Unikalny film z budowy łódzkich kanałów został odnaleziony w archiwum Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce. Do Polski przywieźli go archiwiści IPN. Teraz będzie częścią powstającego dokumentu z okazji 95-lecia Zakładu Wodociągów i Kanalizacji w Łodzi.

Łódzki ZWiK posiada bogate archiwa zdjęć z budowy kanałów, zbiorników wody na Stokach, oczyszczalni ścieków, studni głębinowych czy regulacji rzek. Prace przy ściekowych kolektorach dokumentowano przy użyciu aparatów fotograficznych, nie pomyślano jednak o utrwaleniu ich na filmowej taśmie. Budowa kanalizacji była epokowym wydarzeniem w historii Łodzi – ogromnym wysiłkiem lokalnego samorządu, który próbował wyrównać cywilizacyjne zapóźnienia miasta.

Amerykańscy filmowcy w Łodzi

Budowę kolektorów chętnie pokazywano gościom odwiedzjącym Łódź. 8 sierpnia 1927 r. przybyła tam wycieczka kombatantów, ochotników amerykańskiej Polonii „Błękitnej Armii” gen. Józefa Hallera, sformowanej we Francji w 1917 r. Ich wizytę w Łodzi dokumentowali amerykańscy filmowcy.

Owoc pracy filmowców został odnaleziony w archiwach Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce i poddany obróbce cyfrowej przez pracowników Filmoteki Narodowej i Instytutu Pamięci Narodowej. Dzięki uprzejmości dr. Teofila Lachowicza – opiekuna archiwum Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce – możliwe stało się upublicznienie tego niezwykłego filmu.

Nie obyło się bez ofiar

Na taśmie filmowej utrwalono łodzian pracujących przy wykopach na kolektory ściekowe. Do robót zatrudniano bezrobotnych, którzy stracili pracę w łódzkich zakładach włókienniczych.

Akordowy kopacz otrzymywał dzienne wynagrodzenie w wysokości kilku złotych, w ciągu dniówki musiał wybrać prawie 5 m sześć. gruntu. Praca była niebezpieczna z powodu osuwania się ziemi i zalewania wykopów przez wody gruntowe. Zdarzały się wypadki, w tym śmiertelne. Kopaczowi pomagał „windziarz”, który wydobywał urobek na powierzchnię łańcuchowym wyciągiem zwanym potocznie „szubienicą”.
Lepiej opłacani byli murarze, którzy wznosili ceglane kanały. Otrzymywali 2 zł na godzinę, ich pomocnicy 1 zł.

Wizyta gości z USA

W archiwach ZWIK zachowało się zdjęcie wykonane podczas wizyty Polonusów w Łodzi 8 sierpnia 1927 r. Utrwalono na nim moment przewożenia gości towarową kolejką na miejsce robót kanalizacyjnych. Jak donosiła ówczesna łódzka prasa, „weterani z USA dotarli na Dworzec Łódź Kaliska w godzinach porannych”. Zwiedzali roboty kanalizacyjne na Rokiciu, zeszli tam pod ziemię i zbudowanym już ceglanym kolektorem przeszli w kierunku Lublinka. Na terenie powstającej oczyszczalni ścieków podejmował ich szef Wydziału Kanalizacji i Wodociągów, inżynier Stefan Skrzywan. Został on uchwycony przez operatora kamery.
W specjalnie ustawionym namiocie z płótna przygotowano uroczyste śniadanie. Z ujęć filmowych widać, że zacni goście zwiedzali podziemny przelew burzowy do rzeki Karolewki u zbiegu ulic Pienistej i Dennej. To największy kanał przelewowy w Łodzi o bardzo ciekawej konstrukcji.

Goście uczestniczyli we mszy św. w katedrze, a około godziny 15.00 udali się do fabryki Scheiblera i Grohmana. Po zwiedzaniu największych łódzkich zakładów włókienniczych odbył się pokaz umiejętności fabrycznej straży ogniowej. Wieczorem w ogrodzie restauracji „Tivoli” został wydany przez Zarząd Miasta uroczysty obiad. Polonusi opuścili Łódź następnego dnia – 9 sierpnia 1927 r. W celu godnego przyjęcia wycieczki z USA w naszym mieście został powołany specjalny „Obywatelski Komitet Przyjęcia”.

Propaganda z czasów okupacji

Zachował się jeszcze jeden archiwalny film, ukazujący prace przy budowie miejskiej kanalizacji i wodociągów. To propagandowy film z czasów okupacji. Niemcy kontynuowali budowę kanałów i miejskiego wodociągu, magistrali tłocznej na Stoki, zakończyli budowę stacji uzdatniania wody na Dąbrowie oraz trzech studni głębinowych. W 1943 r. woda z nich popłynęła do śródmieścia. Zasilano nią jedynie budynki niemieckiej administracji, straży pożarnej oraz zakładów produkujących na potrzeby frontu. Niemcy uruchomili miejskie wodociągi, gdyż obawiali się, że nie będą mieli wystarczającej ilości wody do gaszenia pożarów wywołanych alianckimi nalotami. Woda z miejskiej sieci do mieszkań łodzian popłynęła dopiero po II wojnie światowej.

Projekt łódzkiej kanalizacji

Na początku XX wieku Łódź nie posiadała jeszcze kanalizacji i wodociągów. Mieszkańcy 500-tysięcznej aglomeracji wylewali ścieki wprost na ulice, a wodę czerpali z płytkich, skażonych bakteriami podwórkowych studni. W mieście wybuchały epidemie. Ścieki fabryczne i bytowe zanieczyszczały lokalne rzeczki. Dramatyczny stan sanitarny pogarszało przeludnienie miasta.

Autorem projektu łódzkiej kanalizacji i wodociągów jest inżynier William Heerlein Lindley, syn Williama Lindleya – projektanta warszawskiego systemu wodno-kanalizacyjnego. Jako że przez Łódź nie płynie obfita w wodę rzeka plan Lindleya z 1909 r. zakładał sprowadzanie wody dla mieszkańców i fabryk z odległości aż 50 km – z rzeki Pilicy pod Tomaszowem. Alternatywnym rozwiązaniem miało być pozyskiwanie bezcennej dla miasta wody ze studni głębinowych. Dopiero po odzyskaniu przez Polskę niepodległości zdecydowano się na budowę wodociągów i kanalizacji.  Pracami kierował bliski współpracownik Williama Heerleina Lindleya inżynier Stefan Skrzywan. Obecnie łodzianie mają wodę z 48 studni głębinowych. Część mieszkańców ma w kranach niewielką domieszkę wody pochodzącej z ujęcia na Pilicy w Tomaszowie Mazowieckim. Łódzkie studnie głębinowe sięgają warstw wodonośnych znajdujących się na głębokości nawet 900 metrów.

Źródło: ZWiK Łódź

Czytaj więcej

Skomentuj