Kończy się era wielkopolskiego węgla brunatnego [WYWIAD]

Kończy się era wielkopolskiego węgla brunatnego [WYWIAD]
Kamil Paczek
12.08.2025, o godz. 10:11
czas czytania: około 7 minut
0

Wraz z wygaszeniem kopalni węgla brunatnego w Tomisławicach, skończy się era górnictwa we wschodniej Wielkopolsce. Decyzja o zamknięciu odkrywki już zapadła, a ma się to wydarzyć najpewniej w marcu lub kwietniu przyszłego roku. Jakie było jej znaczenie? Kamil Paczek zapytał o to geologa prof. Marka Widerę z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Dalsza część tekstu znajduje się pod reklamą

Reklama

ad1b ECOMONDO [01.06-30.06.26]

Kamil Paczek: Jaka była i jest rola odkrywki w Tomisławicach, która prawdopodobnie zostanie zamknięta na przełomie marca i kwietnia przyszłego roku?

Marek Widera: Słusznie zauważył Pan, że prawdopodobnie zostanie ona zamknięta wiosną przyszłego roku. Z odkrywkami jest tak, że nigdy do końca nie wiadomo, kiedy one zostaną zamknięte.

Bywało tak w czasach komunistycznych, że początek pracy kopalni ustalało się na przykład na 22 lipca lub rocznicę lotu Gagarina w kosmos. Teraz to wygląda zupełnie inaczej; decydują o tym względy z jednej strony polityki energetycznej firmy, w tym przypadku Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin, a z drugiej strony sytuacja geologiczna, czyli to, ile węgla zostało jeszcze w złożu. Mogą też zdarzyć się geologiczne „niespodzianki”, czyli węgiel potrafi skończyć się niemalże z dnia na dzień.

Jednak pytanie zasadnicze dotyczyło tego, jaka była i jest rola odkrywki w Tomisławicach? Muszę Państwa rozczarować, ponieważ była ona raczej niewielka. Odkrywka Tomisławice należy do najmniejszych i najkrócej funkcjonujących odkrywek w okolicach Konina. Jej znaczenie wzrosło jednak w ostatnich latach, ponieważ węgiel w Zagłębiu Konińskim się kończy. W tej sytuacji odkrywka Tomisławice pełniła rolę strategiczną, gdyż bez niej nie byłoby węgla z odkrywek we wschodniej Wielkopolsce.

Tu jednak muszę wspomnieć o jednej ze wspomnianych wyżej geologicznych „niespodzianek”. W latach 2022–2023 w Tomisławicach pojawiły się piaszczyste przerosty – w złożu było więcej piasku niż węgla brunatnego. To bardzo ciekawe zjawisko z punktu widzenia naukowca, jednak dla kopalni taka informacja jest bardzo zła.

Właśnie wtedy zapadła decyzja o przywiezieniu do pobliskiej elektrowni Pątnów węgla z oddalonej o blisko 250 km Sieniawy. W ubiegłym roku było to ponad milion ton, a w 2023 r. ok. 900 tys. ton węgla brunatnego.

Co ciekawe, węglem interesuję się już ponad 30 lat i we wczesnych latach mojej kariery zawodowej uczono mnie, że węgla brunatnego nie opłaca się wozić na dystansie większym niż 50 km. A tu okazuje się, że jeśli trzeba, to można go przewieźć na odległość nawet 250 km. To dlatego, że węgiel brunatny po wydobyciu zawiera ok. 50% wody, co znacząco zwiększa jego masę. Z kolei kiedy wyschnie, zaczyna bardzo mocno pylić. W związku z tym z jednej strony jest to rozwiązanie nieekonomiczne, a z drugiej nieprzyjazne środowisku.


Wielkopolskie. Zakończenie wydobycia na odkrywce „Tomisławice” w 2026 r. Będą zwolnienia


Wielkopolskie kopalnie węgla brunatnego znikają jedna po drugiej. Na pewno wpływ na to ma odejście od surowców kopalnych w całej Unii Europejskiej. Widzimy zresztą, że i u nas powstaje chociażby gigantyczna farma wiatrowa na morzu. Ja chciałbym jednak zastanowić się nad tym, czy w oderwaniu od realiów politycznych dalsze wydobycie wielkopolskiego węgla miałoby ekonomiczne uzasadnienie?

