nielegalnego pozbywania się ich) obnażyła bolączki systemu, które – jak zauważają przedstawiciele branży – nawarstwiały się co najmniej od „rewolucji śmieciowej” z lipca 2013 r., a może jeszcze wcześniej. Zmobilizowała też resort środowiska do działań mających na celu walkę z działalnością przestępców środowiskowych.

Znowelizowano przepisy ustawy o odpadach i o Inspekcji Ochrony Środowiska, a później o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Na 1 stycznia 2020 r. zapowiadane jest też pełne uruchomienie Bazy Danych Odpadowych.

„Policja środowiskowa” ruszyła

Udział szarej strefy w odpadach wzrósł z 2 mld zł w 2013 r. do, obecnie szacowanych, 2,7 mld zł rocznie. Na działalności szarej strefy cierpi środowisko, ale też kieszenie podatników. To przekłada się na uszczuplenia podatków o ok. 800 mln zł rocznie i opłat środowiskowych na poziomie około 2 mld zł.

Tylko w 2018 r. Inspekcja Ochrony Środowiska ujawniła 471 nielegalnych działań w gospodarce odpadami. 165 z nich dotyczyło niezgodnego z prawem spalania oraz niewłaściwej rekultywacji wyrobisk. Przypadków porzucania odpadów w miejscach na ten cel nieprzeznaczonych (np. w magazynach) odnotowano 116.

Wykryto też 315 miejsc porzucenia odpadów. Według szacunków Ministerstwa Środowiska, masa odpadów zdeponowanych w zinwentaryzowanych w Polsce takich miejscach wynosi ponad 3,25 mln ton, a koszty ich usunięcia mogą sięgnąć niemal 1,45 mld zł.

W 2019 r. inspektorzy wojewódzkich inspekcji ochrony środowiska duży nacisk położyli na gospodarkę odpadami. Wszczęto ponad 60 postępowań o wyłączenie instalacji. Nałożono kary o łącznej wysokości 25 mln zł. Prokuratury, we współpracy z inspekcją, wszczęły kilkaset postępowań.

Minister Henryk Kowalczyk przekonuje, że w 2019 r. liczba pożarów odpadów w porównaniu z analogicznym okresem w 2018 r. spadła o połowę. Również przedstawiciele KIG zauważają, że działalność szarej strefy udało się nieco wyhamować.

Spalanie w kleszczach przepisów

W Polsce obowiązuje zakaz składowania odpadów o kaloryczności powyżej 6 MJ/kg, co części przedstawicieli branży wydaje się rozwiązaniem co najmniej dyskusyjnym, biorąc pod uwagę fakt, że średnia kaloryczność odpadów powstających w naszych domach to 8 MJ/kg.

– W większości krajów taki zakaz nie istnieje. Istnieje duża opłata za składowanie, ale nie ma zakazu – zauważył Stéphane Heddesheimer, prezes SUEZ Polska. – Właśnie dlatego na Zachodzie rozwijają się instalacje do termicznego przekształcania. Tymczasem w Polsce system oparty jest, niestety, na fikcji – stwierdził.

1
2
UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

2 Komentarze

  1. ludzie wola spalac smieci w piecach to im nie przeszkadza ale nowoczesna spalarnia juz tak, inna sprawa ze ta podejrzliwosc jest czyms uzasadniona, kontrole emisji są lipne, badania lipne to jak potem wierzyc ze po uruchomieniu takiej spalarni wszystko bedzie dzialac prawidlowo? sprawe by rozwiazal system online monitoringu ciaglego emisji dla takich instalacji i podpiecie tego pod net zeby kazdy mogl to sledzic, skoro wychodzi z komina tak czyste powietrze ze mozna nim oddychac to niech to potwierdza otwarte wyniki

    • Setki milionów wydane na parę megawatów produkowanej energii se śmieci. Do tego jedna czwarta masy odpadów to popioły klasyfikowanej jak odpad niebezpieczny. Nikt nie wie co się z nimi tak naprawdę dzieje. Wywożenie ich nocą do jezior rekreacyjnych Krakowa i Będzina ujawnił rok temu Polsat. Z ekologią ani ekonomią to nie ma nic wspólnego.
      Pan z SUEZU po prostu dobrze wyczuwa gdzie są pieniądze z PPP, które mogą popłynąć do kieszeni zagranicznych firm wchodzących w taki biznes.
      Dlatego ideę spalarni pochwala, o rzeczach niemiłych i niewygodnych nie mówi.

Skomentuj