Ministerstwo Klimatu chce na dwa lata znieść zakaz składowania odpadów kalorycznych – dowiaduje się “Dziennik Gazeta Prawna”. Zakaz ten, wprowadzony w 2016 r., stanowi jeden z problemów branży gospodarki odpadami. Ma to gminom dać czas na budowę spalarni odpadów. Przeciwnicy tego rozwiązania w ogóle go nie chcą, sceptycy uważają, że dwa lata to za mało.

Odpady o kaloryczności powyżej 6MJ/kg mogą obecnie trafiać wyłącznie do spalarni. Tych jest jednak zbyt mało w stosunku do ilości odpadów wysokokalorycznych. Według szacunków ekspertów rocznie to około 3-5 mln ton odpadów, z którymi nie można nic zrobić. Ich jakość jako potencjalnego surowca jest na tyle niska, że nie nadają się do recyklingu.

By się ich pozbyć, gminy muszą płacić niekiedy nawet 1000 zł za tonę. Jeszcze kilka lat temu było to ok. 300 zł. Odpady wysokokaloryczne stanowią to zatem jeden z najdroższych elementów gospodarki odpadami w samorządach. Czasowe zezwolenie na składowanie miałoby ten trend wyhamować.

Przynajmniej mamy kontrolę

Jak na łamach „Dziennika Gazety Prawnej” pisze Jakub Pawłowski, wiceminister klimatu Jacek Ozdoba stwierdza, że umożliwienie składowania mogłoby ukrócić działalność przestępców środowiskowych, bo gmina przynajmniej wiedziałaby, co się z tego rodzaju odpadami dzieje.

Czy wpłynie to pozytywnie na wysokość opłat ponoszonych przez mieszkańców? Piotr Szewczyk, przewodniczący Rady Regionalnych Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych ma wątpliwości, choć przyznaje, że dzięki temu można spodziewać się pewnego ich wyhamowania.

Pozostaje jeszcze problem opłaty marszałkowskiej. Składowanie pozostaje najmniej pożądaną formą zagospodarowania odpadów, więc opłata środowiskowa za tonę odpadów trafiających na składowiska jest też wysoka. W 2019 r. było to 170 zł, w 2020 r. – już 270 zł za tonę.

Hanna Marlière, ekspertka branży gospodarki odpadami uważa, że w dłuższej perspektywie gminy stracą nie tylko ze względu na rosnącą opłatę marszałkowską za składowanie. – Już w tej chwili składujemy ponad 45 proc. odpadów, a musimy to zredukować do 10 proc. w przyszłych latach, inaczej nie spełnimy wymogów unijnych dyrektyw. Nie wywiązujemy się też z poziomów recyklingu, za co będziemy płacić wielomilionowe kary – przestrzega ekspertka.

Ministerstwo chce zawiesić zakaz składowania odpadów kalorycznych

Szansa i kłopot dla spalarni

O pewnych obawach mogą mówić właściciele dziewięciu funkcjonujących spalarni, do których trafiają kaloryczne odpady resztkowe. Trudno to nazwać “dyktatem”, ale obecnie obowiązujące prawo sprawia, że ceny za przyjęcie odpadów od gmin mogły wyższe niż wcześniej. Tak było na przykład w przypadku spalarni w Rzeszowie, która po zniesieniu regionalizacji przyjmowała odpady nawet z Warszawy. Choć teraz nie wszystkie instalacje posiadają wolne moce do przyjęcia odpadów spoza swojego rejonu.

– “Ceny, po jakich PGE Energia Ciepła w 2020 r. przyjmuje odpady komunalne do Instalacji Termicznego Przetwarzania z Odzyskiem Energii w Rzeszowie nie są „dyktatem”, a wynikiem przeprowadzonego pod koniec zeszłego roku postępowania konkursowego” – wyjaśniają przedstawiciele spółki. – “Spółce PGE Energia Ciepła zależy przede wszystkim na transparentności i równym traktowaniu wszystkich potencjalnych kontrahentów, dlatego właśnie zostało ogłoszone postępowanie. Zastosowaliśmy przejrzyste i konkurencyjne procedury, oferenci sami zaoferowali wolumen odpadów, jaki chcą dostarczać do ITPOE i cenę rynkową za ich zagospodarowanie poprzez termiczne przekształcenie” – dodają.

Tymczasem, jak informują przedstawiciele Ministerstwa Klimatu, na rozpatrzenie czeka obecnie ponad setka wniosków na budowę spalarni. Zdaniem wiceministra Jacka Ozdoby, szans na realizację resort widzi dla 8, maksymalnie 10 z nich.

Rozwiązaniem mają być także lokalne elektrociepłownie, obecnie zasilane głównie węglem. Jak dowiedział się “DGP”, ministerstwo uważa, że możliwość składowania odpadów kalorycznych przez dwa lata da większym gminom (miastom) czas na przygotowanie inwestycji w spalarnie odpadów, a mniejszym – w lokalne elektrociepłownie wykorzystujące paliwa z odpadów.

Problem w tym, że dwa lata to stanowczo za mało, bo przygotowanie takiej inwestycji wymaga średnio trzech lat, budowa – kolejnych dwóch.

Wstrząs ale rozumiany jako zahamowanie wzrostu cen. Dziś jedyna legalna droga dla frakcji kalorycznej to…

Gepostet von Jacek Ozdoba am Mittwoch, 15. Juli 2020

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Czytaj więcej

Skomentuj