Czasem rzeczywistość trudno jest zrozumieć, chociaż można z niej skutecznie korzystać. Rozumując dwuwymiarowo, można poruszać się po wstędze Möbiusa, ale nie można poznać jej istoty. Dopiero uwzględnienie dodatkowego, trzeciego wymiaru pozwala zrozumieć sytuację, w której się znajdujemy. Ta prawidłowość dotyczy też systemu planowania przestrzennego.

Obserwując system planowania przestrzennego od wewnątrz, nie można w pełni go zrozumieć. Można dostrzec jego niedoskonałości, ale trudno je poprawiać jedynie z punktu widzenia samej pragmatyki funkcjonowania.  A trzeba dostrzegać szersze cele, które definiują sens całego procesu. Sens ten nadaje systemowi jego użyteczność dla społeczeństwa – czemu tak naprawdę ma służyć. Dopiero na tej podstawie można rozważać, jak ma działać i jakich zmian wymaga.

Większa swoboda

Polski system planowania przestrzennego ukształtował się w wyniku transformacji ustrojowej lat 90. W syntetycznym opisie polegała ona na uwolnieniu inicjatywy jednostek, przy ograniczaniu funkcji państwa. W sferze planowania przestrzennego oznaczała więc zwiększenie swobody inwestorów przy redukcji kontroli ze strony administracji. Z perspektywy można uznać ten pionierski okres za konieczny. Mieliśmy do czynienia z rewolucją ustrojową, która wyprowadzała nas z cywilizacyjnej zapaści. Trudno było bronić rozwiązań kojarzących się ze starym systemem. Ale już w niedługim czasie po tym przełomie stało się jasne, że system planowania przestrzennego wymaga bardziej przemyślanego podejścia.

Z tą świadomością zmagamy się do dziś, próbując przez trzy dekady reformować system, który przynosi realne s...