Można mieć duże wątpliwości co do racjonalności wydatkowania unijnych środków na gospodarkę odpadami w Polsce, nawet pomimo szeregu przepisów, które powinny to gwarantować – ocenia Hanna Marlière z Instytutu Gospodarki o Obiegu Zamkniętym (IGOZ).

Pojawia się zatem pytanie, w co inwestować, aby zainwestować mądrze? Wydawać by się mogło, że należy skupić się mimo wszystko na wydajnych instalacjach do doczyszczania selektywnie zebranych strumieni. Logika wskazuje, że strumień odpadów zmieszanych sukcesywnie będzie się zmniejszał. Odpowiadając na zapisy dokumentów strategicznych, nie muszą to być kolejne rozbudowy i tak w wielu sytuacjach przewymiarowanych RIPOK-ów. Otwiera się szansa dla gmin i firm, aby przywrócić życie małym, wyspecjalizowanym instalacjom – sortowniom, kompostowniom, liniom ostatecznego recyklingu itp.

Przysłuchując się dyskusjom toczącym się na forum europejskim, np. dotyczącym propozycji zmian w sposobie obliczania wskaźnika recyklingu, warto się zastanowić nad rozwiązaniami innowacyjnymi, pozwalającymi na prowadzenie takich procesów, których efektem będzie wytwarzanie produktów na instalacjach, a nie tylko zmiana kodu odpadu. Mówiąc o produkcie, kluczem jest, oczywiście, czystość surowca.

Czas w Polsce skończyć z kulturą bylejakości. W związku z dostępnością ogromnej puli środków należałoby skupić się w najbliższych latach na tych inwestycjach, które są gwarantem najwyższej jakości produktów.

Przykładowo – pomimo że z punktu widzenia formalnego możliwe jest nazwanie kompostem materiału zawierającego drobiny plastiku, patyczki od lizaków i elementy szkła, ba, można nawet uzyskać certyfikat na wprowadzanie takiego materiału do obrotu, to z punktu widzenia oczekiwań użytkownika trudno wyobrazić sobie taki kompost jako podłoże na trawniku w ogrodzie, gdzie mamy ochotę pochodzić boso.

Ten przykład ma uzmysłowić, że czas w Polsce skończyć z kulturą bylejakości. W związku z dostępnością ogromnej puli środków należałoby skupić się w najbliższych latach na tych inwestycjach, które są gwarantem najwyższej jakości produktów – bezpiecznych dla środowiska, produkowanych wg wystandaryzowanych norm na zaawansowanych technicznie, ale nie przeinwestowanych obiektach.

Jedyna nadzieja w Kowalskim

W pracy Ministerstwa Środowiska brakuje wizji systemu opartego na jakości. Zamiast bowiem rozpocząć od dokonania kompletnej, rzetelnej analizy systemu, opartej na szczegółowej analizie infrastruktury, technik, technologii i otoczenia formalnoprawnego (w tym sprawdzenia trafności wydanych decyzji administracyjnych), prowadzone są prace nad coraz nowszymi założeniami do nowelizacji tej czy innej ustawy.

A inwestorzy w tym czasie planują kolejne zakłady niewyspecjalizowane, przeznaczone dla strumienia niskiej jakości, nastawione nie na recykling, a na odzysk (paliwo RDF i pseudokomposty oraz pseudominerały kierowane na składowiska z uniknięciem kodu D5). Jest to pokłosiem m.in. braku regulacji – jedyne rozporządzenie, które jednoznacznie definiowało kody procesów i wytwarzanych produktów (MBP), wygasło ku uciesze wielu.

Jeśli nie można liczyć na wsparcie regulatora, to jedyna nadzieja w Kowalskim. Wraz z rozwojem społeczeństwa obywatelskiego, włączaniem się ludzi w procesy decyzyjne i zmianą oczekiwań w kierunku jakości, a nie ilości rosnąć będzie też nacisk na sektor, który będzie musiał odpowiedzieć na te potrzeby.

Żółty stojak na rowery
Stojak na rowery z recyklingu opon

Oczekiwania te już się pojawiają – zamiast zasypania starego składowiska warstwą osadu ściekowego pomieszanego z popiołem (udającego kompost za przyzwoleniem organów), pojawiają się pytania, czy nie można by tej górki rozebrać i zgromadzonych w niej odpadów przetworzyć.

Regularnie na forach trafić można na realne zainteresowanie mieszkańca tym, co się dzieje z jego odpadem – komu przekazane będzie szkło płaskie, co się stanie z tekstyliami czy książką, do jakiego zakładu pojedzie wysortowana butelka PET itp.

Wydawać by się zatem mogło, że inwestor z wizją będzie korzystać z dostępnych funduszy właśnie na zbudowanie sobie rynku odbiorcy i dostosuje do tego rynku bardzo wysoką jakość procesów, skutkujących wytwarzaniem produktów z najwyższej półki. Potrzebne może okazać się zainwestowanie czasu i środków w ramach np. projektów badawczo-rozwojowych, mających na celu znalezienie nowego rozwiązania dla strumienia, z którym dziś trudno coś zrobić, albo znacząco lepszego rozwiązania dla strumienia, którego przetworzenie obecnie jest bardzo kosztowne.

W dłuższej perspektywie należy stawiać na takie projekty, które umożliwią znaczącą optymalizację kosztów – przetwarzania, ale też logistyki, zatem ponownie – skupienie się na systemach u źródła – przetwarzamy maksymalnie blisko miejsca wytwarzania. Szukamy też możliwości optymalizacji w ramach synergii przemysłowej – po co mnożyć obiekty w małym promieniu, które służą podobnym celom? Po co inwestować w biogazownię na odpady, jeśli w okolicy istnieje biogazownia rolnicza, która, przy odpowiednim przygotowaniu formalnoprawnym, może bez problemu przetworzyć lokalny strumień bioodpadu (pod warunkiem jednak przygotowania go w wysokim standardzie jakościowym)?

Bariera mentalna

I tutaj widać kolejną barierę – nierówne traktowanie podmiotów sektora publicznego i prywatnego – na wysokie wsparcie w ramach bezzwrotnych dotacji liczyć mogą bowiem jedynie samorządy. Ta sama inwestycja prowadzona przez podmiot gospodarczy może w najlepszym wypadku liczyć na preferencyjną pożyczkę.

Oznacza to w uproszczeniu, że inwestor prywatny musi szczegółowo skalkulować opłacalność przedsięwzięcia, policzyć, czy uda mu się zaciągnięty kredyt spłacić i czy dobrane rozwiązania są racjonalne w perspektywie co najmniej średnioterminowej. Beneficjent dotacji (na poziomie często przekraczającym 80%) ma dużo mniejszą motywację, żeby myśleć kategoriami rynkowymi.

Dodatkowo, skoro sam może pozyskać darmowy pieniądz na realizację danego zadania, nie będzie zainteresowany wzmocnieniem lokalnego przedsiębiorcy czy rolnika, często wychodząc z błędnego założenia, że jak coś będzie publiczne, to będzie tańsze. Takie podejście jest wręcz sprzeczne z ideą gospodarki o obiegu zamkniętym i partycypacji, zatem należałoby oczekiwać, że obecnie dostępna pula środków będzie dystrybuowana na tych samych zasadach wszystkim beneficjentom.

W podejściu takim wydaje się, że jedyną barierą jest nasza bariera mentalna, na tę jednak żadne pieniądze nie poradzą.


Artykuł został pierwotnie opublikowany w „Przeglądzie Komunalnym” (9/2017).

1
2
UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj