Tak wielkiej wody nie było w Płocku od 2010 r. Woda w niektórych miejscach sięga do pasa – mówią mieszkańcy domków przy ul. Gmury w Płocku (Mazowieckie). To właśnie m.in. ich ulica najbardziej ucierpiała przez zator lodowy na Wiśle.

Od poniedziałku w Płocku na Mazowszu obowiązuje alarm przeciwpowodziowy. Przyczyną jest zator lodowy na Wiśle poniżej miasta, który blokuje swobodny przepływ wody i powoduje przybór rzeki. Przez to, że utworzył się zator woda zaczęła wylewać na okoliczne pola oraz domy jednorodzinne. Tak jest między innymi na ul. Gmury w Płocku.

Nie każdy mógł wjechać w małą uliczkę ciągnącą się wzdłuż wałów Wiślanych. Przy skrzyżowaniu z Grabówką stał patrol policji, który przepuszczał jedynie mieszkańców, którzy próbowali jeszcze w środę ratować swój dobytek, oraz dziennikarzy. Daleko jednak się ul. Gmury nie dojedzie, bo już na wysokości numeru 13 rozpoczynało się zalewisko.

Mieszkańcy, którzy mieszkają powyżej tego numeru, aby dostać się do swoich domów musieli wchodzić do wody ubrani w wodery. “W niektórych miejscach woda sięga dosłownie do pasa” – powiedział jeden z mieszkańców. Dodał, że chcąc się dostać do swojego domu musiał rozbijać młotkiem lód, który zebrał się wokół drzwi wejściowych. – Ostatni raz taka wielka woda była tutaj podczas powodzi w 2010 roku – podkreślił.

– Przyjechałem zobaczyć jak wygląda sytuacja w moim domu. Chciałem uratować też zwierzęta, które zostały. Niestety trzy moje kury się utopiły – powiedział pan Kazimierz. O większym szczęściu może mówić inna rodzina, która ubrana w wodery poszła uratować swojego kota. Im się udało, jednak woda była tak duża, że zalało im buty.

Mieszkańcy ul. Gmury muszą się zmierzyć z jeszcze jednym problemem oprócz wody – brakiem prądu. – I to jest najgorsze, bo nawet nie ma jak się ogrzać. W budynkach, które już częściowo zalało, albo zaraz zostaną zalane nie ma już prądu – poinformowała jedna z mieszkanek.

Większość mieszkańców Gmury została już ewakuowana. Mieszkają albo w lokalach tymczasowych, które przygotowały dla nich władze miasta, albo u bliskich. Na miejscu zostały tylko dwie rodziny. Jedna, której dom położony jest jeszcze powyżej stanu wody nie chcą się na razie ewakuować. Sąsiadom powiedzieli, że są wyposażeni w żywość i chcą zostać w domu tak długo, ile tylko będą mogli.

W o wiele gorszej sytuacji jest druga rodzina, której wyłączono prąd. W ich domu są trzy osoby i kilka kotów. Jak mówili reporterowi PAP druhowie z ochotniczej straży pożarnej, ci mieszkańcy zostaną wkrótce ewakuowani przez Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. – Chcieli zostać i pilnować swojego majątku. Kupili we wtorek kalosze, które w środę okazały się za małe i już nie mogą wyjść z domu. Dlatego poprosili o ewakuację – powiedział jeden z ochotników.

Zalewaną przez wodę ulicę monitorowali w środę ochotnicy z OSP Nowe Łupki. – Przez 30 minut stan wody podniósł się o około 4 centymetry. To bardzo dużo – ocenił jeden ze strażaków. Z kolei drugi podkreślił, że ostatni raz pamięta takie podtopienia w tym rejonie w 2010 roku, a wcześniej w 1982 roku. “Robimy, co możemy. Monitorujemy stan wody, jak trzeba to mieszkańcom, którzy zostali, dostarczamy jedzenie. Niestety nie pomaga nam w tym pogoda, przez którą ciężej nam się pracuje – mówili ochotnicy.

Strażaków w ich pracy wspomagają na ul. Gmury żołnierze z Wojsk Obrony Terytorialnej, którzy również pomagają mieszkańcom m.in. w dostarczeniu żywności czy w ewakuowaniu ich dobytku. – Na służby, które tutaj pracują nie możemy powiedzieć złego słowa. Pomagają nam. Śmiało można ich pochwalić – zaznaczyli mieszkańcy zalanych terenów.

– Mamy nadzieję, że ta powódź nie narobi większych szkód i niedługo będziemy mogli wrócić do swoich domów – dodali mieszkańcy.

W środę oficer prasowy mazowieckiego komendanta wojewódzkiego PSP, mł. bryg. Karol Kierzkowski, który przyjechał na zalane tereny poinformował, że działania strażaków są cały czas kontynuowane. – W tej chwili zaangażowanych jest 120 strażaków Państwowej Straży Pożarnej i Ochotniczych Straży Pożarnych – powiedział Kierzkowski.

– Na Wiśle jest podwyższony stan wody. Na wodowskazach wskazuje powyżej stanu alarmowego. W ostatnich godzinach odnotowaliśmy nieznaczny przyrost na poziomie kilku centymetrów – podkreślił strażak, dodając, że wszystko wskazuje na to, że sytuacja w najbliższych godzinach może się stabilizować.

Wskazał, że strażacy cały czas monitorują poziom wody – Wzmacniamy również wały tam, gdzie to jest potrzebne i staramy się zabezpieczyć wszystkie budynki mieszkalne, tak żeby woda nie wlała się do podpiwniczeń, czy na tereny posesji – podał. Strażacy używają również cały czas pomp do wody oraz worków z piaskiem.

Podkreślił także, że działania strażaków mogą potrwać jeszcze kilka dni. – Analizujemy sytuację na bieżąco i będziemy podejmowali takie działania, które będą w danej chwili potrzebne, ale na szczęście nie ma dużych przyrostów stanu wody w ostatnich godzinach, więc to jest dobry prognostyk na przyszłe dni – powiedział.

Łącznie z budynków na terenie całego Płocka, gdzie jest największe zagrożenie ewakuowanych zostało około 100 osób.

Czytaj więcej

Skomentuj