Reklama

ad1a KGO kompleksowa 2026 [17.06.-02.09.26]

Biogazownia komunalna: procedury, pieniądze i społeczna akceptacja

Biogazownia komunalna: procedury, pieniądze i społeczna akceptacja Agata Kurczak
ZM
03.03.2026, o godz. 22:40
czas czytania: około 5 minut
0

Jak uruchomić biogazownię komunalną i nie utknąć w procedurach? Co zrobić z pofermentem i jak przekonać mieszkańców, że instalacja nie jest zagrożeniem? Podczas konferencji „Odpady ulegające biodegradacji” w Olsztynie praktycy rynku rozłożyli ten proces na czynniki pierwsze – od koncepcji po eksploatację.

Dalsza część tekstu znajduje się pod reklamą

Reklama

ad1b ECOMONDO [01.06-30.06.26]

Panel poświęcony praktycznym aspektom uruchamiania biogazowni komunalnej poprowadził Andrzej Sobolak (Biorecykling). W dyskusji wzięli udział: Mariusz Rychcik (ZGOK Olsztyn), Wojciech Urbański (Wielkopolskie Centrum Recyklingu), Lech Ciurzyński (Botres Polska) oraz Kamil Kozłowski (Biogas Technology).

Dyskusja objęła cały proces inwestycyjny – od decyzji środowiskowych, przez finansowanie i wybór technologii i komunikację społeczną. Jednak dużo emocji wzbudziło rozstrzyganie przez panelistów czy poferment jest nawozem czy może problemem.

Poferment – produkt czy problem?

Jak twierdził Andrzej Sobolak, materiał opuszczający komorę fermentacyjną nie staje się automatycznie nawozem – aby nim był, musi zostać doprowadzony do odpowiedniego standardu jakościowego i prawnego. Sama dwoistość pojęć – „poferment” i „nawóz” – pokazuje, że nie jest to proces oczywisty.

Inaczej na sprawę patrzył Mariusz Rychcik, wskazując, że w jego ocenie poferment pełni funkcję nawozu, natomiast recykling dokonuje się już w momencie wprowadzenia wsadu do fermentacji. To właśnie ten etap stanowi akt odzysku.

Praktyka pokazuje, że dobrze zaplanowane zagospodarowanie pofermentu może stać się atutem instalacji. Wojciech Urbański podkreślał, że w jego przypadku poferment trafia do dalszej stabilizacji i na kompostownię, a całość produkcji znajduje odbiorców wśród rolników. Ci – zwłaszcza na terenach o słabszych glebach – przekonali się do jego wartości.

Kamil Kozłowski zaznaczał, że o rynku zbytu trzeba myśleć już na etapie koncepcji. Jednocześnie przyznał, że dopiero wyprodukowanie pierwszej partii pofermentu pokazuje realne możliwości sprzedażowe. – Trzeba go sprzedać rolnikowi i ten rolnik ma być zadowolony. Wtedy rusza lawina – podsumował.

Procedury i biurokracja – wąskie gardło systemu

Choć technologia jest dziś dostępna i sprawdzona, największe bariery mają charakter administracyjny. W opinii uczestników to właśnie procedury najczęściej spowalniają inwestycje.

Mariusz Rychcik mówił wprost o systemowej słabości wynikającej z braku wiedzy po stronie organów wydających decyzje. Jako przykład podał sytuację, w której przesunięcie komory fermentacyjnej o kilka metrów oznaczało konieczność ponownego przechodzenia całej procedury środowiskowej. – Decyzja środowiskowa i pozwolenie na przetwarzanie odpadów to dziś realne blokady procesu – podkreślił.

Z podobnymi doświadczeniami mierzy się Wielkopolskie Centrum Recyklingu. Jak wskazywał Wojciech Urbański, instalacja czeka już trzeci rok na pozwolenie zintegrowane. Jednocześnie zauważył, że inwestorzy czasem sami utrudniają sobie życie, opisując we wnioskach zbyt wiele szczegółów, które później ograniczają elastyczność projektu.

Również Lech Ciurzyński zwracał uwagę, że nadmiar detali na zbyt wczesnym etapie może skutkować koniecznością cofania się w procedurach. Jego zdaniem podstawą jest edukacja urzędników – bez niej trudno mówić o sprawnym i przewidywalnym systemie.

Protesty społeczne i komunikacja

Temat społecznej akceptacji powracał wielokrotnie, a doświadczenia panelistów były różne.

W przypadku ZGOK Olsztyn pojawił się protest, który – jak relacjonował Mariusz Rychcik – był inspirowany przez konkurencję i organizację ekologiczną, a nie przez mieszkańców bezpośredniego sąsiedztwa instalacji. Jednocześnie wskazywał, że system zbierania i odbioru bioodpadów wciąż wymaga intensywnej edukacji.