Zacznijmy od tego, że wspomniał Pan o gigantycznej farmie. Nie przesadzałbym z takim określeniem, bo ta instalacja dostarczy prąd do co najwyżej 1,5 miliona gospodarstw domowych. To nie jest wcale aż tak dużo.

Jeśli chodzi natomiast o wschodnią Wielkopolskę, to zasoby węgla rzeczywiście są tam na wyczerpaniu. Są jeszcze pojedyncze złoża o wielkości kilkudziesięciu milionów ton, co mogłoby rzeczywiście przedłużyć funkcjonowanie kopalni o 10, a być może 15 lat. Kłopot jest w tym, że złoża te znajdują się w niekorzystnych z logistycznego punktu widzenia lokalizacjach.

Jednak w innych częściach województwa złoża węgla brunatnego są wciąż ogromne i tu w żadnej mierze nie przesadzam z użyciem tego słowa. Są to wielkie złoża w strefie ciągnącej się od Szamotuł, przez Poznań i Mosinę, aż po Gostyń. Mówimy tu o kilku miliardach ton węgla brunatnego, którego możliwości wydobycia były analizowane w latach 70. i 80. dwudziestego stulecia.

Jego wydobycie wiązałoby się jednak z katastrofalnymi skutkami dla środowiska i rolnictwa. Przed rozpoczęciem eksploatacji złoża węgla brunatnego (a także w czasie jego wydobycia) trzeba wypompować ogromne ilości wody. W tym przypadku pokłady węgla są zlokalizowane bardzo głęboko (150–250 m), co mogłoby skutkować powstaniem leja depresyjnego sięgającego nawet do… Gorzowa Wielkopolskiego. To by była tragedia.

Nie znamy też budowy geologicznej nadkładu tych złóż i nie mamy pewności, czy między wodami powierzchniowymi a podziemnymi istnieje łączność. Jeżeli tak by było, moglibyśmy odpompować też wodę na przykład z jezior w Wielkopolskim Parku Narodowym.

Brzemienna w skutkach była też zresztą działalność odkrywek w okolicach Konina. To właśnie one mają być jedną z najważniejszych przyczyn wysychania tego regionu. 

Niestety jest to skutek uboczny, nierozerwalnie towarzyszący górnictwu odkrywkowemu węgla brunatnego. Tak jak mówiłem, w procesie wydobycia najpierw trzeba odpompować wodę. Na przykładzie Tomisławic: w ubiegłym roku przy eksploatacji niespełna miliona ton węgla wypompowano ponad 42 miliony m3 wody. To ponad 42 m3 wody na 1 tonę węgla.

Skutki tego we wschodniej Wielkopolsce są zauważalne i to od wielu lat. Ja pochodzę z okolic Konina i jeździłem na wakacje na przykład do Przyjezierza. Pomosty, z których skakałem do wody, teraz stoją na brzegu. Poziom wody obniżył się o kilka metrów i to są fakty.


Karol Nawrocki zablokuje ustawę wiatrakową? “Niezręczna sytuacja”


Jest Pan w kontakcie z osobami, które pracowały przy wydobyciu węgla w okolicach Konina. Co oni mówią o zbliżającym się końcu wydobycia?

Najczęstszy kontakt mam z geologami kopalnianymi, jednak mogę ogólnie stwierdzić, że pracownicy są przygotowani na to, co nadejdzie. Po prostu wszyscy wiedzieli, że węgiel kiedyś musi się skończyć. Najważniejsze jest tu przygotowanie mentalne, a także programy wsparcia, które, jak słyszę, są dość dobrze zorganizowane. Część kadry przejdzie na emeryturę. Inni mogą skorzystać z przekwalifikowania.

Na pewno w tym mentalnym przygotowaniu pomagał fakt wyczerpujących się złóż. O ile dziś jest to już oczywiste, to przed laty zwolnienia potrafiły być bardzo dotkliwe dla górników. W czasach Solidarności udało im się wywalczyć godne warunki zatrudnienia, a lata 90. często przynosiły na przykład przymusowe przejście na emeryturę. Kiedy zaczynałem moją pracę naukową, widziałem górników, którzy przeżywali z tego powodu załamanie nerwowe.

Nie należy jednak lekceważyć faktu, że z końcem roku w Tomisławicach pracę ma stracić ok. 90 osób. Ci w wieku przedemerytalnym i tak niedługo kończyliby swoją drogę zawodową, jednak dla młodszych osób ta sytuacja może stanowić kłopot.

Pana praca badawcza była silnie związana z odkrywką w Tomisławicach, prawda?

Tak, stworzyłem na jej temat liczne prace. Z geologicznego punktu widzenia jest to przeciekawa odkrywka – mimo, że tak niewielka! Tylko tam we wschodniej Wielkopolsce występuje ciągła warstwa iłów; pojawiały się też przerosty mineralne w eksploatowanym pokładzie węgla. Do pewnego momentu kopalni udawało się radzić z nimi, jednak kiedy osiągnęły one (przerosty ilaste i piaszczyste) znaczące rozmiary, górnicy zaczęli mieć problem.

Wystąpiła tam także spora strefa bezwęglowa. Początkowo łączyliśmy jej występowanie z tektoniką i/lub kompakcją węgla, ale te hipotezy były błędne. Dziś uważamy, że takie zjawisko spowodowała erozja. Cóż… po prostu w którymś momencie okazało się, że maszyny nie wydobywają węgla i to właśnie wtedy elektrownia zdecydowała się na jego import. To było niezwykłe wydarzenie także w kopalni Sieniawa, która (choć pracuje od ok. 150 lat) wydobywała dotychczas maksymalnie ok. 200 tysięcy ton węgla rocznie. Aż tu nagle elektrownia Pątnów zgłosiła zapotrzebowanie na milion ton! Teraz jednak ta sytuacja się odwraca, co dla Sieniawy może być dużym problemem. Niestety raz ciepią jedni, a raz drudzy.

Ponownie mogę stwierdzić, że z punktu widzenia naukowca Tomisławice są miejscem fascynującym , ale kłopotliwym z punktu widzenia górnika.


PGE daje pierwsze zielone światło dla lokalizacji elektrowni atomowej w Bełchatowie


I to właśnie tam kończy się historia wielkopolskiego górnictwa?

Myślę, że najprawdopodobniej z wielkopolskim węglem pożegnamy się w przyszłym roku. I choć jestem geologiem węgla, to uważam, iż dobrze się dzieje.

To jednak wcale nie znaczy, że kończy się polskie górnictwo węgla brunatnego! Mało tego, uważam, że ono nie skończy się szybko. Przy tych zasobach, jakie posiadamy, a także braku alternatyw dla węgla, szacuję, że nie stanie się to przez najbliższych 10 lat. My po prostu musimy mieć podstawę systemu energetycznego, a do czasu uruchomienia bloków elektrowni atomowej, będą nimi pewnie elektrownie na węgiel kamienny i/lub brunatny.

I choć żegnamy się z wielkopolskim wydobyciem węgla, to nie jestem przekonany, jakie będą dalsze losy elektrowni Pątnów. Przecież nadal mamy tam jeden z najnowocześniejszych bloków opalanych węglem brunatnym – właśnie z Tomisławic i z Sieniawy. W kolejnych latach wciąż będzie stamtąd płynął prąd, jednak nie wiemy nadal, z czego zostanie on wyprodukowany. Scenariusze są trzy: sprowadzany węgiel brunatny, mazut lub gaz ziemny.

Udostępnij ten artykuł:

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu. Bądź pierwszą osobą, która to zrobi.
Reklama

ad2 KGO kompleksowa 2026 [02.06.-02.09.26]

Dodaj komentarz

Możliwość komentowania dostępna jest tylko po zalogowaniu. Załóż konto lub zaloguj się aby móc pisać komentarze lub oceniać komentarze innych.

Te artykuły mogą Cię zainteresować

Przejdź do Energia i recykling
css.php
Copyright © 2026