Dzikie wysypisko w mieście. Okoliczni mieszkańcy uważają, że ktoś wykorzystuje czas, gdy miejskie służby pochłonięte są walką z koronawirusem.

Sprawa dotyczy poznańskiego Strzeszyna, a hałda śmieci nie jest bynajmniej nowa. Policja wielokrotnie monitorowała teren. Tymczasem na nielegalnym wysypisku zauważono już szczury.

Jedna z czytelniczek „Głosu Wielkopolskiego”, który zainteresował się sprawą, mówi: – W czasie epidemii koronawirusa to skandal, by wysypisko wciąż tu było. W trybie pilnym powinno zostać usunięte – stwierdza.

Teren należy do poznańskiego oddziału Instytutu Technologiczno-Przyrodniczego w Falentach. Temat zna już rada miejska, policja i straż miejska. – Teren nie jest terenem miejskim, właściciel zapewne został zawezwany i zobligowany do sprzątnięcia terenu – odpowiada Celestyna Konrad z Rady Osiedla Strzeszyn.

Poproszona o interwencję straż miejska także zapowiedziała, że zajmie się problemem. Strażnicy przyznają jednak, że w pierwszej kolejności ich zadania skupiają się obecnie na walce z koronawirusem.

Jak mówi Przemysław Piwecki, rzecznik straży miejskiej, w czasie epidemii – ze względu za ograniczenie w poruszaniu się – podrzucanych śmieci powinno być mniej. Teoretycznie. – Jednak obawiam się, że na nieuczciwych takie zakazy nie działają, a jedynie bardziej korzystają z osłony nocy – uważa Piwecki.

W 2019 r. dzięki interwencjom m.in. straży miejskiej udało się posprzątać 677 nielegalnych wysypisk. W 54 przypadkach robili to sprawcy zaśmiecania, którzy otrzymali mandaty i zostali zobligowani do poniesienia kosztów sprzątania wykonanego przez firmy posiadające zezwolenia na gromadzenia i transport odpadów.

Koszty sprzątania ponad 600 nielegalnych wysypisk spadł na właścicieli i zarządców terenów. Samo miasto wydaje na ten cel kilka milionów złotych rocznie.

Źródło: Głos Wielkopolski

Czytaj więcej

Skomentuj