We wtorek doszło do awarii rozdrabniacza w instalacji mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów w Kamieńsku pod Łodzią. To jedyna instalacja, która może przyjmować zmieszane odpady komunalne od mieszkańców Łodzi. Usterkę usunięto, ale władze miasta domagają się od marszałka województwa umożliwienia działania innym instalacjom, by uniknąć podobnych kłopotów w przyszłości.

Do awarii rozdrabniacza w instalacji doszło we wtorek, 24 września. Problem był na tyle poważny, że nie wiadomo było, czy urządzenie uda się naprawić na miejscu, czy konieczny będzie jego transport i naprawa za granicą.

– Usterka mogła trwać również dobrze dwa dni, jak i dwa tygodnie – mówi radny Sejmiku Województwa Łódzkiego Marcin Bugajski, który razem z wiceprezydentem miasta występował na konferencji prasowej zorganizowanej przez władze miasta w dniu awarii.

Brak alternatywnego rozwiązania

Bugajski dodaje, że ilości odpadów wytwarzanych przez mieszkańców Łodzi pozwalały na co najwyżej 2-3 dniowy przestój instalacji w Kamieńsku.

Instalacja przetwarza 120 tys. ton odpadów/rok (część mechaniczna) i 50 tys. ton/rok (część biologiczna). Obecnie jest ona jedyną posiadającą zgodę na przyjmowanie zmieszanych odpadów od mieszkańców Łodzi, którzy rocznie wytwarzają ich około 180 tys. ton. – Usterkę usunięto, instalacja już działa, ale nadal wisi nad nami miecz Demoklesa – stwierdza Marcin Bugajski.

Podczas wtorkowej konferencji władze Łodzi zaapelowały do marszałka województwa o jak najszybsze podjęcie działań mających na celu zmianę tego stanu rzeczy i umożliwienie funkcjonowania alternatywnych miejsc przetwarzania i składowania łódzkich odpadów. Ich zdaniem, takie rozwiązanie nie tylko zabezpieczyłoby miasto przed sytuacjami podobnymi to tych z ostatnich dni, ale także mogłoby wpłynąć na konkurencyjność.

Zgodnie z wynikiem przetargu aktualna cena za tonę zmieszanych odpadów „na bramie” wynosi około 500 zł. W roku 2018 r. było to ok. 320 zł. Od 1 stycznia mieszkańcy płacą 13 i 22 zł za “opłatę śmieciową”. W październiku ma zostać rozstrzygnięty kolejny przetarg na odbiór odpadów.

Spór trwa

To nie pierwszy taki konflikt w Łodzi. W tamtejszym Teofilowie Przemysłowym funkcjonuje bowiem instalacja, która czeka na wydanie pozwolenia zintegrowanego. Spory prawne między władzami miasta, urzędem marszałkowskim i radnymi różnych opcji politycznych toczą się tam co najmniej od kilku miesięcy.

Jak czytamy w komunikacie władz miasta z 25 września, wiceprezydent Krzysztof Piątkowski „w alarmistycznym tonie” zwrócił się do marszałka województwa „natychmiastowe podjęcie działań i szybkich decyzji w tym zakresie, gdyż grozi to katastrofą ekologiczną w znacznym wymiarze”.

[AKTUALIZACJA]

W piątek, 27 września konferencję prasową zwołał marszałek województwa, który zarzucił wiceprezydentowi Łodzi rozdmuchiwanie problemu w celu promocji swojej osoby w trwającej właśnie kampanii wyborczej.

„Piątkowski i Bugajski roztoczyli wizję katastrofy ekologicznej i wyrazili obawy, że nie będzie można opróżniać śmietników, a miasto stanie się drugim Neapolem, gdzie na ulicach zalegały tysiące ton odpadów – czytamy. Mówili, że pojawiła się opcja, iż trzeba będzie wywozić odpady zmieszane poza granice regionu, za co mieliby zapłacić łodzianie”.

Przedstawiciele urząd marszałkowskiego zaznaczyli, że to nie władze samorządu a gminy są odpowiedzialne za odbiór odpadów z Łodzi. – Zamiast straszyć ludzi, trzeba było zająć się problemem. A wystarczyło zadzwonić do firmy FBSerwis z Kamieńska. Widząc, że pan tego nie robi zaangażowałem się w tę sprawę i problem został rozwiązany – mówił Andrzej Górczyński.

Nie było zagrożenia?

Artur Pielech, prezes firmy FBSerwis, do której należy instalacja w Kamieńsku, stwierdził, że zagrożenia dla mieszkańców Łodzi nie było.

– Rzeczywiście w środę miała miejsce awaria instalacji, ale dotyczyła ona tylko tak zwanej części mechanicznej, która przyjmuje wyłącznie odpady zmieszane z Łodzi. Musieliśmy wstrzymać na pewien czas ich odbiór, ale o fakcie tym poinformowaliśmy niezwłocznie Urząd Miasta Łodzi, który jest naszym zleceniodawcą oraz Urząd Marszałkowski, który nadzoruje gospodarkę odpadami w województwie. Praktycznie od razu przystąpiliśmy do usuwania awarii i na bieżąco informowaliśmy oba urzędy o tym, jak postępują prace – mówił Artur Pielech.

– Awaria nie była duża. Mimo to, jeszcze tego samego dnia, czyli we wtorek, złożyliśmy w obu urzędach deklarację, że jeśli nie da się usunąć awarii w ciągu 48 godzin, jesteśmy w stanie na nasz koszt przekierować odpady z Łodzi do naszych innych instalacji poza województwem łódzkim. Nowe, zmienione latem prawo, które zniosło regionalizację, pozwala nam wywozić odpady poza województwo. Posiadając trzy instalacje na terenie Polski, mogliśmy realnie zaproponować takie rozwiązanie. I chcę zapewnić, że jeśli będą się zdarzać awarie, nie zawahamy się z takiej opcji skorzystać – przekonywał Pielech.

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

7 Komentarze

  1. Panie Bruno instalacja ma obecnie określone moce przerobowe, ale ma też decyzją na zbieranie odpadów a tu limitów na chwilę obecną nie ma ( to się ma zmienić i słusznie) i można zbierać odpady bez ograniczeń, instalacja MBPOK jest tylko pośrednim elementem układanki i jak nie ma pełnego zejścia na wytwarzane odpady to kończy się sprawa awariami, wejściem w pustkę szarej strefy. Puki co znajdą się różnej maści Przekręt, które teoretycznie i w zgodzie z prawem przejmą odpady i zdejmą odpowiedzialność za dalsze ich zagospodarowanie, a czy zgodne z prawem to inna melodia.

  2. No bo po co budować zakłady, jak docelowo ma być gospodarka w obiegu zamknięty. (co nawiasem mówiąc ma taki sam sens jak elektromobilność w kraju w którym 99% energii powstaje z węgla).

Skomentuj