Naukowcy z Polskiej Akademii Nauk (PAN) oraz Uniwersytetu w Białymstoku apelują do ministra środowiska, by nie podpisywał rozporządzenia, które ma przywrócić polowania na łosie w Polsce. Kończą się konsultacje społeczne w tej sprawie.

Ministerstwo w ostatnich dniach sierpnia opublikowało projekt rozporządzenia, które ma przywrócić polowania na łosie w sześciu województwach. Od września do końca grudnia odstrzały miałyby się odbywać w Lubelskiem, Podlaskiem i Warmińsko-Mazurskiem, a w woj. kujawsko-pomorskim, mazowieckim i pomorskim strzelać do łosi można by było na wschód od Wisły.

Łoś jest formalnie zwierzęciem łownym, ale od 2001 r. obowiązuje moratorium na jego odstrzał, które wprowadzono po tym, gdy w latach 90-tych łosi było mało. Teraz, według danych Ministerstwa Środowiska, łosi jest ok. 20 tys., a w 2015 r. resort informował o 28 tys.

Ministerstwo podkreśla, że na obszarach proponowanych do przywrócenia odstrzału łosi jest 5 lub więcej na tysiąc hektarów, a za odstrzałami przemawiają rosnące szkody w lasach (w 2016 r. wypłacono 4 mln zł odszkodowań), straty w uprawach rolnych i coraz więcej wypadków drogowych z udziałem łosi. Nie ma jednak dokładnych danych o liczbie takich wypadków, bo łosie nie są odrębnie wskazywane w danych policji.

„Bardzo proszę o niepodpisywanie rozporządzenia ws. zniesienia moratorium na odstrzał łosi w proponowanej przez ministerstwo środowiska postaci” – napisał w udostępnionym PAP liście do ministra środowiska Jana Szyszko prof. Mirosław Ratkiewicz z Uniwersytetu w Białymstoku. Ratkiewicz to badacz łosi, autor ogłoszonej w 2011 r. strategii gospodarowania populacją łosia w Polsce, która powstała na zlecenie ministerstwa gdy za rządów PO-PSL rozważano zniesienie moratorium, ale od tego m.in. po protestach odstąpiono.

Według prof. Ratkiewicza obecne uzasadnienie odstrzału łosi jest – jak to ujął – „wadliwie skonstruowane”. Naukowiec podkreśla, że wszelkie decyzje powinny być podparte wynikami obiektywnych badań naukowych i zasad stosowanych w XXI w., bo łoś to „dobro wspólne”, gatunek ocalony od zagłady po II wojnie światowej. Tymczasem – jak mówi – nie ma m.in. konkretnych danych o tym, ile jest łosi w Polsce, a jest tendencja do ich zawyżania.

Naukowiec przyznaje jednocześnie, że nie można lekceważyć szkód, jakie w niektórych lasach „lokalnie” powodują łosie, bo jest to problem „poważny”, ale podkreśla, że dlatego należałoby szukać rozwiązań lokalnych.

„Odstrzał może być narzędziem w zarządzaniu zasobami przyrody, ale powinien on rozwiązywać konkretne problemy, eliminować bądź łagodzić konflikty na linii człowiek – dzikie zwierzęta i uwzględniać interesy różnych grup społecznych” – napisał do ministra Jana Szyszko dyrektor Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży dr hab. Rafał Kowalczyk w opinii instytutu. Podkreśla, że ministerstwo nie konsultowało projektu rozporządzenia z naukowcami, specjalistami.

Również Rafał Kowalczyk podkreśla, że nie ma obiektywnych danych nt. liczebności łosi w Polsce, a liczby podawane na podstawie szacunków z inwentaryzacji zwierzyny w niektórych miejscach jego zdaniem „nie znajdują odzwierciedlenia w rzeczywistości”.

Naukowcy są też zgodni, że odstrzał łosi – nie wiadomo w ogóle ile łosi ma być odstrzelonych – nie wpłynie na to, że będzie mniej wypadków drogowych. Postulują inne metody dotyczące np. poprawy widoczności przy drodze w terenach gdzie są łosie, bo te już się sprawdzają.

Źródło: PAP Nauka w Polsce

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj