Ważą się losy białostockiej spalarni odpadów – bez solidnego zastrzyku unijnych dotacji miasta nie stać na jej budowę. Chociaż inwestycja wpisana jest do unijnych programów, to dotacja może okazać się za mała – alarmuje „Gazeta Wyborcza”.

– Studium wykonalności obiektu, które dla nas wykonano, przewiduje, że spalarnia będzie kosztować około 400 mln zł. Założenie mieliśmy takie, że około 60 proc. tej kwoty pochodzić będzie z Unii. Tymczasem Narodowy Fundusz z Ochrony Środowiska, który pośredniczy w wypłacaniu tych pieniędzy, chce dać nam najwyżej 20-30 proc., maksymalnie 130 mln zł. W praktyce oznaczałoby to, że spalarnia nie powstanie. Miasta nie stać bowiem na wyłożenie prawie 300 mln zł – przestrzega wiceprezydent Białegostoku Adam Poliński.

Budowę spalarni fundusz uznał za "pomoc publiczną", czyli działanie naruszające wolną konkurencję na rynku. A takie przedsięwzięcia mogą dostać maksymalnie 50 proc. dofinansowania. Wszystko przez to, że chociaż miasto jest zobowiązane przetwarzać śmieci, nie jest ich formalnym właścicielem.

MTP 300 x 250

– Sygnalizowałem ten problem w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego. Nie dotyczy on tylko Białegostoku, ale ogólnie samorządów. Od Janusza Mikuły, wiceministra rozwoju regionalnego usłyszałem, że rząd chce jeszcze w tym roku zmienić prawo tak, by śmieci z terenu danego samorządu były jego własnością. Parlament ma zająć się tym jeszcze latem – mówi Poliński. Podobną deklarację złożył Stanisław Gawłowski, wiceminister środowiska, zapewniając kilka tygodni temu w Białymstoku, że prace nad stosownym projektem ustawy dobiegają końca.

źródło: Gazeta Wyborcza Białystok

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj