Jedno jest pewne: realizacja choćby takich założeń będzie nas sporo kosztować. Na transformację energetyczną do 2040 r. mamy wydać od 2,8 do nawet 3,5 bln zł. Jaki ma być tego efekt? Ministerstwo Energii widzi dwa możliwe rezultaty takiej inwestycji: zrównoważony (WEM, zakładający wolniejszą ścieżkę transformacji, a jednocześnie określany przez przedstawicieli resortu jako „preferowany”) oraz przyspieszony (WAM – tu szybciej i w większym wymiarze mamy postawić na źródła odnawialne). W praktyce oznacza to, że OZE mają stanowić w 2030 r. od 51 do 53% źródeł energii elektrycznej, a w 2040 r. od 65 do 68% (w każdym ze scenariuszy największe znaczenie ma fotowoltaika). Z kolei produkcja ciepła z OZE ma wynieść 32–36% w 2030 r. i 43–57% w 2040 r. Z biegiem czasu zmaleć ma znaczenie węgla (który w ambitnym scenariuszu niemalże znika z polskiego miksu energetycznego do 2040 r.), a wzrosnąć znaczenie atomu. ME dostrzega, że w ciągu najbliższych 15 lat ważną, lecz „pomostową” rolę będzie odgrywał gaz ziemny; podobnie traktowana jest biomasa, która będzie istotna przede wszystkim dla ciepłownictwa. W efekcie tych działań polska emisja CO2 ma zmaleć od 61 do 75% w 2040 r. w porównaniu z rokiem 1990. Parlament Europejski chce jednak, by do tego czasu wydzielanie dwutlenku węgla do atmosfery spadło aż o 90%.

Krok wstecz

Takie założenia znacząco różnią się od tych, które dotychczas proponowało odpowiedzialne wcześniej za Plan Ministerstwo Klimatu i Śr...

Wykup dostęp do płatnych treści Portalu Komunalnego!

Chcesz mieć dostęp do materiałów Portalu Komunalnego Plus?