Coraz więcej miast w Polsce dopłaca do inwestycji właścicieli nieruchomości w zagospodarowanie wód opadowych. W Częstochowie takiego programu nie będzie.

Gdy wiosną na termometrach notowano wyższe temperatury, a wraz z nimi pojawiła sie groźba suszy, część częstochowskich radnych wystąpiła do władz z propozycją, by miasto przyjęło programy mające zachęcać mieszkańców do oszczędzania wody.

Proponowano nie tylko zakazy podlewania ogródków, ogrodów działkowych, tuneli, trawników, upraw i napełniania basenów wodą z sieci, ale także program dopłat do mieszkańców chcących retencjonować wodę opadową. Dopłaty miały wynosić do 80 proc. kosztów budowy studni chłonnych lub instalacji do zbierania deszczówki.

Gazeta Wyborcza informowała wówczas, że czytelnicy w ankiecie zadeklarowali, że w przypadku dopłat aż 94 proc. z nich chciałoby z takiego programu skorzystać. Wyborcza podała, że postulat zachęty finansowej dla zbierających deszczówkę nie spotkał się z przychylnością władz miasta; przynajmniej w 2020 r. Zastępca prezydenta Andrzej Babczyński zadeklarował, że pomysł zostanie przeanalizowany przy planowaniu budżetu na kolejne lata.

Rządowy program „Moja woda” spotkał się z ogromnym zainteresowaniem. Już pierwszego dnia złożono tysiąc wniosków o dofinansowanie. Kolejne miasta w Polsce także uruchamiały swoje programy. Wrocław uruchomił program „Złap deszcz” w 2019 r. Budżet edycji w 2020 r. zwiększył się z 250 tys. zł do 500 tys. zł.

Na inwestycje zbierania deszczówki dla mieszkańców i wspólnot mieszkaniowych 700 tys. zł przyjęła Bielsko-Biała.  Zainteresowanie przerosło przewidywania władz miasta, więc budżet programu zwiększono do 2 mln zł. Takie programy mają także Sosnowiec, Lublin, Toruń, Kraków czy Sopot.

Między innymi o tego rodzaju programach będą rozmawiać uczestnicy konferencji “Wody opadowe – aspekty prawne, ekonomiczne i techniczne”.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Czytaj więcej

Skomentuj