Inną drogę obrało Wielkopolskie Centrum Recyklingu. Wojciech Urbański przyznał, że jego inwestycja nie spotkała się z protestami. Znaczenie miała m.in. narracja – zamiast „biogazowni” mówiono o „instalacji do stabilizacji beztlenowej odpadów”.

Lech Ciurzyński zauważył, że sama nazwa „biogazownia” bywa dziś społecznie obciążona. Brak wiedzy sprawia, że w debacie publicznej nie odróżnia się instalacji rolniczych od komunalnych. Tymczasem – jak podkreślał – nie można chować pomysłu inwestycji; mieszkańcy muszą wiedzieć, że bioodpady, które od nich odbieramy, wymagają przetworzenia.

Doświadczenia zagraniczne przywołał Kamil Kozłowski, wskazując na Niemcy i Danię, gdzie budowanie akceptacji społecznej trwało latami. Jego zdaniem biogaz musi stać się produktem powszechnym, by przestał budzić obawy. Najpierw jednak należy dobrze zaplanować i zaprojektować instalację, a następnie konsekwentnie „nasycać” przestrzeń publiczną pozytywną wiedzą. Część internetowego hejtu – jak dodał – bywa efektem walk politycznych, a nie merytorycznej krytyki.

Finansowanie i model inwestycyjny

Rozmowa o finansowaniu sprowadzała się do jednego słowa: ryzyko. Lech Ciurzyński podkreślał, że finansowanie jest w istocie jego wyceną – im mniejsza skala projektu, tym wyższe postrzegane ryzyko. Krytycznie oceniał także model zamówień publicznych, w którym jedynym kryterium bywa cena, co może obniżać bezpieczeństwo inwestycji. Obecnie kluczową rolę odgrywają środki z NFOŚiGW.

Z kolei Mariusz Rychcik zwracał uwagę na konieczność zapewnienia tzw. bankowalności projektu. W przypadku ZGOK inwestycja należy do 37 gmin i finansowana jest również ze środków bankowych.

Technologia i wykonawstwo

W perspektywie kilku lat zmieni się zarówno strumień bioodpadów, jak i uwarunkowania rynkowe, dlatego technologia powinna być możliwie uniwersalna i odporna na zmiany wsadu – wskazywał Wojciech Urbański.

Lech Ciurzyński podkreślał znaczenie elastyczności instalacji – powinna ona móc „przyjąć wszystko, czym będziemy ją w przyszłości karmić”. Kamil Kozłowski studził jednak nadmierny optymizm: nie wszędzie możliwa będzie pełna dowolność, bo instalacje muszą być dopasowane do specyfiki regionu i charakterystyki odpadów.

Z punktu widzenia realizacyjnego Kozłowski rekomendował model z jednym generalnym wykonawcą odpowiedzialnym za całość procesu budowy, co pozwala ograniczyć ryzyko rozproszenia odpowiedzialności.

Czy spółki komunalne powinny inwestować w biogazownie?

W ocenie panelistów odpowiedź brzmi: tak – pod warunkiem właściwego przygotowania projektu. Lech Ciurzyński podkreślał, że jeśli spółki komunalne dysponują poprawnym modelem finansowym, nie ma podstaw, by ograniczać ich aktywność inwestycyjną.

Wojciech Urbański wyraził jednoznaczne poparcie dla takiego kierunku, wskazując na rosnące znaczenie lokalnego przetwarzania bioodpadów. Kamil Kozłowski zaznaczył jednak, że każda decyzja powinna wynikać z analizy lokalnych uwarunkowań – nie każda gmina i nie każdy region są miejscem dla dowolnego typu instalacji.

Panel pokazał, że uruchomienie biogazowni komunalnej to proces wielowątkowy, w którym technologia jest tylko jednym z elementów. O sukcesie decyduje spójność modelu finansowego, sprawność procedur administracyjnych, przemyślana strategia zagospodarowania pofermentu oraz konsekwentna edukacja – zarówno mieszkańców, jak i administracji.

Udostępnij ten artykuł:

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu. Bądź pierwszą osobą, która to zrobi.
Reklama

ad2 KGO kompleksowa 2026 [02.06.-02.09.26]

Dodaj komentarz

Możliwość komentowania dostępna jest tylko po zalogowaniu. Załóż konto lub zaloguj się aby móc pisać komentarze lub oceniać komentarze innych.
Reklama

ad1d odpady z kanalizacji webinar [22.06-14.07.26]

Te artykuły mogą Cię zainteresować

Przejdź do Wydarzenia
css.php
Copyright © 2026