– Weszłam do spółki, w której większość rzeczy była już stara i zużyta. Trzeba było decydować o kolejności wydawania pieniędzy. Wyzwaniem były też inwestycje, przede wszystkim te z dofinansowaniem zewnętrznym. Te wyzwania są cały czas aktualne – mówi Krystyna Babirecka, prezes zarządu Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Malborku.

Branża wod-kan raczej wciąż zdominowana jest przez mężczyzn. Jak to się zatem stało, że postanowiła Pani zmierzyć się z tym sektorem?

Rzeczywiście wcześniej pracowałam w bankowości, gdzie zdecydowanie dominują kobiety. Dziś, kiedy porównuję te okresy, wcale nie uważam, że praca z mężczyznami jest trudniejsza. W skomplikowanych sytuacjach jest nawet prościej i bardziej konkretnie. Myślę tu o tym, że kiedy pominie się zbędne delikatności i subtelności (ogólnie rzecz ujmując), wiele spraw można rozwiązać szybciej i równie skutecznie. Po pierwsze trzeba się tego nauczyć i zaakceptować, a po drugie trzeba mieć tak wspaniałą męską załogę, jaka mi była dana, lub inaczej – jaką wspólnie sobie zbudowaliśmy.

Pyta Pan, jak to się stało, że znalazłam się w wodociągach. Otóż poprzednim prezesem malborskich wodociągów również była kobieta, z którą – jako ówczesny dyrektor banku – współpracowałam. Pewnego dnia powiedziała mi, że planuje odejść na emeryturę, i że ja bym jej pasowała na to stanowisko. Oczywiście decyzję podejmował ktoś inny, ale tak to się właśnie zaczęło. Dziś mogę przyznać, że tej zmiany w moim życiu nigdy nie żałowałam. A tak trochę z uśmiechem i przekorą dodam, że z Pana stwierdzeniem, iż branża wod-kan zdominowana jest przez mężczyzn, polemizowałabym. Na pewno ma Pan rację co do ogółu pracowników. Natomiast inaczej sytuacja wygląda w zarządach. Jest naprawdę wiele branżowych, bardzo dobrze funkcjonujących przedsiębiorstw, którymi kierują kobiety. I jeszcze jeden przykład. Mam zaszczyt i przyjemność być prezesem Pomorskiego Forum Wodociągowego, skupiającego 56 przedsiębiorstw branży wodociągowej Pomorza. I właśnie tam na 4-osobowy zarząd z dyrektorem biura mamy tylko jednego „rodzynka”, czyli baby górą. Ale oczywiście są to żarty, bo tak naprawdę najważniejsza jest współpraca i działanie, a nie płeć.

Co było najtrudniejsze dla Pani na początku?

Strach przed nowym. Wiedziałam, że jeśli chodzi o finanse czy zarządzanie, to mam wiedzę i doświadczenie, natomiast sama branża była dla mnie absolutną nowością. I właśnie wtedy uzyskałam wielką pomoc, przede wszystkim od mężczyzn. Od pierwszego dnia pracy w wodociągach mam zwyczaj robienia codziennych rannych „operatywek” z kierownikami działów. Nie ukrywałam swoich braków w zakresie wiedzy branżowej i prosiłam, by o bieżących robotach, inwestycjach czy awariach mó...