Wody Polskie chcą baczniej przyjrzeć się zrzutom ścieków do rzek za pośrednictwem przelewów burzowych. Chcą, by te nieposiadające pozwoleń wodnoprawnych płaciły pięciokrotność opłaty za zrzut ścieków. Do tej pory kontrole prowadzono choćby we Wrocławiu, kolejne najpewniej czekają Szczecin i Łódź. Tymczasem problem zrzutów ścieków poprzez przelewy może narastać ze względu na coraz częstsze nawalne deszcze.

MPWiK we Wrocławiu korzysta z 21 przelewów burzowych, którymi wody opadowe wraz ze ściekami trafiają do rzeki. Taka praktyka jest stosowana choćby w przypadku opadów nawalnych. Bez zrzutów nieczystości zalewałyby ulice. Problem w tym, że wrocławskie MPWiK nie posiada pozwoleń wodnoprawnych na korzystanie z tych przelewów.

Kontrola przeprowadzona przez Wody Polskie wykazała, że zrzuty rejestrowane są tylko w przypadku dwóch spośród 21 przelewów. Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, tylko w  2020 r. we Wrocławiu wykonano przez nie 48 zrzutów, a do Odry trafiło 2 731 800 m sześc. nieoczyszczonych ścieków.

Miasta mają problem

Przedstawiciele wrocławska spółki zauważają, że we Wrocławiu funkcjonuje sieć kanalizacji ogólnospławnej, pochodzący jeszcze w przełomu XIX i XX w., a w ostatnich latach MPWiK stara się rozdzielać tę kanalizację na oddzielne systemy. W ten sposób projektowane są choćby nowe osiedla. Proces rozdzielanie tych system jest jednak długotrwały.

– Systemy te trzeba zaprojektować, uzyskać wszystkie decyzje administracyjne, następnie je wybudować i skalibrować na podstawie rzeczywistych opadów – wyjaśnia, cytowana przez „DGP”, Martyna Bańcerek, rzeczniczka wrocławskiej spółki, które przedstawiciele przypominają też, że obowiązek uzyskiwania pozwoleń wodnoprawnych na korzystanie z przelewów burzowych istnieje od 2017 r.

– Taka odpowiedź dziwi. Co prawda Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie wydaje pozwolenia wodnoprawne od 2017 r., ale wcześniej spółki wodno-kanalizacyjne także musiały działać na podstawie pozwoleń wydawanych przez starostwa powiatowe i wojewodów – komentuje Sergiusz Kieruzel, rzecznik prasowy Wód Polskich.

Sprawa niezgodnego z prawem wykorzystywania przelewów burzowych pojawiła się przy okazji awarii warszawskiej „Czajki”. Wtedy MPWiK musiał korzystać z przelewów burzowych i zrzucać ścieki do Wisły. W rozmowie z „DGP” rzecznik Wód Polskich stwierdził, że to warszawski MPWiK sugerował, że nie jest to jedyna spółka, która nie działa zgodnie z prawem w tym zakresie.  – To nas ukierunkowało, by przeprowadzić kompleksową kontrolę – powiedział.

Prezes Wód Polskich Przemysław Daca stwierdził z kolei, że problemy z przelewami ma też Łódź, sygnały trafiają też ze Szczecina.

Daca mówił też, że podczas kontroli prowadzonych przez Wody Polskie informują, że dokonywały zrzutów, ale nie podają informacji ani o objętości ścieków, ani o ich zawartości. Nie wiadomo więc, czy do rzek trafiają ścieki bytowe, przemysłowy czy poszpitalne. Zapowiedział też, że niedługo Wody Polskie zaprezentują zbiorową informację na ten temat.

Dotkliwa „kara”

Przedstawiciele Wód Polskich twierdzą, że przedsiębiorstwo powinno płacić pięciokrotnie podwyższoną opłatę za zrzut ścieków jeśli nie posiada pozwolenia wodnoprawnego. Opłatę taką poniosły warszawskie wodociągi, które za zrzuty prowadzone po awariach „Czajki” w latach zapłaciły 32 mln zł.

Jak podkreślają przedstawiciele Wód Polskich, opłata podwyższona nie jest jednak karą. Tę, po analizie zrzucanych ścieków, może nałożyć WIOŚ. Wodociągi w Lubiczu zapłaciły w 2019 r. 8,7 mln zł za wprowadzanie z oczyszczalni ścieków do rzeki Drwęsy z naruszeniem warunków określonych w pozwoleniu wodnoprawnym.

Czy zmiany klimatu wymuszą inwestycje?

Problem zrzutów ścieków za pośrednictwem przelewów burzowych będzie z pewnością narastał. Z powodu zmian klimatu, coraz częstszych nawalnych opadów, kanalizacja nie jest w stanie odebrać tak dużych ilości wody.

Niektóre miasta mają wyodrębnione systemy kanalizacji sanitarnej. Dzięki temu, gdy w Gorzowie Wielkopolskim ostatanio spadł nawalny deszcz, nie było ryzyka, że ścieki wyleją się na ulice.

Z kolei, który 20 lat temu został zalany w wyniku ulewy, zainwestował i wybudował cztery niecki, 17 ogrodów deszczowych oraz 30 zbiorników retencyjnych, które pozwalają gromadzić i przechwytywać wodę.

Jest to dobre rozwiązanie także dla tych miast, które mają przelewy burzowe i chcą ograniczyć niszczenie środowiska. Woda opadowa, którą przechwycą zbiorniki retencyjne, nie obciąży bowiem kanalizacji ogólnospławnej, co zmniejszy ryzyko uruchamiania przelewów burzowych.

Takie rozwiązanie chce wprowadzić też Wrocław. Za 70 mln zł w mieście mają powstać cztery zbiorniki, do których trafi woda wraz ze ściekami, a po ustaniu opadów przekazana do oczyszczalni ścieków. Miasto chce też rozdzielać systemy kanalizacyjne.

Tego rodzaju inwestycje są jednak bardzo kosztowne.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Czytaj więcej

Skomentuj