Trzeba przyznać, że mamy do tego nie najgorszy punkt wyjścia. Wrocławscy urzędnicy chwalą się w niedawnym komunikacie prasowym, że to właśnie mieszkańcy stolicy Dolnego Śląska są rekordzistami wśród wielkich miast: zebrali 610 ton tekstyliów. Na tę liczbę składają się 482 tony rzeczy oddanych do PSZOK-ów oraz ponad 127 ton, które mieszkańcy przekazali w ubiegłym roku do podstawionych na osiedlach samochodów. Robi wrażenie? Problem w tym, że w efekcie tej reformy surowce być może i zawróciły, jednak z powrotem tam, gdzie lądowały dotychczas: do spalarni. „Ale jak to możliwe?”, zapytają ci, którzy pieczołowicie zbierali podkoszulki w reklamówkach na dnie szafy, by później zawieźć je na przykład do PSZOK-u. Niestety tak, że w Europie właściwie nie funkcjonuje rynek recyklingu tekstyliów. Raptem jedna lub dwie nitki na sto staje się na powrót ubraniem, a recykling w tym segmencie rynku wygląda zgoła odmiennie: to na przykład butelki PET częściej zyskują drugie życie na naszych wieszakach (świetną diagnozę tego problemu przeprowadziła Ewa Janczukowicz-Cichosz z LPP na łamach naszego Raportu „Punkt Zero Recyklingu w Polsce 2.0”). Część zużytych ubrań da się przetworzyć na czyściwo. Reszta może liczyć co najwyżej na wspomniane spalenie z odzyskiem energii. Dość otwarcie mówią o tym samorządowcy, przepytani przez Darię Michel na potrzeby tekstu do lutowego wydania „Energii i Recyklingu”. I tak na przykład przedstawiciele Związku Międzygminnego Regionu Leszczyńskiego wylic...

Wykup dostęp do płatnych treści Portalu Komunalnego!

Chcesz mieć dostęp do materiałów Portalu Komunalnego Plus?